Niewolniczy los
Usnął w starym wardburgu na wysypisku śmieci po wyczerpującym zapierniczu w czasie budowy gigantycznej świątyni i tak spał i spał, aż w końcu przyleciał motyl, usiadł na wardburgu i rzęch począł się chwiać, by w końcu runąc w przepaść i zatopić się w śmieciach, a śpioch udusił się w oparach odoru wydobywającego się z gnijących odpadów.Tak właśnie kończy się często los zawodowego tyracza przysięgłego, no chyba, że zemrze w czasie budowy świątyni podczas 60 stopniowego mrozu i to też będzie wspaniała śmierć, bo bez zbędnego cierpienia i tego należy życzyć wszystkim.Jednak i tak lepszym rozwiązaniem byłoby zbuntowanie się przeciwko nieludzkim warunkom pracy lub ucieczka z miejsca pracy w głąb niezmierzonego morza śniego i wiecznej zmarzliny i zamienienie się w bryłę lodu po 50km marszu, która skruszy się i rozpadnie na tysiące drobnych kawałeczków po drobnym muśnięciu wiatrem, choć jeśli będzie miał szczęście, to przyleci ptaszek, narobi na niego i rozpali lód który przepoczwarzy się w krople ściekających, wodnistych perełek wymieszanych z odchodami ptasimi i tu jest pies pogrzebany bo to może przyciągnąć stado wygłodniałych zwierząt które rozszarpią cię na drobne kawałeczki i łapczywie pożrą.W każdym razie na pomoc z zewnątrz nie masz co liczyć, bo ta "pomoc", właśnie sobie gra w ciepełku w pokera i przepiernicza kolejne tysiące dolców i ma gdzieś los niewolnika-robaka.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania