Nr 6
Kiedy ZZZ siedział sobie wygodnie w swoim fotelu przemyśleń, doszedł do wniosku, że wszystko co dzieje się wokół, dzieję się bez wiedzy i zgody ludzi, poza ich wolą. Tak właśnie.
Jest bowiem tak, że ludziom wydaje się, że mają wpływ na ich własne życie, a jedynie są narzędziami jakiegoś wielkiego Mechanika, który urządza świat wedle własnego upodobania. Ludzie są trybikami wielkiej machiny. Amortyzują się tak samo jak tryby czasomierza, czy machiny zębatej. Powoływani są do życia jedynie po to by brać udział w wielkiej grze iluzji i oszustwa. Zaś sam wielki Mechanik uskutecznia całą tą grę jedynie po to, żeby zabić niekończący się czas, który zresztą sam przez pomyłkę wymyślił.
ZZZ doznał podczas tych przemyśleń ambiwalentnych stanów samopoczucia. Był mianowicie pełen spokoju wewnętrznego i samozadowolenia, bo w końcu sam doszedł do takich wniosków bez niczyjej pomocy, czuł się spełniony, rozładował emocje, ale jednocześnie rozbity w środku był pełen obaw i niepokoju, że taka sytuacja może mieć miejsce. Poczuł się zniewolony i wykorzystany. Słowem poczuł się jak radosny osioł.
Zawezwał więc do swojego gabinetu pośrednika między ludźmi a światem boskim, wielkiego kapłana, zausznika bożka mniejszych i większych kapiszonów, przeora klasztoru czołobitników bosych Hipokryta Habitnego, aby podzielić się z nim swoimi przemyśleniami. Kapłan wysłuchał z wielką uwagą Porucznika i zamyślił się wielce nad jego słowami. Znalazł się w wielkiej pułapce. Nie mógł bowiem przyznać racji ZZZ, ponieważ wtedy uznałby istnienie świata a w tym i całej Zapadocji za bezsensowne i zbędne, a swojego boga, a co za tym idzie innych bogów, za byty złośliwe, próżne i zblazowane, bawiące się jedynie ludzkością. Nie mógł też powiedzieć, że jest zgoła inaczej niż myśli Śledźkapusta, czyli że świat w pełni zależy od naszych uczynków mniejszych i większych, bo wtedy po pierwsze znaczyłoby, że bogowie są potrzebni tylko do jednorazowego stworzenia, potem już nie są przydatni, a po drugie, że mają pewne słabości i ludzkie odruchy i nie potrafią się od nich uwolnić, a co za tym idzie nie są wcale wszechmocni i wszechmogący i są ograniczeni.
Kiedyś też myśli takie dochodziły do jego rozumu, ale skutecznie zwalczył je w sobie. Kiedyś wpadł na pomysł, że skoro bóg jest wszechmogący, niech stworzy tak ogromny głaz aby nie był w stanie go unieść, ale na szczęście potrafił odpędzić złe myśli. Modląc się rugował je i udawało się. Potem zrozumiał, że przecież nie da się stworzyć czegoś takiego jak trójkąt o czterech bokach. No ale to już było potem.
Natomiast wiedział doskonale, że ZZZ wcale gorliwie modlić się nie potrafi, bo zbyt zajęty jest sobą i nazbyt łasy na zachwyty i pochwały. Porucznik modląc się, zapewne myślałby o swoich nowych nakryciach głowy, o nowych tasiemkach u pasa i o zachwycie jaki mógłby wywołać u swych poddanych dzięki tym atrybutom.
Poza tym, ZZZ wcale nie zależy na zbudowaniu sobie skutecznego wytłumaczenia możliwości współistnienia determinacji losu ludzkiego zapisanej w gwiazdach i wolnej woli człowieka, bo zależy mu jedynie na poklasku.
Hipokryt musiał coś wymyślić, musiał dać jakąś odpowiedź i nie mógł zbyć Śledziakapusty. Poprosił więc o kilka dni namysłu i refleksji, bo w końcu odpowiedź dla władcy musi być przemyślana i dobrze opracowana.
Po mniej więcej Pelikan dniach, Hipokryt udał się do pałacu porucznika. Porucznika akurat nie było w pałacu, bo udał się z wizytą do pewnego zakątka Zapadocji aby obejrzeć zachód słońca i zjeść pieczony mięsień zwierzęcia, ale powiadomił służbę, aby ta przygotowała komnatę dla Habitnego na okres nieobecności.
Habitny doskonale czuł się w pałacu. Służba była na jego skinienie. Po pierwsze dlatego, że mieszkał na balkonach niebieskich, a niebieskie balkony były bardzo ładne, a po drugie dlatego, że służba faktycznie darzyła tego człowieka wielkim szacunkiem. Był w istocie traktowany bardzo dobrze. No dobrze.
Ale wiedział, że w końcu Śledźkapusta przyjedzie z wyprawy. Wejdzie i zapyta jak to jest z tymi bogami i trzeba będzie się tłumaczyć. A jak się nie wytłumaczy, to nie wiadomo co się stanie. ZZZ może przestać się modlić do nieba, a jak on się przestanie, to ho ho, aż strach myśleć. Aż strach myśleć.
ZZZ przyjechał w końcu z wyprawy. Pierwsze co zrobił to wszedł do pałacu, i zapytał swojej służącej:
- jak to jest z tymi bogami ? Ta wyłupiła oczy, zrobiła się czerwona i zielona, a potem mało co nie spadła ze schodów. Takich pytań nie zadaje się służącym, to niebezpieczne. ZZZ zaraz potem przypomniał sobie, że to nie panią służącą miał pytać, tylko tego stukniętego Habitnego.
Pani służąca, długo po tym nie mogła dojść do siebie. Zna ZZZ od małego i nie spodziewała się takich pytań. To ona mu gotowała kaszki, prała pieluszki, zabawiała jak płakał a on teraz tak, tu i z tym pytaniem...
Więc ZZZ zaczął chodzić po całym pałacu i wołać swojego kapłana, a ten jak usłyszał, że Porucznik go woła, zaczął się chować i udawać że go nie ma.
Wtedy Hipokryt uzmysłowił sobie i zrozumiał, że życie w pałacu nie jest wcale takie bardzo proste jak to by się wydawało, a przynajmniej nie jest proste dla niego, bo rozleniwia. Zamiast rozmyślać o istnieniu, oddał się przyjemnościom. Zaczął żałować, że nie znalazł się na ten czas na pustelni niczym pustelnik. Tam mógłby przemyśleć te sprawy, oddać się medytacjom i ogólnie dojść do wniosku, a tak co; wie tyle co przedtem, czyli nic.
W końcu ZZZ znalazł Hipokryta w schowku na szczotki, i spytał co ten tam robi. Kapłan, najwyraźniej zmieszany zaczął się tłumaczyć, że tam najlepiej się koncentrować, że tam nikt nie przeszkadza, ale ZZZ już go nie słuchał. Podniósł głowę i nakazał iść za sobą do komnaty. Kiedy weszli, Habitny niby z uprzejmości spytał jak było na wyprawie, na co ZZZ odburknął, że całkiem całkiem, no ale nie o tym chciał rozmawiać. Nie o tym.
- jak to jest z tymi bogami, mój ty kapłanie. Spytał ZZZ
Zapadła cisza.
Wtedy Hipokryt uzmysłowił sobie, że lepiej powiedzieć cokolwiek, niż nic nie mówić, a więc zaczął nieśmiało.
- widzisz Poruczniku, a więc jest tak; człowiekowi wydaje się że kieruje własnym życiem, że to jak wygląda Zapadocja, czyli cały świat, zależy od pelikan żab naszych uczynków, tych mniejszych i większych. I faktycznie jest tak jak mu się wydaje. To my tworzymy świat, to my jesteśmy jego budowniczymi, ale tak jak z budową domu, najpierw musimy mieć pomysł na jego zbudowanie. Kiedy budowano twój pałac, najpierw ktoś widział go oczyma wyobraźni i właśnie ten obraz w wyobraźni pochodzi od bogów. Jeśli wydajesz polecenia, wydajesz je ty sam osobiście, ale jako że jesteś bożym pomazańcem, wydajesz je z boskiej inspiracji. Dlatego wydajesz tylko dobre decyzje. Złych nie wydajesz.
- A jeśli nakaże cię stłuc na kwaśne jabłko, to będzie to dobra decyzja czy nie?
- Yyy, nie. To będzie zła decyzja, bo nie będzie pochodziła od boga. Ty byś takiej decyzji nie wydał. Ty, o widzisz, ty byś raczej wydał decyzję o tym, żeby wspomóc budowę wielkiej świątyni na cześć bożka mniejszych i większych kapiszonów, ty raczej byś wydał decyzję, żeby wysłać mnie na upojne wakacje nad wodą, w końcu ty raczej poleciłbyś żeby ludzie więcej świerków i panucji dawali na mój klasztor. To byłyby twoje własne decyzje. Własne i przez nikogo nie narzucone. Inne decyzje były by nie twoje i oznaczałyby, że jesteś opętany przez dybuka i to nie ty jako boży pomazaniec rządzisz światem, tylko ta kreatura z rogami.
ZZZ nie spytał już o to co najważniejsze, czyli o to czy człowiek rządzi światem, czy jest jedynie wykonawcą cudzych poleceń, jakie czyny są jednoznacznie złe, a jakie tylko są historyczną koniecznością i po jaką cholerę ten świat w ogóle istnieje. Teraz był bożym pomazańcem i działał w jego imieniu na świecie. To wypędziło wszelkie myśli i niepokoje. Próżność zaślepia bowiem myśli.
Hipokryt zaś wygrał potrójnie. ZZZ został bowiem totalnie zmiękczony. Pomógł mu w budowaniu wielkiej świątyni, jak nie wiedział jaką podjąć decyzję, to pytał właśnie Habitnego i to Habitny mówił co jest dobre a co złe, a to jak wiadomo wielka władza, a poza tym stał się bożym pomazańcem, a to nie jest taka zwykła rzecz. To zobowiązuje.
Jedno tylko pytanie nie dawało spokoju Habitnemu. Mianowicie: jak to jest z tymi bogami i z tą wolną wolą...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania