Nieracjonalcio

feerie zimowe dobiegają końca. zły blask

wytraca się, rzednie, niczym mina człowieka,

który spodziewał się, że zostanie oszukany

– i pomylił się, wszystko, co mu ziszczono

zgadza się co do kropelki, jest we właściwym

kształcie, smakuje zgodnie z zapowiedzią.

 

wraz z nastaniem nowej, dzikszej atmosfery

kończy się pewien rodzaj pustki, niechciana

pora roku. nasze latarnie świecą tylko w dzień,

by przepełnić bure, wczesnowiosenne światło

wyraźniejszym, choć bardziej zdrożnym blaskiem.

 

niestety, zdarza się jeszcze, że moje serducho

to kanał oczystkowy

gdzie wcieka brzydkie. ze mnie samego.

 

leczę się jednak z pesymizmu, okręcam pikawę

rozgrzaną do czerwoności spiralą z farelki

(jestem szczęśliwy – więc gdzie mi tu się pcha,

czarnowidztwo przebrzydłe!).

 

skupiam się na tym, co ma cechy zwierzęce,

co cieknie strużkami, naciera, impuls za impulsem,

wprost z moich kamiennych zarośli,

przez palce – z ostrężyn,

 

co wystawia język spod igliwia.

Średnia ocena: 2.4  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania