Noc w obcym domu.
Chłopak o imieniu Kedwi spał w swoim domu jak się obudził zauważył że nie jest w swoim domu. Zaczął się zastanawiać gdzie on jest krzyknął ''Halo ktoś tu jest?''Po chwili usłyszał tupanie po schodach i zaczął się zastanawiać co tak tupie. 2 minuty później zapaliło się
światło i usłyszał cichutki głos ,a potem wyszedł z pokoju w ,którym się obudził jak wyszedł to zauważył postać ,która się zbliżała do okna i w pewnej chwili zniknęła już dochodziła 4 w nocy punktualnie o 4 się obudził i usłyszał głos ''wstawaj już ranek!'' i wstał ,okazało się że nikogo nie było ,kiedy wstał z łóżka zauważył istotę stojącą na szafie ta istota była czerwono-czarna gdy zauważył ,że się patrzy na Kedwiego to się obudził i okazało się ,że to był tylko sen.Koniec!!!!!!!!!!!!!!
Komentarze (2)
Moja wersja:
"Gdy Kedwi nagle się obudził zauważył, że nie jest w swoim domu. Leżał na rzuconej na twardą podłogę derce, nad sobą miał zasnuty pajęczynami skośny dach poddasza, wokół niknące w mroku nagie ściany.. Przecież kładł się spać do własnego łóżka, jak więc mógł się znaleźć w tym obcym, pustym miejscu, w jakiejś zatęchłej ruderze? Zawołał: ''Halo ktoś tu jest?'' ale nikt mu nie odpowiedział. Po chwili jednak usłyszał powolne, ciężkie kroki po schodach. Przy każdym podłoga drżała, jak gdyby zbliżał się tu olbrzym. Z przerażeniem wpatrywał się w ciemne, drewniane drzwi, będące jedynym co oddzielało go od tego czegoś. Czegoś co nieubłaganie wchodziło stopień za stopniem, coraz bliżej, aby za chwilę go dopaść.
Nagle nie stało się nic. Kroki ucichły, drżenie podłogi ustało. Jedynie w szparze pod drzwiami pojawiło się słabe, żółtawe światło a po chwili usłyszał coś co brzmiało jak nieprzyjemny, bardzo syczący szept. Siedział na podłodze jeszcze kilka chwil, zbierając się na odwagę. Musiał w końcu to zrobić. Nie mógł po prostu tu siedzieć, i czekać na to coś.
Wstał, niepewnie chwycił za zimną klamkę i starając się robić to jak najciszej uchylił drzwi. Korytarz wydawał się pusty, okno naprzeciw drzwi wpuszczało nieco pomarańczowego blasku dalekich latarni. Rozejrzał się więc szybko a potem wyszedł z pokoju w którym się obudzi. Zerknął na zegarek - była punktualnie 6 rano. Już dawno powinno się zrobić jasno. To wtedy usłyszał ten dźwięk - ciche, powolne skrzypienie dawno nie oliwionych zawiasów. Z bijącym mocno sercem obrócił się w głąb korytarza. Wielka, dębowa szafa stojąca na samym końcu otwierała się. A gdy już drzwiczki rozwarły się na pełną szerokość, do wnętrza wpadł blask bijący od okna. Olbrzymia, ciemna postać stała wewnątrz, patrząc nań jarzącymi się w mroku źrenicami. Z mroku dobiegł go ohydny szept: "Przyjdę po ciebie".
Nagle ze zdumieniem usłyszał jakby skądś z góry głos mamy: ''Wstawaj, już ranek!''. Okno rozjarzyło się intensywnym blaskiem słońca, a gdy oślepiony zamrugał stwierdził z ulgą, że leży znów we własnym pokoju, na własnym przyjaznym łóżku. Więc tylko śnił. To był tylko przerażający, realistyczny koszmar. Ale teraz zaczął się dzień i nic mu już nie groziło.
Gdy wciąż jeszcze zaspany wstał i sięgnął po ubranie, spojrzał w bok, na ścianę naprzeciw okna. Zamarł, a spodnie wypadły mu z rąk. Wybałuszając z przerażenia oczy spoglądał w głąb szeroko otwartej szafy...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania