Nowy Świat Czarownic, cz. 44

Do zwycięskiej, otoczonej wznoszącymi radosne okrzyki żołnierzami władczyni Siedmiu Bram podjechał generał Harold.

- Szlachetna Pani, zechciej przyjąć najszczersze gratulacje! Nie dość, że odwróciłaś losy bitwy, to jeszcze powaliłaś ich wodza! Pozwól, że załatwimy to do końca, takiego triumfu i takiej okazji nie wolno zmarnować! Wydaj tylko rozkaz, a ruszymy na ten ich kurnik i jeszcze dzisiaj puścimy go z dymem. W ten sposób godnie pomścisz swoją dostojną matkę.

Marcus zrozumiał, że okazywaną gorliwością generał pragnie zatrzeć pamięć o nieszczęsnym manewrze jazdy, którą wysłał na swoim skrzydle do jaru, a który to manewr omal nie doprowadził do klęski. Tanowie Arnold oraz Rogwold polegli, barbarzyńcy z klanu Srebrnego Lisa poszli w rozsypkę, gródek zapewne istotnie padłby pod naporem atakujących z entuzjazmem wojsk Siedmiu Bram. Aurora, nawet jeżeli nie uległa panice i rozpaczy, nawet jeżeli zachowała jeszcze moc, nie zdołałaby temu przeszkodzić. Nie wtedy, gdyby to on atak wspierał, a choćby tylko osłaniał szturm przed uderzeniami magii, chowając się dla niepoznaki za plecami Sudrun. Dziewczyna i tak pewnie obwiniła go o śmierć ojca i zdążyła znienawidzić... Nie, nie może tak postąpić! Nie może i nie chce! Wspomniał gospodynię Martę i jej szorstką serdeczność, wspomniał nawet tamte młode służki, którym kazała przygotować kąpiel, wspomniał wszystkich, którzy okazali mu choćby ślad życzliwości. Miałby wydać ich na rzeź? Tylko po to, by pozwolić generałowi ukryć własne błędy i dać więcej wojennej sławy nieobecnej tak naprawdę małżonce? Nie, tego nie zrobi!

Oficjalnie, decyzja należała jednak do Sudrun. Uniesionej zapałem zwycięstwa, nie darzącej zapewne Aurory i barbarzyńców większą sympatią. Na szczęście, opamiętała się na tyle, by spojrzeniem spytać Marcusa o zdanie. Pokręcił lekko głową.

- Nie, generale. Na dziś wystarczy. Zajmijmy wzgórze, zorganizujmy armię, pozbierajmy łupy. Zabraniam dłuższego pościgu, zbytni entuzjazm może się źle skończyć. Mieliśmy niedawno dobry tego przykład.

- Ależ pani, wybacz te słowa, ale to twoja pierwsza prawdziwa bitwa! Jako weteran wiem, że takiej okazji nie wolno zmarnować! Pomyśl o sławie, którą zdobędziesz!

Sudrun jakby się zawahała, może nie potrafiła znaleźć przekonującej odpowiedzi. Marcus wiedział, że powinien jej pomóc, tylko jak? Przecież nie może wtrącać się do dowodzenia i wpływać na decyzje pani i małżonki. To osłabiłoby jej autorytet, świeżo wzmocniony triumfem w bitwie, ale oparty przecież na kruchych podstawach. Coś mógł jednak zrobić. Podjechał bliżej i pochylił głowę w kierunku oficera.

- Panie, pozwól na słowo – powiedział to cicho, przeznaczając tylko dla uszu Sudrun i Harolda. - Pamiętaj, że oprócz mieczy i oszczepów liczy się również magia. Barbarzyńcom pozostały jeszcze dwie czarownice, a nasza pani... Ona nie chce o tym mówić, ale odczuwa zmęczenie, jeśli rozumiesz, co mam na myśli. Lepiej, żeby żołnierze o tym nie wiedzieli, ale zużyła mnóstwo sił i są one na wyczerpaniu. Przełamała przecież opór barbarzyńskich wiedźm, powaliła ich wodza. A posiada obecnie tylko jednego męża, czyli mnie. Obwiniaj o to mnie właśnie, ale nie zdołałem ofiarować lady Berenice wystarczająco wiele mocy, by staczać codziennie po kilka bitew. Nawet gdyby zażyczyła sobie nowej porcji magicznej siły, na tym wzgórzu i natychmiast, nie potrafiłbym usłużyć jej teraz w wystarczającym stopniu. Może w nocy... To moja wina, wybacz, pani i małżonko.

- Dziękuję, sir Marcusie. To w żadnym wypadku nie jest niczyja wina, a już w najmniejszym twoja. Spisałeś się doskonale, czego rezultaty wszyscy widzimy. Ale masz słuszność. Nie czas teraz na kolejną bitwę. Odnieśliśmy wielkie zwycięstwo, barbarzyńcy dostali nauczkę, księżna Berengaria została pomszczona. Generale, zajmij wzgórze, uporządkuj wojska, roześlij patrole, każ zebrać i opatrzyć rannych. Przed wieczorem wracamy do obozu. To moje rozkazy.

- Stanie się jak powiedziałaś, pani.

Harold zasalutował uderzeniem pięści w tors i odjechał do swoich zadań.

- Dziękuję za pomoc, Marcusie. Dlaczego jednak wstrzymałeś atak? Nie wierzę, by zabrakło ci mocy. Wprawdzie i tak wszystko poszłoby na chwałę nowej księżnej Siedmiu Bram, ale generał miał rację. Nawet ja to widzę, prosta gwardzistka. Znalazłeś prawdopodobny pretekst, biorąc winę na siebie i nie osłabiając triumfu Bereniki, ale z jakiego powodu? Żal ci tej Aurory, bo nadal ją kochasz? To dlaczego zabiłeś jej ojca? I tak już przegrywali.

- Sudrun, to znaczy szlachetna lady Bereniko, moja pani i małżonko. – Opamiętał się na tyle, by posłużyć się przybranym imieniem oraz tytułami rzekomej księżnej. - Tak, nie chcę rzezi i pożogi, wielu z tych barbarzyńców okazywało mi szczerą pomoc i życzliwość, nawet sam tan Arnold. I to nie ja go zabiłem. Wszyscy uważają, że to twoja zasługa, tylko Aurora wie, że nie jesteś panią mocy i pewnie to mnie przypisuje winę, ale to nie ja rzuciłem ten ogień.

- A więc to dla niej. Liczysz, że zdołasz ją o tym przekonać i ona ci wybaczy. Nadal ją kochasz.

- Kocham Berenikę. Ale nie to jest teraz najważniejsze. Musimy jak najszybciej dowiedzieć się, kto i jakim sposobem użył przeciwko Arnoldowi czaru ognia. Nie tylko dlatego, żeby przekonać o tym Aurorę, także dla naszego własnego bezpieczeństwa.

- Może to ta druga, zapomniałam imienia. Mówiłeś, że ci barbarzyńcy wcale za sobą nie przepadali. Widząc śmierć ojca i klęskę swoich ludzi chciała się może zemścić. Zemścić za brak pomocy.

- Może i tak. Pierwszy atak skierowano przeciwko Aurorze, zdołałem ją osłonić.

- Właśnie, mówiłam, że nadal ją kochasz!

- Kocham Berenikę, ale to nie ma nic do rzeczy. Drugi atak wyprowadzono chwilę później, dokładnie wówczas, gdy Ragnega użyła mocy przeciwko nam samym, tobie, mnie i żołnierzom. Nie potrafiłem osłonić wszystkich i tan zginął. Ktoś zdołał mnie zaskoczyć, tym ciosem w Aurorę również, ale wtedy zdążyłem.

- Bo ją kochasz.

- Sudrun, to znaczy lady Bereniko, pani i małżonko, nie pojmujesz o czym mówię? Żadna z nich, ani Aurora, ani Ragnega, niczym innym mnie dzisiaj nie zwiodły, wyczuwałem z wyprzedzeniem wszystkie ich ataki i osłony, wszystkie sploty, które formowały. Nie wiem, jakim sposobem, ale tak właśnie było. A tamte dwie kule ognia jednak mnie zaskoczyły, nie wiem nawet, skąd je posłano.

- I jaki stąd wniosek?

- Nie uczyniła tego żadna z nich. Aurora na pewno nie, ale i Ragnegę też możemy raczej wykluczyć. Podejrzewam zresztą, że może wyczuwałem ich sploty, bo obydwie korzystały z mocy przejętej ode mnie. To samo zdarzyło się, gdy Ragnega użyła żywiołu powietrza podczas mojej ucieczki z grodu tana Arnolda. Wtedy nie zwróciłem na to uwagi.

Zaczerwienił się lekko, właściwiej byłoby powiedzieć, że obydwie barbarzyńskie czarodziejki moc nie tyle od niego przejęły, co sam im ją ofiarował. W szczególności Aurorze. Przynajmniej ten jeden raz Sudrun nie wytknęła mu rzekomej miłości do dziewczyny z Ludu Północy..

- A więc kto?

- Nie wiem. Ale jestem pewien, że krąży tutaj ktoś jeszcze, kto potrafi posługiwać się mocą i posiada magiczną siłę.

- Któż taki? Zaatakował naszych wrogów, czy możemy mieć tutaj jakiegoś sojusznika?

- Przychodzi mi do głowy tylko lady Berengaria. Ona musi się gdzieś tutaj czaić, ale naszym sojusznikiem na pewno nie jest.

- Skąd wzięłaby moc? Sam mogłeś się przekonać, jak niewiele posiadała jej wczoraj nad rzeką. Nawet ja to pojęłam. Ta cała Aurora, która w końcu z nią walczyła, również. Ty też musiałeś to widzieć. Skąd wzięłaby moc?

- Nie wiem. Ona potrafi wykrzesać ją nawet z kamienia, nie cofnie się przed niczym.

- A ja myślę, że to może jacyś miejscowi wrogowie Arnolda i jego córki. Sam mówiłeś, oni wszyscy tutaj wcale nie darzą się przyjaźnią. Nawet w obliczu najazdu Siedmiu Bram.

- Może. Ale nadal mam przeczucie, że zrobiła to wiedźma, że jakimś sposobem zdobyła moc i użyła jej przeciwko nam.

- Uderzyła w naszych wrogów.

- Tan Arnold chciał pokoju, zmuszono go do bitwy, podobnie jak i nas. Teraz zapewne nic już z tego nie będzie. I przede wszystkim najpierw zaatakowano Aurorę, dopiero gdy nie udało się jej zabić, napastnik poraził tana. W ten sposób na dobre skłócił nas z jego córką, co byłoby przecież logicznym celem księżnej.

- W tej chwili nic już na to nie poradzimy. Ale masz rację, niezależnie od twoich sympatii do tej dziewczyny i barbarzyńców, nie pora teraz na pościg albo szturmowanie grodu. Lepiej zachowaj siły i czujność. Ja zajmę się wojskiem. Wracajmy do obozu.

- Bereniko, moja ukochana pani i małżonko, postaram się, ale mówiłem już, że nie wyczuwam czarów splatanych przez napastnika, kimkolwiek by był, równie dobrze jak tych rzucanych dzisiaj przez Aurorę i Ragnegę. Musiał czerpać siłę skądinąd, nie ode mnie.

- I całe szczęście, mam nadzieję, że nie zapomniałeś w tym wszystkim o jakiejś kolejnej barbarzyńskiej czarodziejce, z którą spałeś?

- Bereniko, to jest Sudrun...

- Wybacz, sir Marcusie, to tylko głupi żart.

Spędzili na polu bitwy jeszcze dłuższy czas, porządkując oddziały, zbierając łupy, organizując pomoc dla rannych. Zajęli się tym przede wszystkim doświadczeni oficerowie, rzekomej księżnej pozostawało więc głównie odbieranie entuzjastycznych dowodów oddania żołnierzy. Zdobyła dzisiaj ich serca bez reszty. To z pewnością może w przyszłości się przydać, o ile plonów z tego zasiewu nie zgarnie jakimś sposobem stara wiedźma. Marcus zachowywał czujność, nie wykrył już jednak żadnych śladów użycia mocy.

Do obozu przybyli o zmierzchu. Podczas gdy trwały przygotowania do mającej uświetnić zwycięstwo uczty, oczywiście bez przesadnej utraty dyscypliny i z zachowaniem należytej czujności straży, oni sami udali się do wspólnej kwatery. Stojący tam na warcie młody żołnierz, zapewne uniesiony zapałem, okazał swoje uwielbienie dla zwycięskiej księżnej czymś więcej, niż tylko zwyczajowym salutem.

- Szlachetna Pani, pokazałaś tym dzikusom gdzie ich miejsce! Cała armia wie już o twoich czynach. Żałuję tylko, że akurat dzisiaj przypadła mi służba na straży taborów i musiałem zostać w obozie. Uwierz, miałem wielką ochotę ruszyć z tobą, gdy wracałaś na pole bitwy, ale znam swoje obowiązki i nie ośmieliłem się prosić o pozwolenie. Rozkaz to rozkaz, twojego namiotu trzeba strzec, ale wolałbym walczyć. Walczyć w armii prowadzonej przez Berenikę z Siedmiu Bram!

- Dziękuję, żołnierzu. Z pewnością trafi się jeszcze okazja, by i twój miecz wziął udział w bitwie – odparła machinalnie Sudrun, może zmęczona już entuzjazmem okazywanym jej jako rzekomej młodej księżnej. Marcusa zaniepokoiło coś innego.

- Kiedy to chciałeś prosić naszą panią o pozwolenie towarzyszenia jej w walce, żołnierzu?

- Jak to kiedy? Wtedy, gdy przybyłaś tu, Szlachetna Pani, podczas mojej porannej warty, jakiś czas po wyruszeniu wojsk. Nie odważyłem się jednak wystąpić z prośbą i zaprzątać twojej uwagi przed bitwą. - Młody wojak sprawiał wrażenie, jak gdyby pomimo wymogów dyscypliny żałował teraz utraconej okazji.

- Ale przecież... - zaczęła Sudrun.

- Pani, wybacz mu zbytnią śmiałość spowodowaną zapałem i uwielbieniem. A ty, żołnierzu, jak powiedziała szlachetna księżna, znajdziesz jeszcze niejedną okazję, by okazać swoją odwagę. - Marcus pospiesznie uniósł połę namiotu i niemal wepchnął Sudrun do środka.

- Ale ja przecież...

- Wiem. To była ona, stara wiedźma.

- Podjęła takie ryzyko, po co?

- Aż tak bardzo nie ryzykowała, wiedząc, że oboje wyruszyliśmy już z wojskiem.

- Ale czego mogła tu szukać?

- Spróbujemy się dowiedzieć, musimy sami przetrząsnąć kwaterę. Zapomnieliśmy o tym wczoraj. Ale mam o wiele gorsze podejrzenia...

- Jakie?

- Bereniko, moja ukochana pani i małżonko, pozostawiliśmy jej jednak pewien sposób zdobycia mocy. O czymś jeszcze zapomnieliśmy, coś przeoczyliśmy.

- Cóż takiego?

- Sir Waldemar i sir Roger, poprzedni mężowie wiedźmy. Przebywali przy armii, a gdzie są teraz?

- Nie wiem. Wczoraj, gdy Berengaria zabrała mnie na tę nieszczęsną wyprawę, żaden z nich jej nie towarzyszył. A potem, gdy wróciłam do obozu, po prostu nie pomyślałam. Wybacz mi, Marcusie.

- Ja też zapomniałem. Wydawali się bez znaczenia. A oto wiedźma mogła skorzystać z ich mocy. Musimy to natychmiast sprawdzić!

Wyśledzenie, co właściwie stało się z sir Waldemarem i sir Rogerem nie okazało się trudne. Istotnie, jeszcze poprzedniej nocy przebywali w swoich kwaterach, położonych nieco na uboczu ale silnie strzeżonych, jak zawsze zresztą. Ponieważ nie wydano w ich sprawie żadnych nowych rozkazów, pozostali w obozie również o świcie. Jakiś czas później, na czele nielicznego orszaku pojawiła się niespodziewanie księżna Berenika we własnej osobie, poleciła przygotować zapasowe konie i prowiant, po czym zabrała obydwu szlachetnie urodzonych panów w nieznanym kierunku. Jeden z żołnierzy dodał, że spędziła jeszcze jakiś czas we własnym namiocie, o czym i tak już wiedzieli. Trudno było wypytywać o szczegóły, skoro wszyscy uważali przecież, że tak wtedy, jak i obecnie, mieli do czynienia z młodą księżną, ale przebieg wydarzeń wydawał się jasny.

- Porwała ich albo uwolniła, nieważne, potem skorzystała gdzieś w lesie z mocy obydwu. Niewiele już tej magicznej siły, ale na kilka czarów wystarczyło. Pozostając na uboczu obserwowała bitwę i użyła magii w taki sposób, by jak najbardziej nam zaszkodzić. Tylko mnie, tylko nam obojgu, a nie wojskom Siedmiu Bram.

- Musiała więc ujawnić przed nimi prawdę. A może było im wszystko jedno, czy pieprzą się z matką, czy z córką? Wybacz Marcusie, ale nie mam zbyt dobrego zdania o większości szlachetnie urodzonych.

- Ujawniła. Widać jak na dłoni, że udająca własną córkę Berengaria już wcześniej brała skądś moc, a mogła tylko od nich dwóch. I tak wiedzieli, że ich ochraniacze potrafiła zdejmować jedynie stara księżna we własnej osobie, nieważne, jak zamaskowana. Chyba, że Berengaria uwolniła ich jeszcze przed swoją rzekomą śmiercią, a potem na nowo nałożyła pierścienie już jako młoda Berenika. Potrafiła robić takie rzeczy, a oni usłużyli również córce. Dobrze wiem, że błękitnokrwiści panowie nie odznaczają się przesadną siłą charakteru.

- Tak czy inaczej, z pełną świadomością brali udział w oszustwie, które wedle praw Królestwa jest najgorszą zdradą. I jeżeli masz rację, uczestniczą w nim nadal. Zasłużyli na śmierć, tylko my o nich zapomnieliśmy. Powinniśmy byli ich zabić, mogliśmy z łatwością dopaść obydwu w obozie, przede wszystkim mogłam ja sama, natychmiast po powrocie.

- Nie obwiniaj się, moja pani. A co do oszustwa i zdrady, to my sami dopuszczamy się gorszych jeszcze, chociaż prawa Królestwa nawet naszych zbrodni nie przewidują. Nie osądzaj więc obydwu aż tak surowo.

- Nie broń ich, to niegodziwcy i szubrawcy, nie przekonasz mnie.

- To i tak nieważne. Ani sir Waldemara, ani sir Rogera łatwo już nie dostaniemy. Zajmijmy się lepiej przeszukaniem kwatery.

- Tylko ostrożnie, może przygotowała jakąś pułapkę, truciznę albo coś w tym rodzaju?

- Nie sądzę, nie wyczuwam żadnej magii. Zresztą wtedy nie zdobyła jeszcze mocy.

- Tym bardziej powinna była się pospieszyć, musiała potrzebować stąd czegoś ważnego.

Nie musieli szukać zbyt długo, gdyż lady Berengarii zapewne istotnie brakowało czasu. I tak trafił w ich ręce porzucony zwój pergaminu, jak się okazało, skierowany do „szlachetnej Bereniki, księżnej Siedmiu Bram” list z kondolencjami, wystosowany przez panią jednego z sąsiadujących, pomniejszych hrabstw. Przy okazji hrabina Dagmara ze Starej Dąbrowy życzyła nowej księżnej zwycięstwa nad barbarzyńcami. To akurat już się spełniło, ale sam w sobie list nie miał większego znaczenia, dowodził tylko, że wieści o „śmierci” Lady Berengarii rozeszły się już szeroko. Potwierdzało to przekonanie Marcusa, że wiedźma zamierza wcielić się w rolę córki na stałe. Wzmagało też obawy o los prawdziwej Bereniki, nadal więzionej w lochach Złotej Bramy. Czy w zmienionej sytuacji ochroni ją fakt noszenia w łonie przyszłej następczyni tronu księstwa?

- Szukała listów i dokumentów. Nie zabrała ich ze sobą, gdy wyruszała na spotkanie ze mną i chciała teraz odzyskać. Ten akurat nie wydaje się szczególnie ważny więc odrzuciła go w pośpiechu. Z pewnością musiała jednak mieć tutaj coś o wiele bardziej istotnego i nie mogła pozwolić, by wpadło to w nasze ręce.

- To moja wina, Marcusie. Powinnam była o tym pomyśleć.

- Skończ z tym obwinianiem się, mnie również nie przyszło do głowy, by przeszukać wczoraj kwaterę. Popełniamy jednak zbyt wiele błędów, to może się zemścić. W tej sprawie też niewiele teraz poradzimy.

A jednak okazało się, że Dobra Bogini ofiarowała im drugą szansę. Dawno nadszedł już zmierzch i rozkręcała się o zwyczajowa uczta, podczas której pani Siedmiu Bram podejmowała w towarzystwie pierwszego małżonka najważniejszych oficerów, gdy zaanonsowano przybycie kuriera. Przywiózł listy ze Złotej Bramy, przebywając ziemie barbarzyńców w siedem dni, jak oświadczył. Zapowiedziano mu, że pisma zawierają ważne wiadomości i przydzielono silną eskortę, dlatego podróżował również nocą. Armia od pewnego czasu obozowała w tym samym miejscu i posłańcy znali położenie obozu. Wobec wagi listów gońca dopuszczono bez zwłoki przed oblicze ucztującej księżnej. Rzekoma Lady Berenika podziękowała żołnierzowi, nakazała podać jadło i kufel piwa, po czym kolejno złamała pieczęcie zwojów. Marcus dostrzegł, że drgnęła zapoznając się pospiesznie z ich zawartością. Umierał z niepokoju i ciekawości, ale przecież nie mógł publicznie czytać ważnych pism przeznaczonych dla pani i małżonki. Coś się stało, ale co? Sudrun może potrzebować rady, o politycznych intrygach i układach sił w Królestwie wie jeszcze mniej, niż on sam. Na szczęście, dziewczyna potrafiła odnaleźć się w tej sytuacji.

- Moi panowie, zechciejcie wybaczyć, ale otrzymane wiadomości okazały się naprawdę ważne i muszę was opuścić. Nie stało się nic złego, ale prawdopodobnie będę zmuszona do szybkiego podjęcia pewnych działań. Mogę potrzebować do tego dodatkowej siły magicznej, z pewnością wiecie, co mam na myśli i zrozumiecie moją nieobecność. A więc, bawcie się dobrze.

Uniosła kielich, skinęła na małżonka i opuściła ucztę żegnana ogólnym toastem na cześć „zwycięskiej księżnej Bereniki z Siedmiu Bram”. Marcus nie ośmielił się o nic pytać, zanim nie znaleźli się w swojej kwaterze. Posługując się mocą, rozpalił płomienie lamp. Po dzisiejszej bitwie nie odczuwał już żadnego osłabienia magicznej siły.

- Co się stało?

- Sam przeczytaj.

 

Do szlachetnej księżnej Bereniki z Siedmiu Bram!

 

Milady, z prawdziwą przykrością przyjęłam wiadomość o śmierci Twojej Dostojnej Matki, nieodżałowanej Lady Berengarii. Przez całe lata była prawdziwą tarczą Królestwa, broniąc nas wszystkich przed tymi krwiożerczymi dzikusami. Bogini sprawiła, że w tej zaszczytnej służbie oddała życie. Nikt nie zdoła odczuwać żalu równie silnie jak ty, Szlachetna Pani, wiedz jednak, że wielu z nas podziela Twój smutek. Zarządziłam już ceremonie żałobne w hrabstwie Wysokiego Lasu, nie wątpię, iż podobnie postąpią panie pozostałych księstw oraz Rada Królestwa. My przynajmniej możemy znaleźć pocieszenie w tym, że nieodżałowana księżna Berengaria pozostawiła godną swej krwi oraz imienia następczynię, Ciebie, Dostojna Pani.

 

- O co tu chodzi? To tylko zwyczajowe kondolencje od jakiejś pomniejszej księżnej czy hrabiny.

- Czytaj dalej, Marcusie.

 

Nikt nie wątpi, że pomścisz i godnie zastąpisz swoją wspaniałą Matkę. A my pomożemy w tym dziele, jak tylko potrafimy. Wiesz oczywiście, Szlachetna Pani, iż Lady Berengaria zawarła przed swoją bohaterską śmiercią pewne układy dotyczące również Twojej osoby. Czuję się szczególnie zaszczycona tym, że postanowiła związać bliżej nasze rodziny, wybierając mojego syna Lucjusza na Twego trzeciego męża, Milady. Ponieważ w chwili zawierania umowy przebywałyście obydwie na wyprawie wojennej, broniąc Królestwa, a obecnie czynisz to również Ty sama, szlachetna Lady Bereniko, rozumiem konieczność pośpiechu oraz pewnego nagięcia zasad obyczaju i wymogów etykiety. Dlatego na wystosowane również w Twoim imieniu zaproszenie księżnej Berengarii bez zbędnej zwłoki przybyłam razem z moim synem do Złotej Bramy, o co prosiła Twoja Matka, a co powinno przyspieszyć wszelkie formalności i związane ze ślubem ceremonie. W obliczu zaistniałej tragedii nikt nie może uznać tego za jakąkolwiek ujmę honoru Siedmiu Bram czy Wysokiego Lasu. Dziękując za gościnne przyjęcie w Złotej Bramie, oczekujemy na dalsze wskazówki, Szlachetna Pani, licząc przy tym na Twój jak najszybszy powrót i dopełnienie zawartych układów. Wprawdzie nie było czasu na zwyczajowe przesłanie portretu, wiedz jednak, że Lucjusz to miły, dobrze wychowany młodzieniec, który marzy o tym, by spodobać się swojej pani i małżonce, zaofiarować jej własne służby, moc oraz miłość, jeśli zechcesz je przyjąć.

 

Pozostająca Twoją oddaną przyjaciółką

Lawinia

hrabina Wysokiego Lasu

 

- Teraz pojmujesz, sir Marcusie?

- O Dobra Bogini. A niech to! Wiedźma mówiła kiedyś o czymś takim, tuż przed tym, gdy po raz pierwszy próbowała mnie zabić, ale wyleciało mi to z głowy. Znowu o czymś zapomniałem!

- Bardzo dużo się działo, Marcusie.

- Ale to ważne! Nie pojmujesz, jak bardzo ważne?

- Dlatego wyszliśmy z uczty. Oczywiście, ona ma teraz nową szansę. Sama ją sobie zresztą stworzyła. Udając Berenikę może wrócić do zamku, poślubić tego Lucjusza i oficjalnie, zgodnie z wszelkimi zasadami, zdobyć nowe źródło mocy. Wiesz coś więcej o tym Wysokim Lesie, poza tym, że graniczy z Międzyrzeczem oraz Siedmioma Bramami?

- Niewiele. Oni nie mają większego znaczenia, ale linia Wysokiego Lasu jest stara, a ich krew uważa się za silną. Nie tak silną jak w Międzyrzeczu, ale zawsze. Ten Lucjusz może okazać się niewygodny.

- Jego własna matka nazwała go trzecim mężem, zwróciłeś uwagę?

- Tak, wiedźma mówiła, że ma dla Bereniki aż dwóch narzeczonych. Widocznie gdzieś tam czeka jeszcze jeden, może w bardziej odległym księstwie, a może tamci nie zgodzili się na tak pospieszne i uchybiające tradycji zaślubiny.

- Tym zajmiemy się później, Marcusie. Ale co teraz? Lady Berengaria musiała o tym wszystkim wiedzieć, zabrała listy dotyczące tej sprawy, abyśmy niczego się nie domyślali. Bogini dopomogła, że akurat teraz nadszedł jeszcze jeden, tylko co dalej? Ona jest już pewnie w drodze do Złotej Bramy.

- Trzeba jej jakoś przeszkodzić!

- Ale jak? Do tej pory miałam nadzieję... Wiem, że to głupie, ale miałam nadzieję...

- Na co?

- Poszło nam tak dobrze, pomyślałam sobie, że moglibyśmy ciągnąć to wszystko dalej. Ty rzucałbyś czary, a ja udawałabym księżną Berenikę. Prawdziwa nie byłaby nam do niczego potrzebna, Marcusie. Wiem, że kochając się ze mną tracisz moc, a ja nie potrafię jej przejąć, ale może moglibyśmy, co jakiś czas, w spokojnej chwili... Tego właśnie chciałam.

Gwardzistka przytuliła się do chłopaka, powstrzymując łzy. Objął ją i szukał właściwych słów, nie potrafił odnaleźć. Lepiej jednak od razu rozwiać te złudzenia, dziewczyna zasługuje przynajmniej na szczerość.

- To nie mogłoby się udać, Sudrun. Może tutaj, w dziczy, przez jakiś czas, ale nie w Królestwie. Każda pani szlachetnej krwi potrafi rozpoznać inną wiedźmę, a ty nią przecież nie jesteś, nie potrafisz posługiwać się mocą.

- I dlatego uważasz mnie za gorszą? Bo pochodzę z ludu, bo kochając się z tobą marnuję tylko twoją bezcenną moc, podczas gdy tamte ją kradną?

- Nie uważam cię za gorszą, Sudrun. Na pewno nie. Ale nie dasz rady udawać długo Bereniki, po prostu nie zdołasz...

- Cóż więc mogę dla ciebie zrobić? Tylko zdradzić albo stać się zbędnym ciężarem?

- Pomogłaś mi już wielokrotnie... I teraz też możesz pomóc... Jeśli zechcesz.

- W jaki sposób, paniczu Marcusie? W jaki sposób?

- Pojawienie się wiedźmy w naszym obozie oraz twoje własne słowa nasunęły mi pewną myśl. Prawdziwa Berenika! Przecież przebywa w lochach Złotej Bramy. Gdybyśmy zdołali uwolnić ją przed przybyciem księżnej, objęłaby księstwo i zamek w posiadanie jako prawowita pani i władczyni, której pozycji i tożsamości nikt nie zdołałby zakwestionować. Pokrzyżowałoby to wszystkie plany wiedźmy.

Nie dodał już, że obecnie drży również o życie żony, bo zdesperowana i zagrożona samym istnieniem córki księżna może zechce się jej pozbyć, nie bacząc na rosnącą w łonie dziewczyny Lady Blankę.

- Ale jak to zrobić, Marcusie?

- Ty jedna możesz to uczynić, Sudrun. Ty jedna.

- W jaki sposób?

- Nadal masz postać Bereniki, oficjalnej władczyni Złotej Bramy i całego księstwa. Mogę wzmocnić czar, podobnie jak zrobiła to Aurora. Teraz mogę. Jeżeli weźmiesz Demona i jakiegoś dobrego luzaka na zmianę, powinnaś dotrzeć do zamku przed wiedźmą. Armia szła tutaj prawie miesiąc, ale ciągnęliśmy tabory, kluczyliśmy i staczaliśmy walki. Posłaniec dotarł w siedem dni. Ty będziesz szybsza, na pewno szybsza od obciążonej starymi mężami Berengarii. Wszyscy przyjmą cię jako powracającą i głoszącą zwycięstwo nową księżną. No, może nie wszyscy. Zaufani starej wiedźmy, więżący prawdziwą księżniczkę i innych, nie dadzą się nabrać. Ale dla nich też będziesz ich panią, Berengarią właśnie. Posłuchają twoich rozkazów, a potem wasza już w tym głowa z Bereniką, by przejąć władzę.

- Mam ją uwolnić i osadzić na tronie? Wielką panią mocy i władczynię potężnego księstwa Ja, zwykła gwardzistka? Nawet jej nie lubię, a ona mnie nie cierpi.

- Ale możesz to zrobić.

- Nigdy nie zostaniemy przyjaciółkami, wiesz dobrze, dlaczego.

- Proszę cię, Sudrun, po prostu cię proszę.

- Podaj chociaż jeden powód, dla którego miałabym spełnić taką prośbę?

- Bo mnie kochasz.

- Tak kocham... I na dodatek, dla tej przeklętej miłości zdradziłam.

- Sudrun...

- Dobrze. Wiem, że nie możesz jechać ze mną, ani nawet dać mi eskorty. Nie mamy tylu wystarczająco dobrych koni. Wezmę najlepszego luzaka jakiego uda się znaleźć, ale to Demon będzie musiał wykonać główną robotę. Przydałby się Orzeł, niestety, sama go zabiłam... Ale ty też nie możesz tu zostać. Jedź za mną, samotnie albo z orszakiem. Władasz mocą, poradzisz sobie z każdym zagrożeniem. Gdyby któryś z twoich ludzi się w tym zorientował, zabij ich po prostu. Ale tutaj nie zostawaj.

- Ktoś musi dopilnować armii.

- Zajmą się tym generałowie. Co zrobisz, jeżeli powróci wiedźma, oczywiście w postaci Bereniki? Użyjesz magii i zgładzisz potem wszystkich świadków, całe wojsko? Co zrobisz, jeżeli nadejdą barbarzyńcy z kolejną czarownicą? Albo jeżeli ta Aurora w jakiś sposób zbierze na nowo moc?

- Berengaria nie wróci. Poślubienie tego Lucjusza i odzyskanie trwałego dostępu do źródła magicznej siły ma dla niej większe znaczenie niż armia. - Nie dodał, że może również planować pozbycie się prawdziwej Bereniki. - A Aurora i barbarzyńcy mają własne kłopoty. Tak szybko nie zdołają się zebrać. Jutro rozpoczniemy odwrót, przed wyjazdem wydasz rozkazy. Nastała jesień i tak czy inaczej, pora kończyć kampanię, zresztą nie zamierzamy przecież ciągnąć dłużej tej przeklętej wojny.

- Bardzo ryzykujesz, Marcusie.

- Ty jeszcze bardziej, ruszając samotnie przez ziemie wroga.

- Poradzę sobie, jestem w końcu żołnierzem, może tego nie widać, ale bardzo dobrym żołnierzem.

- Tylko uważaj na tę lady Lawinię. Nie pozwól, by w jakikolwiek sposób zbliżyła się do ciebie zanim nie uwolnisz Bereniki, a ona zdejmie zaklęcie.

- Poradzę sobie, aż tak głupia również nie jestem. Gdy spotkasz wreszcie swoją księżniczkę, uprzedzę ją, by wyjechała naprzeciw na grzbiecie Demona i nazwała cię swoim zwycięskim rycerzem. To dodatkowy znak rozpoznawczy, a przynajmniej na tyle zasłużyłeś, skoro wygraliśmy dla niej dzisiejszą bitwę.

- Dziękuję ci, Sudrun.

- Potem będziemy kwita, odkupię moją zdradę.

- To nie tak, nie musisz z tego akurat powodu...

- To ważne. Ważne dla mnie, paniczu Marcusie, pierwszy małżonku księżnej Bereniki z Siedmiu Bram.

- Tak, Sudrun. Jeśli to właśnie chcesz usłyszeć, to odkupisz swoją zdradę z naddatkiem.

- Dobrze, skoro więc mamy to ustalone, wzmocnij ten przeklęty czar dopóki jeszcze możesz i rozbieraj się.

- Sudrun, ty chcesz...?

- Tak, dopóki jeszcze mogę. Dopóki jestem jeszcze twoją panią małżonką, a przynajmniej wszyscy mnie za taką uważają, dopóki mam do tego prawo i możliwości. Gdy Berenika nałoży ci na nowo pierścienie, dla mnie nic już nie zostanie.

- Aż tak źle o niej myślisz?

- Nieważne, co o niej myślę. To też już ustaliliśmy. Ważne, że kilka razy daliśmy dzisiaj wszystkim do zrozumienia, że będziemy się kochać, ważne, że mamy spokojną chwilę, jak sam powiedziałeś. A przede wszystkim, że tego chcemy. A przynajmniej, ja chcę...

Po takich słowach dziewczyny z dużym trudem przyszło mu skoncentrowanie się na rzuceniu zaklęcia. Na szczęście, jak tłumaczyła Aurora, wzmocnienie splecionego już czaru okazało się istotnie niezbyt trudne. Nie oszczędzał mocy, za chwilę i tak miał ją przecież stracić. Nie, nie stracić. Taka myśl stanowiłaby sama w sobie upokorzenie dla Sudrun. Po prostu, będzie się z nią kochał, nie dbając o tę po tysiąckroć przeklętą magiczną siłę. Kochał dla niej samej, kochał, bo oboje tego chcą.

- Już. Nie wiem, na ile to starczy, ale nie żałowałem mocy.

- Dobrze, Marcusie. Wykorzystam twoje czary najlepiej jak zdołam. Ale teraz pokaż, co potrafisz bez swojej magii.

Sudrun pozbyła się ubrania, on również nie zwlekał. Stanęli naprzeciw siebie, ich oczy spotkały się i tak już pozostały. Drgnięciem mocy zgasił lampy.

- Dlaczego, Marcusie? Nie podobam ci się?

- Chce kochać się z Sudun z Międzyrzecza, a nie z Bereniką z Siedmiu Bram.

- To wróćmy na tę łąkę nad strumieniem w Międzyrzeczu i zapomnijmy o tej w kraju barbarzyńców. Pamiętasz?

- Tak, pamiętam jak oblałyście mnie wodą.

- Tylko tyle, paniczu Marcusie?

- O wiele więcej.

Objął dziewczynę ramionami, opadli na posłanie. Wargi i języki zwarły się w miłosnym pojedynku, dłonie odszukały najczulsze miejsca rozkoszy. Nie szczędzili jej sobie nawzajem, palce chłopaka zajmowały się najpierw delikatną skórą wewnętrznej części ud, potem odnalazły najpiękniejszy kwiat ogrodu kochanki. Zadrżała, po chwili jęknęła. Ale to ona okazała się zwyciężczynią w ich rywalizacji. Jej dłoń pracowała nad sterczącym fallusem chłopaka tak zręcznie i z takim zapamiętaniem, że wkrótce poczuł znajome objawy: napięcie mięśni, gorąco, poczucie wypełnienia i wzbierającą falę powodzi.

- Sudrun, nie. - Oderwał wargi od ust dziewczyny. - Ja już za chwilę... Poczekaj, może użyję języka?

- Nie, Marcusie. - Przerwała mu pocałunkiem. - W taki sposób bawiliśmy się w Międzyrzeczu. Właśnie, bawiliśmy się, bo niczego innego nie było nam wolno. Teraz mam cię całego, choćby na tę jedną noc, jedną chwilę, chcę poczuć cię w sobie. I chcę, żebyś kochał mnie, Sudrun z Międzyrzecza, a nie Berenikę z Siedmiu Bram.

Na jej niewypowiedziane słowami życzenie uniósł ciało na wyciągniętych rękach, a ona wsunęła się pod niego i pomogła naprężonemu fallusowi odnaleźć właściwe miejsce. Potem padli sobie w ramiona i poszło już szybko. Przywarł ustami do warg Sudrun, penis zagłębiał się raz za razem w gorącą wilgoć. Pragnął dać jej rozkosz, której nie mógł ofiarować w Międzyrzeczu, a którą ukradła, jak sama uważała, nad bezimienną rzeką w kraju barbarzyńców. Posłyszał jęki gwardzistki, ale zanim zdążył osiągnąć coś więcej, jego własne przyrodzenie eksplodowało gorącem. Przynajmniej całowali się z całych sił, których zresztą wkrótce zaczęło mu brakować. Mocy nie oddał, ale i tak z niego wyciekła, osłabienie przyszło nieuchronnie. Wiedział, że niemrawe poruszenia bioder nie dadzą już dziewczynie rozkoszy. To jednak zdawało się jej nie przeszkadzać. Wysunęła się spod Marcusa i przywarła do boku chłopaka. Tym razem ujęła jego dłoń, z uroczą nieśmiałością prowadząc ku swemu ogródkowi i ukrytej tam studni. Znalazł ją przepełnioną i gorącą. To ułatwiło zadanie. Pąk rozkoszy uparcie wymykał się palcom kochanka ale zdołał jednak pochwycić rozwierające się płatki. Kilka delikatnych, jak mu się wydawało, ruchów dłonią. Sudrun zwarła uda, musiał użyć więcej siły. Jęknęła, potem wydała głośny okrzyk. O tym, że jest to okrzyk rozkoszy, a nie bólu, upewniło przeszywające jej ciało drżenie. Pracował palcami, całując jednocześnie sutki dziewczyny.

- Aaaaaaaach...

Odepchnęła w końcu rękę chłopaka, spletli się w uścisku, przywarli wargami.

- Kocham cię, Sudrun. Nie potrafiłbym nie pokochać.

- Ciii, paniczu Marcusie. Nie mam prawa do twojej miłości. Mam tylko tę chwilę. Przynajmniej nie zapłaciłam za nią zdradą, więc przytul mnie jeszcze...

- Tak. Sudrun.

Leżeli objęci ramionami, dając sobie nawzajem ciepło i poczucie bliskości. Nie miał pojęcia, ile o trwało. Zapewne jednak niezbyt długo, nadal bowiem nie odczuwał w sobie mocy, gdy gwardzistka rozplotła uścisk.

- A teraz, gdy już wszyscy mogli usłyszeć, w jaki sposób obdarzyłeś swoją panią i małżonkę magiczną siłą, nikogo nie powinno zdziwić, że wyruszy ona samotnie w ciemną noc, wykonując sobie tylko wiadomą misję. - Trąciła chłopaka w ramię. - Wstawaj, sir Marcusie. Mam nadzieję, że znajdziemy jakiegoś generała na tyle trzeźwego, by mógł przyjąć rozkazy oddające ci dowództwo nad armią.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (16)

  • Akwadar 2 miesiące temu
    Literówka w tytule - "Nowy Świat Czarownicz, cz. 44".
    Odnoszę wrażenie, że zaczynasz "przegadywać", ale upewnię się przy kolejnej części i jakby tak "moc" odrobinę na mocy straciła...
    Gdzieniegdzie brakuje przecinka, ale to szczególik.
  • Nefer 2 miesiące temu
    Z tą literówką w tytule, złośliwość zużytej odrobinę klawiatury, ale racja, poprawiłem na czas jedną, ta została. Teraz usunięta. Nie każdy rozdział może pędzić od szczęku mieczy do kul magicznego ognia, ale wezmę Twoją opinię pod uwagę.
    Dzięki i pozdrawiam
  • Akwadar 2 miesiące temu
    Nefer nie o pędzenie idzie, tylko o "żar", ale może ja się nie znam.... ;)
  • Nefer 2 miesiące temu
    Akwadar Czytelnik zawsze "wie lepiej", w końcu autorzy może i piszą głównie dla siebie samych, ale publikują już (chociażby na necie) dla Czytelników. Dlatego wezmę tTwoją opinię pod uwagę.
  • Akwadar 2 miesiące temu
    Nefer dziękuję, szczególnie że od czasu lektury "Pani Dwóch Krajów" wymagam od Ciebie jako autora trochę więcej ;)
  • Nefer 2 miesiące temu
    Akwadar Cieszę sie, ze spodobała Ci sie tamta powiesc, zamieszczona na innym portalu, pierwsza, ktora napisalem.
  • Cin 2 miesiące temu
    Jako że jest to chyba najdłuższa, seria na opowi to wezmę się za jej czytanie. Ten rozdział ocenie jak przebrnę przez pozostałe 43. Ostrzegam mogę być szorstka w ocenie.
  • Cin 2 miesiące temu
    P.S może zając mi to dłużej jeśli dorwę się do fanfika ze star wars.
  • Nefer 2 miesiące temu
    Cin Jasne, dzięki za odwiedziny. Rzeczowe uwagi zawsze mile widziane. Ale najdłuższa seria to chyba jednak nie jest, weźmy np. "Demona" Kapelusznika albo "Mur" Krajewa, w różnych odsłonach i kontynuacjach. A w świecie "Star Wars" umieszcza swoje teksty (też solidnych rozmiarów) Pontaru (np. "Stary przyjaciel" - sam obecnie czytam).
    Pozdrawiam
  • Cin 2 miesiące temu
    Nefer, może cie to zaskoczy, ale akurat dorwałam się już do "Wroga Republiki" - Kapelusznika. Dlatego ma w planach przeczytać "Nowego wroga Republiki" - Pontaru
    Oczywiście wszystko w swoim czasie.
  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    NO...
    "Powrót Króla"

    Odcinek ok.

    Dialogi na poziomie jak zawsze.
    Napięcie rośnie.
    Wszystkie figury miłosne, trójkąty i kwadraty... ech - na razie jest sporo chaosu i zamieszania, ale chyba taki był cel, więc nie krytykuje

    Daję 5

    Dobrze że wróciłeś
  • Nefer 2 miesiące temu
    ""Powrót króla" to moze przesada, bardziej "syna marnotrawnego". 😉 Licze, ze ten chaos stanie sie z czasem bardziej czytelny.
    Dzieki za wizyte i pozdrawiam.
  • Cin 2 miesiące temu
    Cóż z tego co widzę to opowiadanie a raczej już powieści jest spójna. Postacie postępują logicznie, wszystkie mają jakieś motywy bardziej lub mniej widoczne i to je napędza a co za tym napędza akcję. Już widzę jak Aurora będzie siać śmierć i zniszczenie za to co stało się z tanem.
    Jeśli zaś chodzi o Marcusa to chyba każda postać kobieca na niego leci.
  • Nefer 2 miesiące temu
    Wybacz, że odpisuję z opóźnieniem, dopiero co wróciłem z podróży. Staram się, by całość była logiczna, a bohaterowie postępowali kierowani takimi czy innymi korzyściami albo uczuciami. Marcus ma specyficzny dar, jest wyjątkowo silnym dawcą mocy, a to rzutuje na postępowanie wielu bohaterek opowieści.
    Dzięki za wizytę i pozdrawiam.
  • Pontàrú miesiąc temu
    Jestem w końcu. Wydaje mi się, że plan pozostawienia całego wojska Marcusowi jest ryzykowny ale w zasadzie alternatywy nie ma. Ciekawa informacja z nowym mężem i to w dodatku trzecim. Drugi pozostaje nieznany ale czy w sumie ten trzeci nie będzie drugim?
    Nie mam się co do stylu przyczepiać bo jest w porządku. Będę czytał dalej a na razie 5.
  • Nefer miesiąc temu
    Masz rację, wynikną z tego kłopoty, ale bohaterowie nie mieli raczej innego wyjścia. Trzeci małżonek odegra jeszcze swoją rolę. Dzięki za odwiedziny i pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania