Nocą
Gdy zapada noc, wszystko we mnie pęka ciszej.
Zostaję sam z tym, co jeszcze żyje w środku,
z uczuciami, które nie chcą umrzeć,
i z przeszłością, której nie potrafię strząsnąć,
choć od lat próbuję ją spopielić.
Są takie noce,
w których cisza jest zbyt głośna,
a serce bije nie po to, by żyć,
lecz by przypominać o wszystkim,
co już dawno powinno odejść.
Leżę wtedy, trzymając wspomnienia
jak rozżarzone kamienie,
bo bez nich byłoby tylko puste miejsce,
a pustka to piekło bez kształtu.
Świat kurczy się do jednego pokoju,
jednego oddechu,
jednej myśli, która siada obok
jak nieproszony, lecz znany gość.
Samotność ma wtedy inny smak,
ostrzejszy, metaliczny,
jakby przecięła nim powietrze.
Uczucia krążą po głowie
jak ostatni ptak nad wygasłym morzem,
szukając lądowiska, które już nie istnieje.
Szukam czasem burzy,
czegoś, co wypłucze ze mnie to, co zalega,
lecz noc odpowiada tylko ciszą,
,,to twoje - noś to, dopóki sam nie puścisz''.
A gdy ciemność przesiąka do kości,
czuję drżenie,
nie ze strachu, nie żalu,
raczej cichy puls istnienia,
ten, który wraca za każdym razem,
choć próbowałem go zgubić.
Może to dowód, że jeszcze coś we mnie świeci,
choćby jak zapałka odpalona w przeciągu,
z płomieniem drżącym od każdego wspomnienia.
A jednak - trwa.
Jakby noc szeptała:
,,jeszcze nie koniec, jeszcze nie dziś''.
Komentarze (9)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania