Poprzednie częściNiespodzianka urodzinowa

Niespodzianka w salonie

Zapadł zmrok. Długa na kilkaset metrów ulica, która jeszcze przed godziną była jednym wielkim zlepkiem ludzkich twarzy i odgłosu ich kroków teraz zamarła i zamieniła się w pusty tunel z góry rozgraniczony od nieba światłem równiutko stojących po obu stronach lamp. Długo trzeba było czekać, aby tę nienaturalną ciszę mógł przerwać jakikolwiek odgłos. Z daleka dobiegł dźwięk czyichś kroków. Mężczyzna w czarnym płaszczu z teczką o tym samym kolorze szedł wolnym spacerkiem szarym, zimnym chodnikiem. Lekki powiew co chwila muskał jego brodę. Dom o numerze czterdzieści dwa był jego celem. Dumnie stanął na przed drzwiami i delikatnie zapukał. Miał to w zwyczaju. Nawet gdy wiedział, że są otwarte, nie zapominał o tym. Wszedł do środka powoli.

- Już jestem kotku — oznajmił, wieszając płaszcz.

Zrobiłem dosłownie kilka kroków, aby odruchowo dłonią zatkać swój nos. Poczuł odór, jakiego do tej pory niedane było mu poczuć. Smród zawładną każdym pomieszczeniem w mieszkaniu.

- Kurwa mać co to ma być? - wydusił przyduszany brakiem świeżego powietrza.

Instynktownie ruszył do salonu wiedząc, że są tam drzwi balkonowe. W ostatniej chwili zatrzymał się przed progiem, gdy zauważył, że podłoga w salonie umazana jest niestrawionymi resztkami z organizmu człowieka, czyli po prostu gównem. Było wszędzie. Nawet na niewielkim stoliku i kanapie, która z racji swojego białego koloru wyglądała jak waniliowo-czekoladowy wafelek.

- Już jesteś. Myślałam, że nigdy nie wrócisz — usłyszał znajomy głos.

Odwrócił się i ujrzał swoją żonę. Wpierw podtrzymując się ściany, wylał z siebie ostatni posiłek przed wyjściem z pracy. Kobieta stała przed schodami na piętro w bikini, choć nie można było tego stwierdzić dokładnie, bo pokryta była tym samym gównem co podłoga w salonie.

- Co to ma znaczyć? Ciebie do reszty porąbało?

- Tak, tak wiem. Dobra sprawa jest prosta. Walizki są w kuchni. Spakowałam twoje rzeczy i dałam ci dwie stówy na drogę.

- Spakowałaś moje rzeczy? Ale o co chodzi?

- O to, że byłam niewiarygodnie wręcz ślepa, aby związać się z taką pokraką jak ty.

- To znaczy, że to już koniec?

- Tylko dla ciebie. Ja poznałam mężczyznę idealnego. Jest po prostu boski. Inteligentny, przystojny i zabawny. Poza tym odkrył we mnie szczególną cechę. Maritiniskux, choć na dół.

Po chwili na schodach mężczyzna ujrzał swojego następcę. Oślizgły zielono skóry wytwór piekielnych otchłani stanął przed nim usmarowany do pasa.

- To jest on?

- Dokładnie. Możesz już iść. Przerwałeś nam w połowie zabawy, a on tego bardzo nie lubi prawda Maritiniskuxie?

Nie odpowiedział. Zresztą prawdopodobnie nie mówił nawet za dobrze. Po prostu niczym zwierz warknął w jego stronę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Margerita 03.03.2018
    pięć dobre nawet bardzo dobre podobało mi się
  • marok 03.03.2018
    dzięki prt
  • Justyska 03.03.2018
    To faktycznie była niespodzianka.. Małe jedynie uwagi:
    "Długa na kilkaset metrów ulica, która jeszcze przed godziną była jednym wielkim zlepkiem ludzkich twarzy i odgłosu ich kroków teraz zamarła i zamieniła się w pusty tunel z góry rozgraniczony od nieba światłem równiutko stojących po obu stronach lamp." strasznie długie zdanie, może warto je rozbić, ale to tylko sugestia oczywiście
    "Zrobiłem dosłownie kilka kroków, aby odruchowo dłonią zatkać swój nos. Poczuł odór, jakiego do tej pory niedane było mu poczuć." - mała pomyłka z narratorem chyba.
    Taka historyjka, którą chętnie odczytałabym w sposób symboliczny:)
    Pozdrawiam
  • marok 03.03.2018
    Inspiracja jednym ze zdarzeń z TW
  • marok 03.03.2018
    Dzięki za wizytę
  • Agnieszka Gu 04.03.2018
    Witam,
    Ni to horror, ni to humor, ni dramat. Taka mieszanka ;)
    Stworek fajowski ;) Pozdrawiam
  • marok 04.03.2018
    No taki miksik wyszedł. Dzięki
  • Różowa pantera 09.03.2018
    Nie, nie i jeszcze raz nie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania