Nieporadek
– Pić, proszę, trochę wody, nie dam rady, nie umiem…
– Co ci mówiłam? Wodę pije się do końca, a nie wylewa na brzegi. Trzeba szybko pić, dzieciaku! –grzmiały słowa Papluni. – I kto ci teraz pomoże? Nawet gdybym chciała, to nie potrafię. Tyle zmarnowanej wody, dzieciaku! Czy ty nie wiesz, że tu chodzi o twoje życie? To jest walka o przetrwanie! Kto ci teraz poda, choćby kroplę?
Paplunia obejrzała się za siebie. Rozkwitek i Gnijek kiwali z niezadowoleniem łodygami. Nieporadek posmutniał jeszcze bardziej.
– Przecież dopiero się uczę. Co ja poradzę, że nie potrafię? Ledwo co pożegnałem się z mamą – powiedział z pretensją i pogrążył się w zadumie.
Nieporadek wrócił pamięcią do dnia, w którym całkowicie zmieniło się jego życie. Niebo wtedy było jakieś inne, groźne i czarne. Drzewa płakały i uginały się w rytm okrzyków wiatru, który skrzeczał dziwnym, przenikliwym głosem. Wszystko było nie tak. Deszcz zacinał mocno w różne strony, a słońca prawie nie było. Dobrze się schowało, jak gdyby przeczuwało najgorsze. Dreszcz przerażenia na powrót przeszył Nieporadka, dokładnie tak, jak wtedy, gdy nagle z hukiem otworzyło się okno, a on, z jego mamą wylądował wprost na podłodze. Połamany i obolały płakał, ale to nie on najbardziej ucierpiał, mama Nieporadka straciła dwie piękne łodygi. Tamtego wieczoru, przez okno na korytarz wpadł z impetem huragan. Wiatr i deszcz wykłócali się o najlepsze miejsce na parapecie i w końcu z całych sił strącili biedaczkę. Pech chciał, że tamtego poranka właścicielka chaty postanowiła przenieść roślinę właśnie w to niefortunne miejsce. Twierdziła, że to dla lepszego słońca i zdrowotności. Ach, gdyby tylko staruszka wiedziała, jak skończy się ten dzień. Ale nikt przecież nie mógł przewidzieć najgorszego.
Nieporadek czuł, że traci siły. Tęsknił za mamą tak bardzo, że jego zielone liście żółkły i brązowiały w zatrważającym tempie. U niej zawsze wszystko było dużo prostsze, a dni mijały na zabawach i przytulaniu. Chciał znów ją zobaczyć, ale to było, niestety, niemożliwe.
Tej nocy nie mógł zasnąć. Księżyc nieśmiało wychylał się zza chmur, rzucając blask na podwórko gospody. Nieporadek czuł strach, gdyż nie lubił mroku. Wszystko wtedy było tajemnicze. Dlatego najbardziej cieszył się dniem i słońcem. Ale teraz nie szarzyzna była jego największym zmartwieniem. Działo się coś dużo gorszego. Nieporadek tracił wiarę w siebie, swoje siły i przeznaczenie.
– Chyba nie dam rady. Przecież jestem za mały. Nie mam w sobie tyle mocy co mama. Nigdy nie urosnę duży i piękny jak ona – powiedział do siebie.
Wątpliwości targały Nieporadkiem, aż nadszedł poranek, w którym to nieoczekiwanie odwiedziła go mucha zwana Czyścibrzucha. Owad usiadł na brzegu donicy.
– Jak się masz? Wyglądasz na zmęczonego. Coś ty robił ostatnio, że tak wyblakłeś? – zapytała z widocznym zainteresowaniem i zeskoczyła na ziemię, lądując wprost w doniczce małej rośliny. – O jacie! – krzyknęła. – Przecież tu u ciebie sucho jak na pustyni! Pustynia to najstraszniejsze miejsce na ziemi. Słońce praży, krowich placów jak na lekarstwo, jeden na dwieście okrążeń, i o wodę bardzo trudno, a przede wszystkim ciężko o higienę, ma się rozumieć. Tylko pot, łzy i zakwasy.
Nieporadek nieco się ożywił.
– Ja od wczoraj nic nie piłem. A najgorsze jest to, że nie wiem, jak długo dam radę. Nie potrafię być tutaj sam. Nigdy nie będzie ze mnie pożytku.
– Co ty mówisz? – mucha, aż się opluła ze zdziwienia.
Nagle pojawiła się właścicielka gospody i przegoniła owada starą ścierką, mamrocząc coś pod nosem o wielkiej zarazie. Staruszka podeszła do Nieporadka i pochyliła się nad nim bacznie mu się przyglądając.
– A co się tutaj wyprawia? Ach, ty mały łobuzie – wymamrotała.
Kobieta dotknęła Nieporadka. Szamotał się delikatnie, chcąc jak najszybciej wyswobodzić się z jej uścisku. Staruszka puściła łodygę i odeszła, zostawiając przerażonego Nieporadka, który posępniał jeszcze bardziej. Dzień zleciał szybko i nagle znów zrobił się mrok. Nieporadek łkał i nie potrafił przestać. Uwierzył, że już nic nie ma sensu, a on sam nigdy sobie nie poradzi. Aż do poranka. Gdyż właśnie rano stało się coś przedziwnego.
Słońce powitało domowników, rozkładając swoje jasne promienie na oknie i parapecie. Zrobiło się ciepło. Nieporadek przebudził się, a nad jego głową sterczał niskiego wzrostu człowiek. To było dziecko, a dokładniej wnuczka staruszki. Dziewczynka uśmiechnęła się i podniosła roślinę.
– Jesteś piękny. Pokażę cię mojej pani w szkole – wyszeptała i jak powiedziała, tak zrobiła.
Nieporadek nagle znalazł się w wielkiej skrzyni, z której widział tylko skrawki świata. Pierwszy raz w życiu jechał na rowerze i bardzo mu się to podobało. Nawet gdy trochę trzęsło i czuł lekkie mdłości. Dziewczynka postawiła skrzynię na środku klasy. Wychowawczyni podeszła do Nieporadka i wyciągnęła go zwinnym ruchem.
– Proszę pani, co to? – wspólnie dopytywała zaciekawiona klasa.
– To jest, drogie dzieci, aloes.
Nieporadek zastygł w bezruchu. Poczuł się wnikliwie obserwowany.
– Ta roślina – kontynuowała nauczycielka – ma niesamowite moce.
– Jak Spiderman? – dopytywał Staś, a klasa wybuchła śmiechem.
– Ta roślina magazynuje wodę, to jedna z jej najważniejszych cech biologicznych. Aloes to taki superhero wśród roślin. Nawilża, leczy oparzenia i rany. Przetrwa najgorszą suszę.
Dzieci otoczyły Nieporadka szeptając w zachwycie. Oczywiście nie wszystkie, niektóre śmiały się szyderczo. Mimo wszystko dla Nieporadka było to wyjątkowe wydarzenie, gdyż w końcu zrozumiał sens i cel swojego życia. I zupełnie przestało mu się chcieć pić.
– Chyba dam radę. Na pewno dam radę. Już wiem jak. Jestem aloesem i potrafię zatrzymać wodę na ciężkie czasy. Teraz jestem mały, ale za niedługo urosnę. Moja mama będzie ze mnie dumna.
Nieporadek poruszył się z gracją, radośnie unosząc łodygę ku wielkiej uciesze dzieci w klasie.
Komentarze (1)
👏👏👏 ☺️
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania