Nr 5
Kiedy ZZZ Śledź Kapusta stał i patrzył w dal, uzmysłowił sobie rzecz bardzo oczywistą a zarazem bardzo ważną. Otóż patrząc do przodu nie widzi się tego co jest z tyłu, kiedy zaś się człowiek odwróci, to co prawda zobaczy to co za nim, ale już nie widać co przed nim. Bardzo zafrasowało to Porucznika.
Nie wiedział jak sobie poradzić z tym problemem. Nie wiedział jak zrobić tak żeby patrzeć do przodu i do tyłu jednocześnie. Na początku próbował szybko odwracać głowę do tyłu i z powrotem, ale jakby szybko się nie odwracał, to i tak nie da się widzieć tego co za i przed na raz.
Zawołał więc do siebie głównego spinacza niemożliwości, Synkretyka Bo, i jęli ustalać co dalej i jak to rozwiązać. Nikt nie miał pomysłu. Synkretyk Bo co prawda wymyślił system zwierciadeł przyczepianych do głowy ZZZ, a na upalne dni do zwierciadeł podłączało się wiatraczki, ale nie na tym miało polegać rozwiązanie. Nie rzecz w tym, żeby oglądać świat odbity.
- odbić to ty sobie możesz piłkę bałwanie jeden, a nie świat – słusznie zauważył władca.
- Panie to co ja mam zrobić – pytał z rozłożonymi rękoma Synkretyk Bo - nie da się oglądać wszystkiego na raz, tak jak nie można być w dwóch miejscach na raz, to nie możliwe...
- Dobra dobra, nie mędrkuj tylko raz się postaraj i coś wymyśl, bo jak nie to... to zabiorę ci ten okular i nic nie będziesz widział – zaśmiał się szyderczo ZZZ.
Synkretyk Bo spąsowiał. Jak porucznik zabierze mu okular, to nic nie będzie widział, bo jak powiedział medyk od oczu – „Synkretyku Bo, ty bez okulara nic nie będziesz widział!!!”.
Spinacz niemożliwości zamknął się w swojej pracowni i zaczął kombinować. Co raz do głowy wpadały mu jakieś pomysły, ale w ogóle nie były związane z problemem. Raz np. wpadł mu do głowy pomysł jak zrobić tak, żeby 2 plus 2 było 3, raz wymyślił sposób na podpalenie wody, potem znów opracował strategię, że można zjeść ciastko i mieć ciastko. I wszystkie one były nader ciekawe i normalnie ZZZ pewnie by piał z radości słuchając ich, ale nie teraz. Teraz był posępny i czekał na rozwiązanie swojego doradcy w zakresie oglądania świata.
Kiedy patrzył w dal widział dal, ale wciąż nie widział tyłu dali. I odwrotnie.
A Synkretyk Bo dwoił się i troił. Wymyślił już trzecie oko, potem na wypadek jak ZZZ chciałby patrzeć również na boki, czwarte i piąte, ale to nie przejdzie. Chciał zmultiplikować ZZZ, ale to tym bardziej nie byłoby możliwe, bo w końcu ci nowi ZZZ mogliby chcieć rządzić, a kto wie, może by mieli jeszcze bardziej szalone pomysły niż ten jeden...
- nie, to bez sensu – pomyślał Bo - Lepiej mieć jednego wariata, ale poznanego i pod ręką. Zawsze coś mu się wymyśli, jeszcze nie było tak, żeby nie dało się czegoś wykombinować.
Z zapisków Sandała Bananowego wiemy, że Synkretyk Bo zamknięty był w swojej pracowni Pawian dni, w tym czasie schudł strasznie i podupadł na zdrowiu. Kiedyś już raz tak było, że Synkretyk Bo wychudł strasznie i urosły my włosy do pasa i broda do ziemi. Było to w czasie, kiedy musiał dać podstawę naukową i logiczną do tego, że żółw + słoń jest więcej niż słoń + żółw. Nikt do tej pory nie wie jak to możliwe, ale z wywodu wynikało, że możliwe. Coś mówił, że nie ważne ile jest, ważne żeby nie padało, żebyśmy się kochali, żeby było co jeść i różnych innych argumentów używał Synkretyk Bo, dowodząc tym samym, że jak człowiek chce to przekona żółwia i słonia do współpracy. Kwestia odpowiedniego doboru argumentów; tyle.
Teraz po Pawianie plus około kaczka dni wyszedł z pracowni. Był zarośnięty, brudny i głodny, ale to wcale nie było dla niego ważne. Ważne, że znalazł sposób!!!
Szedł dumnie do pałacu, poprzez korytarz utworzony z gapiów. Jedni śmiali się widząc taką nędzę, inni podziwiali mądrość i upór naukowca, jeszcze inni nic nie mówili, bo nie wiedzieli o co chodzi, zaś Tew Jame, jak zwykle mówiła coś o swojej nodze przypadkowo napotkanym i nieznajomym ludziom, którzy w osłupieniu słuchali tych opowieści, nie rozumiejąc sensu i potrzeby takich wynurzeń i słusznie patrzyli na nią jak na wariatkę.
Pojawił się też komik zapadocki. Oczywiście nie wiedział po co zebrał się ten tłum, w tak wąski acz długi korytarz ludzi, więc na wszelki wypadek ustawił się na końcu kolejki. Po jakimś czasie spytał grzecznie za czym ta kolejka, a jeden z uczestników równie grzecznie odpowiedział mu, że po kotlety i papierowe kapelusiki. Więc komik stanął w kolejce i stał, jak zwykle grzecznie. Połowa zebranych już pękała za śmiechu, a komik wciąż stał i czekał na swoją kolej. Kiedy zauważył, że kolejka się nie posuwa, spytał, oczywiście bardzo grzecznie, co się dzieje tam na przedzie, że to nie idzie, na co usłyszał od swojego informatora, żeby się nie martwił, że zaraz się ruszy. Faktycznie ruszyło się. Kiedy, Synkretyk Bo dotarł do pałacu, ludzie rozeszli się do domów, nie mając czego oglądać. Komik wszedł do pierwszego lepszego budynku, a był nim warsztat kowala i poprosił o Jeleń ładnych kotletów i Zebra kapelusików papierowych. Widział już oczyma wyobraźni jak je sobie kotlety, siedzi w kapelusiku papierowym i jest mu dobrze.
Kowal oczywiście powiedział, że nie ma kotletów, ani kapelusików, ale że może go podkuć...
- jak to podkuć? – zdziwił się komik
- no normalnie głupku, założę ci podkowy. Taka moja praca
- ale jak to tak, ja nie chcę podków, ja chcę kotlety i takie małe papierowe kapelusiki. „Papierowe Kapelusiki” wypowiedział już ciszej i bardziej nieśmiało.
- Popatrz dookoła, to jest kuźnia, tu się zakłada podkowy. Skąd ja ci wezmę kotlety i jakieś kapelusiki.
Komik cofnął się kilka kroków w obawie przed wielkim jak dom i most kowalem. Przez przypadek wszedł w wiadro i zaczął uciekać. Oczywiście z wiadrem na nodze. Nie trzeba wspominać, że dla wielu gapiów był to nader komiczny widok.
Wracając jednak do Synkretyka Bo, był on już w pałacu. Szedł dostojnie i miarowo. Jak za wypowiedzeniem zaklęcia otwierały się przed nim kolejne drzwi. W końcu wszedł do komnaty ZZZ. Stanął przed jego obliczem, poprawił okular i rzekł:
- wiem jak to zrobić!!! Panie poruczniku, to jest tak… Pan jesteś tak wielki i potężny, a w ogóle wszechmogący, że kiedy patrzysz na coś, to to coś istnieje, zaś jeśli nie patrzysz na to coś, to to nie istnieje. Tak więc jeśli patrzysz do przodu, to przód istnieje, i tylko przód. Tył wtedy nie istnieje. Kiedy odwracasz się do tyłu, to przód przestaje istnieć i zaczyna istnieć tylko tył. Istnieje tylko to na co w danej chwili patrzysz. Ja istnieję tylko kiedy ty na mnie patrzysz, stąd ludzie tak chętnie chcą być blisko ciebie, bo wtedy mogą sobie trochę poistnieć, bo możesz na nich patrzeć. Kiedy śpisz, świat się zatapia w nicości, a kiedy wstajesz on też wstaje jak co dzień. Tak więc nie możesz patrzeć jednocześnie do przodu i do tyłu, bo widziałbyś coś czego nie ma, czyli zobaczyłbyś koniec świata, a to byłoby niebezpieczne, bo koniec świata jest bardzo niebezpieczny.
ZZZ najpierw uśmiechnął się, bo bardzo mu się spodobało, że jest taki wielki, ale potem zaraz się zmartwił, bo uzmysłowił sobie, że jak zacznie spoglądać za szybko do tyłu, to może zobaczyć koniec świata i spełniłaby się przypowieść boga wyplutych pestek o końcu świata i o zagładzie także porucznika.
No ale Synkretyk Bo, zdawał się mieć rację, w końcu który władca nie przyznałby się do przyznawanej mu rangi wielkości. ZZZ wynagrodził sowicie Synkretyka Bo, a kiedy ktoś wchodził mu w drogę szantażował go, że zaraz przestanie na niego patrzeć, albo w ogóle zamknie oczy, albo co jeszcze gorsza zacznie szybko kręcić głową i nie wiadomo czy nie zobaczy krańca świata. Wszyscy drżeli na takie słowa Śledzia Kapusty, tylko Synkretyk Bo zdawał się być nad wyraz spokojny, co więcej uśmiechał się pod nosem a czasem nawet chichotał po cichu. Tak oto wielka głupota zwyciężyła małą próżną głupotkę władcy...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania