Nieokiełznane deskorolki
Nogi padły na klęczki.Nic nie mógł zrobić, więc chcąc nie chcąc musiał iść kolanami po kamienistej drodze, by dojść do domu.Kilometry mijają, kolana bolą od skaleczeń i obtarć.Krew leje się strumieniami i pozostawia po sobie czerwone tory, koleś opada coraz bardziej z sił i traci siła w nogach a końca drogi nie widać.W ten trafia się para doskorolek, które są wprost na wyciągnięcie ręki.Koleś powłócząc kolanami, doczłapuje się wreszcie do doskorolek i ostatkami sił wdrapuje się na nie i próbuje je odpychać rękoma, ale w pewnym momencie deskorolki same ruszają i gnają wprost pod pędzący niedaleko pociąg.Wydaje się, że nic już go nie uratuje przed niechybną śmiercią, aż w ostatniej chwili deskolorolki chamują tuż przed pociągiem, który przejeżdża bezkolizyjnie dalej i znów włączają potrójny bieg, gnając tam gdzie je kółka poniosą.I dognały, do samego jeziora a wraz z nimi niczemu niewinnny pasażer i poszli na same dno.
Komentarze (1)
o, kurczę, jaka przerażająca historia, moja deskorolka mnie lubiła i nie chciała mnie zabić,
więc, jako że trzeba się uczyć i rozwijać, więc rzeknę tylko, że spacje chyba tez poszły na dno, poświeciłam trochę. w sumie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania