Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
NIESZCZĘŚLIWY ZNALAZCA. (opowiadanie rozrywkowe)
NIESZCZĘŚLIWY ZNALAZCA.
(opowiadanie rozrywkowe)
Detektoryzm- schorzenie psychiczne, objawiane przejawianiem zajadliwego łopatowania obranego gruntu: wobec bodźca otrzymanego, zjawianego fonifikacją: " PaTera! PaTera! ".
~ jeden z wielu Detektorystów.
Julka lubiała to od zawsze. Możliwe, że urodziła się, aby pokochać każdą z dziur. Były jej bliskie, chyba tylko dlatego, że ich przypadkowość, pozwalała jej zaznać miłej odskoczni. A nie stroniła od którejkolwiek z takowych, niczym dworcowy narkoman, od kolejnych zastrzyków z mniej, lub bardziej brudnego towaru. Brała wszystkie. Mniej, lub bardziej obszerne... zupełnie bez znaczenia. Jak dla niej: liczyło się tylko ich wnętrze. Tajemnice skrywane przez nie same, czasami... wprawiały ją w osłupienie, niczym prosektoranta, podnoszącego śnieżnobiałe prześcieradło z nad zwłok, zmielonych pod kołami pędzącego pociągu. Jak obecnie... zajadłe, uporczywe pchanie w nią dłoni, co zdawało jej się... być całą radością życia. Doklejane paznokcie? W czym mogłyby przeszkadzać, podczas gorączkowego dźgania pin pointer'em zagadkowości jej towarzyszki.
Przesypana szpadlem ziemia, przybierając sypką, puszystą strukturę, powodowała w niej szczere odczucie zniecierpliwienia. Chciała ją... no już!: pokaż, co ukrywasz przed światem, uroczo seksownie tajemnicza suczko... gdzie to jest?!. Czym jest?..
Niskie, urywające się sporadycznie, przeciągle metaliczne odgłosy, towarzyszyły jej poszukiwanią: miłości życia?: jak zwykle... a może:.. to tylko łuska?.. Nie brzmiało to, na mały element, jednak: piszczało najprzeniklej, jakby... zwiastując stożek, przy czym: może się mylić... to zapewne moneta... jednak: kurwamać. Co to jest?!.
Nawet nie myślała, o wykonaniu jednej z słodkich fotek seksownej blond, a mimo wszystko: ściągnęła usta, jakby zatrzymując w sobie, swoje własne zdumienie. Cóż... jak na renomowanej klasy detektory metali, obecne: albo pochodziły z wadliwej partii, bądź: tam było sporo niecodzienności, dlatego wykrywacz nie mógł zdecydować, czy natrafił na żelazo, wybierając jednocześnie w mosiądzu... Nie mniej jednak, sięgając do bocznej kieszeni spodni, po zwyczajny pędzel z twardym włosiem, zbliżyła uroczy wzrok swych niebieskich oczu, w głąb towarzyszącej jej perforacji. Kilka delikatnych nieśmiałych ruchów... cóż: trzeba kopać nieco dalej... do czego: ktokolwiek nie musiał jej namawiać. Zwłaszcza, że okrągła cewka detektora, jasno sygnalizowała, iż cokolwiek tam było, miało wymiary zbliżone do szkolnego zeszytu, jazgocząc przeraźliwie, niczym zestrzelony prom kosmiczny w zabytkowej kinematografii.
Nie minął kwadrans, gdy naprzemienne łopatowanie, milkło pośród delikatnych, miarowych szurnięć: zwieńczonych dokładnym opędzlowaniem całości. Jak dane jej było rozumieć: znalazła... jednoznaczną skrzynię. A dokładniej: odsłoniwszy zaledwie jej wieko, co najdziwniejsze: usłane wżerami, sprawiającymi wrażenie pretendacji do znaczenia kontynentów na przeciętnej mapie, tonąc w przeróżnie rudych, pastelowych odcieniach, trawionego solą ziemi żelaza, które posiadając sfatygowane zawiasy, nie mniej zszargane od całokształtu, jak zrozumiała: wieka, posiadającego nawet mosiężną rękojeść, służącą do jego otwierania. Pociągnąwszy ją delikatnie, uznała, że oprócz sypkiego oporu zawiasów, czuje coś dziwnego... zupełnie jakby... uruchamiała jakiś skomplikowany mechanizm, nie ustępujący zamkowi bankowego sejfu. Zaintrygowało ją to na tyle, że wyłączając patykowaty wykrywacz, zaczęła ostukiwać nim zapomnienie rdzy, dotykające zawiasy, gorączkowo usuwając pędzlem opadłą z nich zamierzchłość. Noo... niby: zdecydowanie pomogło, zarazem: wspomagając precyzyjnie mechaniczne odczucie otwierania... Jakby: " coś tam było... niczym zegarowy mechanizm ", który zamiast tykać, utrudnia otwarcie... A nie mogła już dłużej czekać, spoglądając na wieko bezpośrednio z góry, zaparła sztyl szpadla o rant wykopu, jego krawędź blokując o krawędź wieka znaleziska. Już za moment... wszystko się wyjaśni. Wiedziała o tym doskonale, naciskając tak powstałą dźwignię.
Wieko, ustąpiło tak niespodziewanie, iż straciła równowagę, niemal wpadając słodką buzią do wykopu. Wówczas... zdążyła zrozumieć. Ten " precyzyjnie mechaniczny opór ", stanowił układ bloczków, wykonany jakby w pośpiechu z grubego drutu, a także możliwe, że z linki spadochronowej, nieznaną jej metodą przytwierdzonej do wieka, trzymający w rurze... pocisk moździerzowy. Dane jej było ujrzeć, niestety: zaledwie złoto kontaktowego zapalnika, usłane mosiężną patyną, znikające w odpowiedniego kalibru czeluści, gdy dobywszy jego dna, zrobiło gromkie, stanowczo krótkie: Puff!!! I nie dane jej było czasu, na uniknięcie kontaktu spłonki zapalnika, z jej seksowną, miłą twarzą, który swoją obecnością, na szczęście zmiażdzył jej głowę, zanim... nastąpiła eksplozja... Tylko dlatego, nie miała świadomości swojego szczupłego ciała, rozrzuconego ociekającymi krwią strzępami, pośród tego, co czymkolwiek nie przymuszana... zwała sensem: swojego życia...
***
Tekst w nawiązaniu, do " OPOWIADANIE ROZRYWKOWE ": mojego autorstwa, na niniejszych łamach...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania