Nonsens

Stoisz czy siedzisz,

a może leżysz,

jest mi chujowo nie zależnie od pozycji,

wierze w wimaginowane brednie,

bredzę niczym szum na wietrze,

chcę by to było tandetne,

jak złamane serce,

jebnięte jak glob ziemski,

to moja podróż do umysłowej nędzy,

palą mnie skręty,

szczypią zakręty,

jestem pewny,

czy nie pewny?

jak mam to określić,

już nie wierzę sobie ani trochę,

sprzedaje kolejny nonsens,

chciałbym wyjść już z biedy,

nie mam na nic co cenne,

jaki brałbym towar gdybym miał pieniądze,

swym losem nie rządze,

rządzą mną sny koszmarne,

koszmar goni koszmar,

obłuda ściga obłude,

tyle we mnie radości co nadzienia w pączku,

cierpie okrutną mękę,

wolał bym żyć wiecznie niż docześnie,

huragan zmienia się w tornado,

tornado w cyklon,

jestem stromy jak urwisko,

trzymam się wysoko i nisko,

ty mówisz że ja się żale

a ja tylko płaczę,

i coś znowu majacze,

nie inaczej, chyba raczej,

w hybionym pocisku pędzę,

robie tu rzeźnie,

twe bujdy wbijam w swoje brednie,

nie prędko się odnajde,

jestem stale otumaniany,

stale pijany,

jestem po prostu pojebany,

bujd bezkres,

stek bzdur cały,

czeka mnie śmierć absolutnie całkowita,

ale za co,

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania