Kornik.
Czasem duszę się w krokach.
Jeden w przód, dwa wstecz.
Cztery w obłokach, gdzie mieszkasz,
gdzie budujesz nam gniazdo.
To spada potem na głowę, na miasto
i ono wtedy płonie jak sklep z cukierkami.
Jak makramy zaplatane z twoich włosów,
gdzie każdy kosmyk jest krokiem właśnie.
I ja z kolei mieszkam w nich,
to w nich buduję przystanki dla nas.
Przystanki.
Byle nie gniazda.
Komentarze (6)
Końcówka zabolała. I ona podoba mi się najbardziej.
Dzięki.
Bardzo obrazowe, 5.
Dzięki
uważam to za bardzo dobry wiersz!
Dzięki.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania