Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
"Niewinność" autor Paweł Sawicki (2013)
NIEWINNOŚĆ.
Gdy poczuła dłoń powolutku wsuwającą się pod bluzkę i dotykającą jej młodych, rozkwitających dopiero piersi, udając, że wciąż śpi, uśmiechnęła się niemal niedostrzegalnie i znów się rozmarzyła.
***
Jakże piękna była ta wiosna! Trawa była zieleńsza a kwiaty bardziej kolorowe niż każdej innej wiosny w jej życiu. Wydawał się jej fascynujący sposób, w jaki bzy i inne krzewy, drzewa i w ogóle rośliny, budziły się ze snu po długiej i mroźnej zimie. Zimie, której punktem kulminacyjnym okazał się styczeń.
Styczeń! To w styczniu poznała Maćka! Właśnie dlatego już na zawsze czternasty stycznia będzie najszczęśliwszym dniem w jej życiu!
Kiedy zobaczyła go wtedy przed kinem, otulonego w szal i z czapką tak nisko nasuniętą na oczy, że ledwie je było widać, oblała ją fala gorąca. Nigdy wcześniej tak się nie czuła. Jego oczy, choć niemal niewidoczne spod czapki, błyszczały i śmiały się do niej. Spojrzenie, jakim ją obdarzył, sprawiło, że świat nagle stanął w miejscu i zapragnęła podejść do niego i się przytulić. Do końca życia zapamięta uśmiech, jaki jej wtedy posłał. Chwilę później, zawstydzona i zarumieniona, stała, nie mogąc uwierzyć w to, że się jej przedstawił i zaproponował spacer. Zgodziła się bez wahania. Co prawda tego dnia obiecała mamie wrócić prosto z kina do domu, ale było jeszcze wcześnie, poza tym zawsze będzie mogła powiedzieć, że poszły jeszcze z dziewczynami do ciastkarni.
Od tego spaceru wszystko się zaczęło.
Opowiadał jej o sobie, jakby znali się od lat. Mówił o szkole, o książkach, które lubił czytać, o tym, jak uwielbiał rysować i malować. Dzielił się z nią swoimi planami, pytał o jej zainteresowania, i naprawdę słuchał tego, co mówiła do niego! Nie jak inni chłopcy, którzy nabijali się z jej pączkujących dopiero piersi i przy każdej okazji palili papierosy i potem kaszleli. Maciek był inny. Może dlatego, że był o trzy lata starszy od niej. Ale jakie to miało znaczenie? Może i miała dopiero czternaście lat ale dziewczęta przecież dojrzewają szybciej niż chłopcy. Poza tym ani na pierwszym spacerze, ani na każdym kolejnym z wielu późniejszych spotkań, nie próbował nawet zrobić niczego więcej, niż tylko jej pocałować.
Pocałunek! Mój Boże!
Gdy jego usta dotykały jej ust, w swoim młodziutkim ciele czuła dreszcze, których nie potrafiła nazwać. Nie chciała nazywać. Całował zawsze tak bardzo delikatnie! Czasem wyobrażała sobie, że to motyl muska jej warg swoimi skrzydełkami. Czasem kładł jej dłoń na policzku i czuła się wtedy jak gwiazda filmowa, przeżywająca wspaniały romans. Jego oddech zawsze pachniał miętą zmieszaną z jakimiś owocami. Zapach ten był tak podniecający! Nawet gdy tylko nachylał się i szeptał coś jej na ucho w kinie, czując ten zapach, miała dreszcze. Gdy patrzyła w jego oczy, wesołe i lśniące, czuła, że mogłaby w nich utonąć.
Czasem wiosną zabierał ją do parku i leżeli na kocu, skąpani w słońcu, śmiejąc się i rozmawiając. Piszczała i wiła się, gdy znienacka podnosił ją, i niosąc w silnych, jak na jego wiek, ramionach, trzymał nad fontanną grożąc, że ją wrzuci do wody, jeśli go nie pocałuje. I całowała go wtedy! W jego ramionach czuła się tak bezpiecznie, jak nigdy dotąd. Była pewna, że nigdy, przenigdy, nie mógłby jej skrzywdzić.
Pewnego wieczora, gdy mama pozwoliła jej wrócić do domu trochę później, pod warunkiem, że Maciek ją odprowadzi, leżeli na kocu dłużej niż zwykle. Mieli kanapki, więc zrobili sobie mały piknik. Wtulając się w jego, ramiona patrzyła zachwycona na zachodzące słońce. Gdy gwiazdy zaczęły pojawiać się na ciemniejącym niebie, Maciek pokazywał każdą z nich i mówił, że często odwiedza te gwiazdy. Opowiadał, co się znajduje na każdej z nich, kto na niej mieszka i co widać z tak wysoka. Oczywiście, nie wierzyła w te jego opowieści, ale słuchała ich z uśmiechem, były tak wesołe i radosne!
Tego wieczora obiecał, że któregoś dnia zabierze ją tam, w górę, do gwiazd. Mówiąc to spojrzał jej w oczy i uwierzyła mu. Wbrew rozsądkowi i wszystkiemu. Chciała, żeby ją zabrał. Wówczas zrozumiała, że pozwoliłaby mu zrobić ze sobą wszystko, czego by tylko chciał.
Powiedziała mu to zresztą.
Nachylił się nad nią wtedy tak powoli...zbliżył usta do jej ust i wyszeptał "Kocham cię". Wtedy też pierwszy raz dotknął delikatnie palcami jej szyi, ucha, dekoltu. W ślad za palcami wędrowały delikatnie usta. Wyprężyła się lekko z nieznanej dotąd rozkoszy, westchnęła i z zamkniętymi oczami czekała zniecierpliwiona na jego dotyk. Ale on przestał. Pocałował ją jeszcze raz i powiedział, że musi już ją odprowadzić, ponieważ obiecał jej mamie.
A on był taki słowny!
Żegnając się z nim pod klatką, nie potrafiła kontrolować drżenia całego ciała. Czuła w sobie płomień, który zapłonął w niej pierwszy raz i tylko on mógł go ugasić. Przytuliła go wtedy bardzo, bardzo mocno, przylgnęła do niego i poprosiła, żeby jej teraz nie zostawiał. Odpowiedział, że teraz musi, ale w najbliższą sobotę jego rodziców nie będzie w domu, ponieważ wyjeżdżali do znajomych na wieś. Pozostało jej tylko przekonać swoją mamę, aby pozwoliła jej na nocleg u Kaśki i będą mieli calutką noc dla siebie!
Jakże się wtedy cieszyła!
Zdawało jej się, że dni mijają tak powoli, jak nigdy. Ale dziś był już piątek, już jutro będzie mogła go zobaczyć! Wszystko było przygotowane, mama zezwoliła na "babski wieczór", jak to nazywała. Pozostało tylko przeżyć do jutra i znaleźć się w ramionach ukochanego.
***
Z rozmyślań wyrwał ją ostry ból, który poczuła w okolicy krocza. Otworzyła z przerażeniem oczy i odruchowo zacisnęła nogi. Ułamek sekundy później żałowała, że nie potrafiła nad sobą zapanować . Na szczęście w pokoju było ciemno i cios minął jej twarz, ocierając się jedynie o policzek. Dłoń brutalnie rozchyliła jej nogi ponownie i tym razem nie stawiała oporu, gdy ojczym przymierzał się ponownie do wsunięcia penisa w jej odbyt. Gdy po dwóch latach gwałcenia jej w naturalny sposób, dostała pierwszy raz okresu, ojczym powiedział, że od teraz będzie musiał kończyć w jej pupie. Żeby uniknąć ciąży. Strasznie bała się jego gniewu oraz bicia, więc, mimo potwornego bólu, godziła się i na to. Poza tym zagroził, że gdy zajdzie w ciążę, to zabije ją i jej mamę. W sumie było jej już wszystko jedno, tylko czując ten ból, trudniej było udawać, że śpi. Wtedy, po wszystkim, zostawiał ją w spokoju i wystarczyło poczekać chwilę, aż pójdzie do sypialni, w łazience pozbyć się wyciekającej z ciała spermy i pójść spać. Dzisiaj jednak bolało ją o wiele bardziej, ale wiedziała, że gdy zaprotestuje ponownie, to może już nie mieć tyle szczęścia, co przed chwilą. A ostatnie, czego potrzebowała, to rozcięta warga bądź siniaki na twarzy.
Nie dziś.
Jutro sobota, więc musi tylko zacisnąć zęby i wytrzymać. Gdyby pobił ją dzisiaj, nie mogłaby wyjść z domu przez kolejnych kilka dni. Doskonale to wiedziała.
Postanowiła więc być dzielna.
Dla Maćka.
Komentarze (1)
Mokry sen incela. Zemdlić może.
Raz mi kolega powiedział, że czasem lepiej zwalić konia, niż pisać i ja mu wierzę.
Poza tym, kurwa, chłopie, ja rozumiem naginanie granic w literaturze, ale pasowałoby umieć przynajmniej dobrze pisać.
Poza tym jak można być na tyle literackim niedojebem, żeby przedstawiać scenę gwałtu na nieletniej, a jednocześnie wplatać w to tak prymitywną narrację literacką, typu "(...) ale wiedziała, gdy zaprotestuje ponownie, to może już nie mieć tyle szczęścia, co przed chwilą. A ostatnie, czego potrzebowała, to rozcięta warga bądź siniaki na twarzy". I jeszcze to: "postanowiła być dzielna". Dla Maćka. No kurwa, jak z jakiegoś serialu dla nastolatek.
Ale nie wiem, po prostu jak czytam takie teksty, takich ludzi, to jest nie tylko niesmaczne, perwersyjne i to nie w jakiś literacki sposób, jak u Sade, czy innych specjalistów w tej materii, to jest przede wszystkim prymitywne w swej psychologii, jakieś naiwne, groteskowe.
To jest jedna z tych realizacji, gdzie temat jest o wiele za trudny dla autora, a on się na niego porywa, w sumie chuj wie po co i dlaczego, i jak rzadko się posuwam do oceny autora, tak tutaj to mi się trudno pohamować, bo trzeba mieć albo niezłą odklejkę albo chorą fantazję żeby bez warsztatu, bez pomysłu, w ogóle poza jakąkolwiek świadomością psychologiczną, opisać brutalizm wydarzeń w taki sam sposób, jak ludzie opisują przygotowanie kanapek.
Przypomnę, kolega mi mówił, że czasem lepiej zwalić konia, niż pisać i ja mu wierzę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania