a co to za różnica - niedziela a poniedziałek - druga zmiana do 23-ej i nieszpory diabli biorą.
Mogliby choć w tych marketach transmitować głośnikami ryczytale, wynajmować dywaniki na poklęczenie
A to się nasila w grudniu. Szał, bieg, zakupy, promocje, wózki pełne niepotrzebnych rzeczy, kłótnie o brak zniżki na niepraktyczne produkty. W krzywym zwierciadle.
Trzy niedziele pod rząd będą zmuszali tych zmęczonych pracą ludzi, do ubierania się i wychodzenia na zakupy... a przecież to i makijaż trzeba zrobić, i włosy ułożyć.
Nie wiem, ale to wszystko wydaje mi się takie bezduszne... 6
W Londynie można śmiało na zakuoy pójść w szlafroku z bałaganem na głowie. I tak jak kiedyś mnie to dziwiiło, tak dziś, sama wybieram brak makijażu i dres. Szlafrok odpuszczam, to nadal zbyt dużo dla mnie :)
Przypomniały mi się czasy mojej pracy w handlu, a wspominam to całkiem dobrze. Pracowałam w mniejszych i większych sklepach, a najbardziej lubiłam właśnie niedziele :) Wiadomo, to nie praca marzeń, ale czasem trochę na siłę demonizujemy takie zawody, ubolewając nad strasznym losem tych ludzi. Myślę, że są osoby, które naprawdę to lubią, widzą plusy swojej pracy i nie narzekają, tylko my dorabiamy sobie historię. Twój tekst skupia się na rutynie i żmudnym charakterze czynności, które wykonuje kasjer. Nic dodać nic ująć. W punkt.
NinjaC Dzięki, choć nie liczę nawet na 3 miejsce. Ostatnio mi się poszczęściło - starczy. Dodałam tekst, bo mam ostatnio sporą wenę i chyba szkoda tego nie wykorzystać ;) Pozdrowienia i czekam na Twój konkursowy tekst :)
Komentarze (24)
Mogliby choć w tych marketach transmitować głośnikami ryczytale, wynajmować dywaniki na poklęczenie
Nie wiem, ale to wszystko wydaje mi się takie bezduszne... 6
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania