Niedziela
Niedziela
Nie lubię niedzieli. Spoglądam przez okno. Za oknem widzę jesienny
deszcz, kapiący na chodnik. Plusk kropel i mój smutek. Dzwony kościelne
zapraszają na poranną mszę. Wybieram się do dziecka, które nie czeka
na mnie, i do młodych rodziców, którzy nie chcą mnie widzieć. Jestem
tą osobą, która przychodzi cicho i powoli albo nagle i znienacka.
Zaglądam do szafy. Co mam na siebie włożyć? Zastanawiam się.
Wybieram sweter z tańczącymi świerszczami i niebieską chustkę. Spo
glądam jeszcze raz beznamiętnie w okno. Czemu to właśnie dzisiaj mam
iść do tej miłej rodziny? Milczę.
Dziecko nie ma jeszcze imienia. Rodzice patrzą na nie z miłością
i troską. Ociągam się z wizytą. Jeszcze chwila i wyjdę. Powoli podchodzę
do drzwi. Wychodzę. Mokry chodnik i moje łzy. Niezła parka.
— Zaczekaj — woła ktoś za mną. Odwracam się i spoglądam na
piękną dziewczynę o czarnych oczach.
— Proszę — mówi — dzisiaj wyjątkowo przyjdź do mnie. Zjemy
razem śniadanie.
— A więc dzisiaj nie będę sama — pomyślałam.
A na pustej ulicy tylko ja i mały czarny kotek… Tak jak ja…. Sa
motny.
Komentarze (1)
Nie przepadam za prozą - kradnie czas. Jeśli przeczytałem dwa razy, sądzę, że powinna się spodobać, zachęcam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania