Nowy etap

Dopiero jadąc w pociągu dotarło do mnie co tak naprawdę stanie się za parę godzin. Zgodziłam się. Nie ma już odwrotu, zobaczę się zaraz z człowiekiem którego nigdy nie widziałam a nawet nie słyszałam jego głosu.

 

Słysze jakiś głos w mojej głowie, który mówi mi, -że już nie ma odwrotu,- mogę wysiąść i wrócić ale czy tego chcę?

 

Moje życie bardzo źle się potoczyło, pewnie większość osób myśli w ten sam sposób.

Próba samobójcza brata, do tej pory mam to w głowie i nie wiem co jest gorsze to, czy bark pamięci, którego doświadczyłam w ostatnim czasie....o włos uniknęłam próby gwałtu, a przynajmniej tak mi się wydaje. Nie pamiętam nic, ale ta myśl siedzi tak głęboko w mojej głowie, cały czas analizuje co się działo jaki był przebieg zdarzeń, czy mogło do tego dojść czy nie. Wszystko wskazuje na to, że nic się nie stało, ale luka w pamięci wcale nie pomaga w tym przeświadczeniu, że do niczego nie doszło.

Utrata przyjaciółki, tak bardzo byłam z nią zżyta, bardzo mi jej brakuje.

 

Potrzebowałam jakiejś zmiany w życiu, to mnie skłoniło do tego wyjazdu.

Zaczęło się od niewinnej rozmowy, a zaraz dojdzie do spotkania. Poznam go, dowiem się z kim pisałam przez ostatnie pół roku.

Moje życie stało się ta bezbarwne i monotonne, że potrzebowałam czegoś co mnie z niego wyrwie. Wiem, że on może być tą osobą, samo pisanie tak wiele zmieniło. Boję się tylko, że go skrzywdzę. Tak wiele złych zdarzeń sprawiło, że stałam się zimną do szpiku kości osobą. Sama się dziwię, gdzie podziała się tamta osoba, którą byłam jeszcze rok temu, czy to jest możliwe, że człowiek zmieni się o 360 stopni, w przeciągu takiego czasu.

Tak bardzo chciałabym wymazać ten rok z pamięci, wymazać te wszystkie złe wspomnienia, czemu akurat to się musiało dziać w jednym czasie.. Wiem, że wpłynie to na moje życie i na to jaką osobą się stanę, wiem, że może nawet wyjdzie mi to na dobre. Tylko czy jestem gotowa na to, żeby się z nim spotkać, czy będę potrafiła zbudować normalną relację o tego nie zepsuć?

Nie wiem, naprawdę nie wiem.. Boję się cholernie, a ilość stacji się zmniejsza jestem coraz bliżej celu, czy dotrwam?

Sama jestem ciekawa.

 

W pociągu dostaję od niego wiadomość, -że nie może się już doczekać spotkanie i jest bardzo przejęty.

Na widok tej wiadomości sama zaczyna się zastanawiać czy nie mogę się doczekać i czy tak bardzo jak on tego pragnę..

Jeszcze 30 minut i wszystko się okaże. Zbliżające się miejsce rodzi we mnie dziwną panikę, zaczynam się jeszcze bardziej zastanawiać czy to aby na pewno dobry wybór. Dlaczego ja zaufałam obcej osobie? Czy znowu nie skończy się to źle, tak wiele wątpliwości w mojej głowie a już bark odwrotu.

 

Koniec podróży, wysiadam, boję się nawet rozejrzeć, bo wiem, że gdzieś tam on jest. Niepewnie rozglądam się dookoła i widzę mnóstwo ludzi, zaczynam się zastanawiać czy mężczyzna w podeszłym wieku to czasem nie on, wpadam w panikę, kiedy obcy facet zaczyna zbliżać się w moją stronę, ale w głowie mam myśl- jest tu tyle obcych ludzi, przecież nic mi nie zrobi, zacznę krzyczeć i ucieknę. Na całe szczęście mężczyzna podchodzi do innej kobiety i czule się z nią wita, jednocześnie moje ciało się rozluźnia, nawet nie wiem kiedy wszystkie mięśnie mi się tak spięły.

Dobrze więc to nie on, pytanie gdzie on do licha jest i kim jest. Rozglądam się ale nie widzę nikogo, kto mógłby być nim.

Po chwili dostaję wiadomość- przeprasza mnie bardzo, ale się spóźni.

''Cholera"- myślę- i co ja mam teraz robić. Wybieram numer do koleżanki i po krótkim namyśle do niej dzwonię, po chwili streszczam jej całą sytuację.

Wiem, że gdyby ktoś mi próbował coś teraz zrobić, -być może on, i spóźnienie to tylko podstęp, - koleżanka będzie słyszała całe zajście. Mijają minuty, rozmawiam dalej z koleżanką a go dalej nie ma, nie wiem co robić, nie znam miasta, ani nikogo tutaj, nie wiem gdzie pójść, w dodatku jest wyjątkowo paskudny i zimny październikowy dzień. Mój optymizm podpowiada mi, że ta pogoda i jego spóźnienie to bardzo dobre omeny.

Dobrze, że koleżanka jest wyjątkowo rozgadana, nagle spostrzegam jakiegoś chłopaka, który się zbliża w moim kierunku, mówię do koleżanki, - to chyba ona, zadzwonię później, on ma róże dla mnie, co ja mam zrobić?

Jest już na tyle blisko, że muszę się rozłączyć bez pożegnania.

 

Podchodzi, wita się i wręcza mi kwiatka, a ja speszona mamroczę coś w stylu,- dziękuje, nie trzeba był. On się tylko uśmiecha, bierze ode mnie bagaż i oświadcza mi że pójdziemy teraz do hotelu, w mojej głowie zapala się czerwona lampka, hotelu?? jakiego hotelu??

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania