Nr 1

Wśród licznych głupców, idiotów i życiowych niedorajdów zamieszkujących północno-zachodnią część wyspy zwanej przez geografów Zapadocją — położonej gdzieś pomiędzy plusem a minusem nieskończoności — bodaj najsławniejszym był ich przywódca, inicjator wielu gier i zabaw wokół słupa telegraficznego, podporucznik ZZZ Śledźkapusta.

Wielokrotnie dawał dowody niezwykłych talentów w zakresie czynienia głupoty i jej konsekwentnego krzewienia.

To kazał wznieść sobie pałac z trzech krótkich desek, kawałka sznurka i rybiego ogona. To próbował z makaronu typu „kolanka” zbudować gazociąg. Innym razem zaś, nie uprzedzając nawet rodziców, bardzo utył, dokleił sobie trąbę oraz wielkie uszy i przez kilka tygodni funkcjonował jako słoń.

Szalone pomysły miewał podporucznik i właśnie za to kochał go lud.

Owszem, wcześniej też dokonywał rzeczy wybitnie nierozsądnych, ale to, co wydarzyło się w nocy ze świni na psa czerwca roku sinobordowego, przekroczyło wszelkie granice kretynizmu, po czym spokojnie poszło spać.

Wszystko wskazuje na to, że Śledźkapusta długo przygotowywał się do owego wyczynu. Z zapisków nadwornego kronikarza, Sandała Bananowego, wynika, że podporucznik zakopał się w ogrodzie na całe piesnaście dni niczym drogocenny skarb, aby zebrać myśli i zaprowadzić pokój między rozszalałymi członkami.

W tym czasie sytuacja w Zapadocji wymknęła się spod kontroli.

Na kraj spadły rozmaite choroby. Najgroźniejsze były epidemie cholery jasnej oraz kurdelebele, które od wieków toczyły narody za grzechy pierwotne i niewłaściwe przechowywanie kiszonek. Władze pozostawały bezradne. Zaraza szerzyła się w tempie wręcz nieprzyzwoitym.

Potrzebny był ruch stanowczy. Ruch odważny. Ruch należący wyłącznie do podporucznika.

Całe otoczenie władcy doskonale wiedziało, że nie mają już nic do stracenia. Potrzebne było cięcie na miarę Aleksandra Macedońskiego, choć najlepiej tańsze i możliwe do rozliczenia w dwóch ratach.

Podporucznik ani przez chwilę się nie zawahał.

Gdy choroby szalały, a kraj pogrążał się w marazmie, on — w majestatycznym duchu półspalania i ruchem jednostajnie opóźnionym — wszedł na mównicę i ogłosił:

— Mistrzostwa świata w kopaniu piłki i płytkich dołków prądem uważam za otwarte!

W tej samej chwili kataklizmy zdębiały.

Mogły znieść wiele przejawów głupoty i infantylizmu ze strony władz lokalnych, ale oficjalne otwarcie mistrzostw świata w kopaniu piłki i płytkich dołków prądem okazało się ciosem poniżej pasa.

Nie pozostało im nic innego, jak opuścić Zapadocję i rozejść się po kościach.

W kraju natychmiast zapanowała radość.

Naród, od dawna kochający swego przywódcę ponad rozsądek i podstawowe zasady higieny, popadł w euforię wręcz niespotykaną. Poddani z najdalszych zakątków państwa tłumnie zbierali się na placach przed pałacem, by ujrzeć swojego oswobodziciela.

A ten chętnie im się pokazywał: pozdrawiał tłumy, stroił głupkowate miny i pierdział obficie, z godnością właściwą wielkim mężom stanu.

Podporucznik ZZZ Śledźkapusta stał się bohaterem narodowym.

Trzej bogowie Zapadocji — bóg izolacji na kabelkach, bóg mniejszych i większych kapiszonów oraz bóg wyplutych pestek — podczas nadzwyczajnego posiedzenia Osiedlowej Rady Bogów i Bożków jednogłośnie obwołali go marszałkiem ZZZ Śledźkapustą ze specjalnym przydomkiem szlacheckim „Głowa Pusta”.

Zaś wdzięczny naród wystawił mu pomnik z plasteliny.

Na cokole widniał wzruszający napis:

„Myślał mało. Ale za wszystkich.”

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Aisak godzinę temu

    Przeczytałam trochę i mnie ciutek rozbawiło.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania