Noc wściekłych pragnień.
Zmęczony Andrzej dalej będąc w przepoconym od pracy ubraniu, walnął się na kanapę w swoim niewielkim, wciąż spłacanym mieszkaniu.
Po dwunastogodzinnej zmianie w fabryce okien, naprawdę nie miał już ani siły, ani ochoty na robienie czegokolwiek poza odpoczynkiem.
Usłyszał znajome bipnięcię mikrofali. Jadł niezdrowo, no ale cóż... - nie miał czasu gotować.
Telewizja jak zwykle nie pokazywała niczego ciekawego poza zwyczajnym szlamem, więc znużony i na granicy snu przełączał bezwiednie kanały, licząc na to iż w końcu trafi na coś ciekawego.
Dochodziła pierwsza w nocy. Ekran tv cicho brzęczał ukazując kalejdoskop z cycków jakiejś domorosłej gwiazdeczki, zalotnie uśmiechającej się do potencjalnych odbiorców.
- Wyślij sms o treści...
Andrzej chrapnął, obracając nerwowo na zużytych sprężynach wypoczynku, wypuszczając z palców pilota, który z cichym brzdękiem odbił się od opróżnionej małpki.
Dzień jak co dzień, noc zwyczajna jak wszystkie inne.
Nic nie zapowiadało mającej nadejść tragedii.
...
- Ah, jak dobrze że już nie ma tego paskudnego wirusa! - wykrzyknęła z satysfakcją lekko wstawiona Pati.
Był piątek wieczór, rynek miasta tętnił życiem i długo niemającą skończyć się imprezą.
- Noo, prawie już zapomniałam jak dobrze wyjść bez tych jebanych maseczek... - z kwaśnym uśmiechem dodała Karola.
- Hej! Jeszcze raz to samo proszz... - zawołała do wyraźnie znudzonego, łypiącego zza lady barmana.
- Jeszcze wcale nie jest tak późno jak myślałam, chyba czas mi się jakoś przestawił, hehe... - zachichotała Pati, sącząc ze szklanki kolejny łyk bacardi.
- Daj spokój kurwa, do tej pory nie zapłaciłam mandatu za brak kagańca.... Mam nadzieję że mi sie to jakoś nje na..., uh, nalicza - Karola otrząsnęła się próbując odpalić papierosa i wyrwać z postępującego alkoholowego zmulenia.
- Ty, patrz - wskazała na zataczającego się mężczyznę przy barze - Typ ledwo stoi na nogach.
- Haha, gość jest porobiony na maksa! Ciekawe co wypił... Uh, a jego twarz... Kara, widzisz to? - zapytała Pati, z nagłym niepokojem i zaskakująco trzeźwo.
- Panu już wystarczy... Nie mogę panu sprzedać alkoholu bo stracimy koncesję! Proszę iść do domu! - mówił coraz bardziej zdenerwowany barman do klienta, zdającego przejawiać początki apopleksji.
- Lej, lej, lej, leeeeej! LEEEEEJ! - zawył targany drgawkami facet.
Przerażony kelner jak i cała reszta przebywających w lokalu osób, wlepili wzrok w awanturnika, który tracąc równowagę ściągnął z baru większość kufli, po czym zwalił się na ziemię przy kakofonii tłuczonego szkła.
- O kurwa... - szepnęła Pati, wymieniając porozumiewawcze spojrzenie z zszokowaną Karolą.
Tymczasem barman podbiegł do leżącego na podłodze mężczyzny.
- Proszę pana, proszę pana! Czy słyszy mnie pan? - pijak jednak zdawał się nie reagować, sztywny jak kłoda z pustymi oczami wbitymi w sufit.
Karola zauważyła zielonkawą pianę, zdającą wypływać z jego ust.
Kelner nachylił się do trupiobladej twarzy pijaka, usiłując usłyszeć oddech.
To był błąd.
Nadpalony papieros wypadł Karoli z ust, gdy ujrzała fontannę krwi, bryzgającą z przegryzionej tętnicy barmana. To "coś" - bo człowiekiem ciężko było go nazwać - wczepiło się zębami w szyję krzyczącego wniebogłosy biedaka, szarpiąc jego ciałem jak szmacianą kukiełką.
Lokal ogarnęła panika, ludzie masowo rzucili się do wyjścia, przewracając krzesła, stoliki i wpadając na siebie nawzajem.
Pati obserwowała całą scenę jak we śnie, czując jak ktoś ciągnie ją za rękę, wyprowadza z dala od mającej miejsce masakry.
Oprzytomnił ją chłód nocy i roztrzęsiona Karola, dukającą coś do niej przez łzy.
Słowa przebijały się jak zza zasłony, stopniowo mieszając z resztą dochodzących z rynku dźwięków. Rozejrzała się - wokół nich panował absolutny chaos, imprezowicze wybiegali z klubów i pubów, wrzeszcząc, szlochając i wydając mrożące krew w żyłach odgłosy.
Nie... - część z nich nie była ludźmi. Sparaliżowana grozą i niezdolna wydobyć z siebie choć cienkiego pisku, obserwowała jak dwóch z "nich" rozdziera dziewczynę w jej wieku na strzępy...
To jak łysy, napakowany ochroniarz umiera powoli pozbawiony szczęki, a nad jego stającym się zwłokami ciałem w zabarwionym na szkarłatnie śniegu klęczy potwór o twarzy pozbawionej człowieczeństwa.
Ocknęła się. Karola gdzieś zniknęła. Jednak nie była sama.
Czuła na sobie czyiś wzrok oraz przepełnioną zwierzęcym gniewem intencję.
Zaczęła biec.
...
Andrzej wstał z kanapy, dalej zmęczony i rozespany. Przetarł oczy, patrząc na wyciszony telewizor, na ekranie którego zamiast dupy zgrabnej laseczki, zobaczył studio i wyglądających na ekspertów ważniaków.
- Tsss... - zasyczał, już mając wyłączyć niechciany program, jednak zamiast tego pogłośnił, zaintrygowany paniką odmalowaną na twarzach gości.
- ...Nigdy dotąd! To sytuacja całkowicie bezprecedensowa i nie wiemy...
- Mamy do czynienia ze skoordynowanym atakiem terrorystycznym, to jedyne wyjaśnienie!
- Ci ludzie są pod wpływem narkotyków. Musimy im pomóc....
- Narkotyków? Jesteśmy świadkami skutków działania broni biologicznej, musimy użyć wszelkich środków...
- Prezydent musi odizolować całe Pomorze, gdzie jest wojsko, jak długo mamy czekać!?
Andrzej podrapał się w zarośnięty podbródek. Nie rozumiał absolutnie nic z tego co mówili.
Spojrzał na pustą małpkę i westchnął, starając przypomnieć sobie czy nie ma jeszcze jednej w lodówce. Poczłapał ciężko do kuchni, szurając kapciami zużytymi niemal jak on sam.
Uśmiechnął się. Na półce opromieniony żółtym blaskiem konających żarówek, stał pięknie schłodzony cały litr wódki.
"Nowość na rynku", "Robi furorę" - usłyszał z tyłu głowy słowa ekspedientki zachwalającej nowy produkt, który w ciągu paru tygodni przeszedł zwycięskim szturmem przez chyba wszystkie sklepy alkoholowe w Polsce. Od kolegów zaś słyszał że to ich nowa ulubiona wódka, że silnie uzależniająca ale cholernie dobra.
Że warto.
Andrzej, mimo iż z natury nieufny do nowego, po czasie uległ. Chciał wiedzieć co tak specjalnego może znajdować się w alkoholu z tak agresywną kampanią marketingową.
Wizualnie prezentowała się elegancko, jak coś co można wręczyć szefowi w ramach prezentu. Spojrzał na butelkę, mrużąc oczy.
- vol. 40% made with passion by Mentzenlabs, "WAKE UP THE BEAST" - wymamrotał Andrzej, odczytując napis na perfekcyjnie skrojonej etykiecie.
Odkręcił zakrętkę, przerywając banderolę.
- No to siup! - zawołał biorąc głęboki łyk.
Komentarze (4)
Jak zawsze za krótko. 😉
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania