Niespodziewany obrót spraw

W niepowołane ręce, niestety, dostał się wczoraj pan Zapał

 

Biegł brzegiem czasu, pędził z uporem aż się biedaczek zasapał

Próbował twardo z wiarą naiwną uprawiać martwe na nowo,

podlewać ścięte, nawozić uschłe, ożywiać gałązką wierzbową

Nie słuchał szyderstw, skarg i dociekań. W swą intuicję wpatrzony

czuł, że spękana, krucha fasada oddycha żarem przyćmionym

 

W niepowołane ręce, niestety, dostał się nagle pan Zapał

Brnął brzegiem czasu, pod wiatr, z uporem, lecz Lęk go w bramie przyłapał

i poobijał jak zwykły oprych, ubranie rozdarł, wybrudził,

pieczołowicie lodem obłożył aż się pan Zapał ostudził

I zasiał myśl sposobem diabelskim, myśl o bezsensie życia,

Podsuwał napar z żalów suszonych po kropli do wypicia

Oplatał cieniem i smagał wiatrem, przytępiał cudów zmysły

Osądzał i wydawał wyrok. Lęk – sędzia niezawisły

 

Przeoczył jednak krótkowzrocznie, że Zapał nie chodzi sam,

że trzy metry za nim Ochrona w Trójkę do wszystkich wchodzi bram,

że strój godny zwróci, rany opatrzy, uprzątnie myśli ciężar

Lęk nie przewidział takiego wsparcia ani nadziei oręża

Wtem Zapał wstał, wręcz zerwał się aż dzbanek z naparem pękł

 

W niespodziewanych objęciach topniał.. aż wyparował.. pan Lęk

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Marabut 2 godz. temu

    Kocham takie wiersze
    jedyne co mogę powiedzieć to tylko tyle
    że taki zapis ujmuje płynności
    czytającemu trudniej jest złapać rytm
    pomysł doskonały

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania