Niemuzykalni pochłaniacze bułek ze Slough

Na High Street w Slough matka karmi się bułkami. Jesienne słońce przyjemnie grzeje i afrykański deszcz na głowę nie leje. Wokół niej czwórka dzieci — miniaturowe kopie matki, te same pełne policzki, te same okrągłe pupki — jedzą z równym zapałem.

Obraz niemal podręcznikowy: multikulturalizm w postaci czystej, jeszcze nieskonsolidowanej. Ale tylko na chwilę. Chwile na tej ulicy mają krótki termin przydatności.

Najmłodsze dziecko, z głębi wózka, zauważa ulicznego grajka. Patrzy: busker — bułka. Busker — bułka. Bułka — busker.

Bułka wygrywa. Zawsze wygrywa.

W nierównej walce o dziecięcą uwagę pokonuje muzykę należącą do najwyższego rejestru europejskiej kultury: wiedeńskich klasyków, ludzi, którzy zapisywali ciszę nutami, a nie tylko ją odtwarzali.

Gdyby na rogu stał Patrick Swayze ze stradivariusem, w blasku fleszy i pod ochroną — być może bułka na moment przestałaby istnieć. Ale Patricka nie ma. Jest tylko skrzypek w znoszonej kurtce i zwykły październikowy czwartek.

Grajek nie przerywa. Gra tak, jakby muzyka nie potrzebowała świadków. Jakby jej istnienie nie zależało od monet w futerale. Ostatnio królowa z banknotów uśmiecha się do niego coraz rzadziej.

Kiedyś było inaczej.

Teraz są lata chude.

W kieszeniach przechodniów lądują kolejne funty — ale nie w futerale. Pieniądze idą na jedzenie. Nie żyjemy przecież, by jeść — jemy po to, by żyć, a żyć znaczy: konsumować bez przerwy. Kajzerki, rogale, weki, bagietki, grahamki, drożdżówki. I oczywiście bułki. Następne. Jeszcze jedne. Jeszcze jedne.

Bo w tym Slough, w tej Anglii, w tej epoce najpierw się je, a dopiero potem — jeśli zostanie czas — myśli. Najczęściej nie zostaje.

Słychać mlaskanie, przełykanie, sapanie, lepki rytm śliny i oddechu. To one wypełniają przestrzeń. To one są dziś dominującą melodią ulicy.

Smacznego. Smacznego — my wszyscy, którzy wolimy bułkę od koncertu Chopina w pustej sali.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Mnie sie bardzo podobalo.
    Konsumpcyjny ped donikad.
  • maciekzolnowski 13.09.2018
    Spoczko, dzięki! :) Zdrówka życzę!
  • nimfetka 13.09.2018
    O wielokulturowości, o bułkach i bułkożercach. Symfonia drożdżówek z dżemem. Aż bym se taką jedną babciną wszamała. Nie wiem, czy ma to jakiś głębszy przekaz. Czy próbujesz trochę psioczyć na poprawność polityczną i Murzynów, ale tak bardzo, bardzo pasywnoagresywnie, czy może lewacką propaganda zawładnęła mną tak bardzo, że widzę wszędzie dyskursy w stronę ciemniejszych. Ach, no nie pojmiesz. Czas się leczyć.
  • Bożena Joanna 13.09.2018
    Smutny los grajka, bułki i konsumpcja nade wszystko wszak musimy jeść aby żyć. Bez tego nie docenimy innych wartości, czego przykładem smutek grajka. Lubię Twoje opisy, a zwłaszcza ten fragment: "Ale grajek nie zdradza swego rozgoryczenia – robi swoje z pasją: gra tak, jakby sam chciał się za chwilę stać muzyką, tak, jakby umierał każdorazowo z każdą nutą, a rodził się wraz z kolejną". Serdecznie pozdrawiam!
  • maciekzolnowski 14.09.2018
    Pozdrawiam serdecznie, Droga Bożenko! Dziękuję za ciepłe słowa. Miło się znowu "spotkać" na tym opkowym forum po dłuższej, wakacyjnej przerwie. Przerwa była długa, ale jak zwykle nie dość długa. Aż chciałoby się więcej.

    Dzięki Nimfetko! Też bym sobie wszamał, wchrumał, wchrzanił (dobrze ten wyraz napisałem?) babciną drożdżówkę; oj, bym sobie porządnie podjadł, bo: 1) lubię słodycze, 2) lubię babcine jadzenie w ogóle. A co do opka: Cóż, on nie jest może zbyt poprawny politycznie, ale niepoprawny też nie jest. Ot, scenka rodzajowa z grajkiem i jakąś tam przypadkową sobie Murzynką w tle. Może kroi się coś o wiele grubszego od przerośniętej drożdżówki lub innej dużej babki. ;) Może stworzę cykl rodzajowy, obyczajowy o grajku lub grajkach. Takie trochę studium socjologiczne na niepoważnie. Się (z)obaczy i się na Opowi opowie, wie się! ;)
  • maciekzolnowski 15.09.2018
    Tekst – jak się okazuje – ma drugie dno, a mianowicie myśl, którą by można było sformułować w ten sposób: Imigranci, którzy nie są rodowitymi europejczykami prędzej zaakceptują nasze bułki, jako pokarm, od naszych – dajmy na to – klasyków wiedeńskich; szybciej przyjmują dobra materialne (telefony, samochody, zachodnie ciuchy), wolniej natomiast (a może i wcale) – te pozostałe dobra, dobra duchowe.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania