NOWY ŚWIAT

Jako dziecko widziałem schyłek starego świata, ale stary świat nie odszedł nagle w błysku atomowej zgłady. Stary świat odchodził powoli. Zmierzch starego świata zapadał jak zmrok, najpierw niebo zasnuło się czerwienią, potem zrobiło się ciemniej, poszarzało, zaczął zapadać zmrok i nim zdążyło się zrobić naprawdę ciemno, nim pierwsze gwiazdy zdążyły zajaśnieć nadzieją na niebie – zapłonęły sztuczne lampy nowego świata i zagłuszyły gwiazdy. Nim zapadł zmrok na niebie – na ziemi płonęły już fearie blasków nowego świata. Jak lampy uliczne, które wbijają się już w szarówkę i już czekają kiedy dzień umrze i są gotowe gdy nastaje noc.

Stary świat odszedł niezauważalnie jak kończy się dzień. Nowy świat nie przyszedł nagle, zakradł się jak złodziej.

Starzy opowiadają o starym świecie. Siadają wokół ogniska i wydaje im się, że czują namiastkę ciepła dnia, że czują namiastkę ciepła starego świata, ale to tylko cząstka ciepła. Ognisko nie może rozświetlić mroku bo w nowym świecie nie ma miejsca gdzie by mogło. Starzy z ciężkim trudem wyszukują gdzieś patyki i palą te ogniska na asfalcie, na betonie a nad ogniskiem świecą białe jarzeniówki latarń – nie ma już miejsc gdzie jest prawdziwa noc. Nie ma lasu żeby zebrać chrust – słyszałem co to chrust i ja jeszcze pamiętam jak wyglądał las. Starzy siadają na asfalcie, w świetle lamp, wokół mozolnie rozpalonego ogniska, dorzucają do ognia jakieś drewniane pamiątki, drewniane skrzynki, rzeźby, papierowe książki i wspominają stary świat.

W starym świecie nie było boga ale ludzie w niego wierzyli. My w nowym świecie nie wierzymy w boga, ale On jest. Bóg patrzy, słucha, decyduje. My wiemy, że On jest dlatego nie wierzymy. Bóg jest wszędzie i jest wszystkim w nowym świecie. Bóg wszystko widzi i wszystko wie. Modlimy się do niego kiedy nam lekko. Pokładamy w nim całą beznadzieję.

Idę świecącymi kolorowo ulicami nowego świata – sam. Omijam szerokim łukiem innych przechodniów i oni omijają mnie i siebie nawzajem. Żeby tylko się nie dotknąć. Wolno patrzeć. Każdy patrzy na siebie wygłodniały, ale surowo zabronione jest się dotknąć. Dotyk jest zakazany. Wolno tylko patrzeć.

Sieć hałaśliwych, głośnych, świecących i grających ulic zagęszcza się i rozrzedza. Miasto. Miasto wbija się strzeliście w niebo i atakuje swoim światłem, rozdziera jaskrawymi lampkami noc. Już nawet u góry nie ma naturalnej ciemności, już nawet tam nie można spojrzeć żeby odpoczęły oczy. Nie ma ucieczki. Lampy sięgnęły i poza i ponad horyzont.

Bóg ma swoje plany. Ma jakieś plany. Nie nam maluczkim je poznać. My krążymy ulicami miasta i nie znamy celu jaki nam przypisał.

Kapłani ciągle mówią. Tyle nam mówią. Im więcej nam mówią tym mniej my wiemy. Z każdym zdaniem, z każdym strumieniem słów, który leje się na nas z ich ambon jak deszcz, my coraz mniej wiemy, jakby ich słowa obmywały z nas wiedzę i zabierały jakikolwiek sens. To są zaklęcia. To magiczne słowa. Stare słowa niosły znaczenie – nowe słowa znaczenie zabierają.

Stoję w deszczu sam i patrzę na świat. Nie podoba mi się to. Coś nie jest tak. Wbrew temu co mówią kapłani chyba stary świat, który ledwo pamiętam wydaje się jakiś inny. Inny w dobrym sensie. Wbrew temu co mówią kapłani to chyba teraz jest coś nie tak. Czy Bóg nas nie kocha? Przecież Bóg zrobił wszystko żebyśmy byli szczęśliwi. Przecież Bóg daje nam i daje i daje i daje i ciągle nam daje a jedyne czego żąda w zamian, to żebyśmy Go kochali – ale czy On nas kocha?

Może On nas nie kocha? Może On udaje?

Wzbiera we mnie gniew. Chyba chcę walczyć. Słyszałem, że kiedyś byli rewolucjoniści i robili rewolucję! Ale ja jestem sam… Wszyscy jesteśmy sami wobec Boga.

Całe współczesne życie to stawianie zapór i unikanie pułapek. Że wszystkich stron napierają na człowieka szkodliwe “przyjemności”. Narkotyki, alkochol, sex, dumscrolling, filmy, barwne ekrany… Cały świat został opanowany przez przyjemności które niszczą. Męczą. Wykańczają.

Cały świat został zbudowany tak, żeby łasić gadzi mózg.

W starym świecie człowiek musiał atakować go żeby przeżyć. Świat się bronił a człowiek musiał mu wydrzeć zwierzynę łowną, potem płody rolne, w końcu owoce ciężkiej pracy.

Teraz nowy świat atakuje człowieka. To człowiek musi się bronić a świat atakuje z każdej strony.

W nowym świecie o sukcesie człowieka decyduje jego zdolność do obrony nie do ataku… chociaż najlepszą obroną jest atak.

W starym świecie trzeba było coś zdobyć. W nowym trzeba coś wybrać

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania