Niello

nie chcę, by w moich słowach wybrzmiała

nieumyślna groteskowość, ani – o zgrozo –

niezamierzona drwina. jestem jak najdalszy od

jakiejkolwiek szydery. chcę się rozmarzyć, puścić

wodze fantazji – i niech, wyprzęgnięta, by nie rzec:

wyuzdana, cwałuje przez skute lodem grudy pól!

 

ani trochę nie dostrzegam w tobie rysów semickich,

kochanie, ale nie w tym rzecz. wyobraźmy sobie, że

okazujesz się być daleką i nie w linii prostej, a

w jakiejś szalenie menadrycznej linii, potomkinią...

 

pewnego cieśli z Nazaretu; dziesiątą, ba – pięćset

osiemdziesiątą szóstą wodą po kisielu,

daleką prawnuczką zmarłego na krzyżu

wędrownego kaznodziei,

 

jakby to rzec, by nie zabrzmiało kuriozalnie...

Jezusoidką.

 

w jaki sposób wpłynęłoby to na nasze relacje,

na miłość? czy widziałbym w tobie więcej chmur,

słońc, nowe kosmosy, wymiary, skompresowane

niebiosa, odchłanie.zip?

 

skądże! jaśniałabyś tak samo, jak teraz,

w równym stopniu chciałbym wyczarowywać...

sama wiesz, co. takie małe, niegrzeczne,

pozabiblijne cuś, na czym osadza się sól.

 

wiesz... aż boję się przyznać, że

teraz twoja krew to refugium nieskażone

koszmarami lat terroru i wojen,

ostoja, w której pragnę znaleźć schronienie.

 

ale to prawda. i taką bądź. niech niewidzialny

desakralizator pracuje na pełnych obrotach,

kusząca czerń, która jawi się

tylko przed moimi oczami,

skrzy się, pełna wewnętrznych złoceń.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania