O Cainie i Ablu

Krew mojego brata nie krzyczy z ziemi, ona we mnie milczy.

Zostawiłem go tam, gdzie cień kładł się najdłużej,

wśród pękniętych kłosów i zimnego dymu,

który z jego ołtarza uniósł się tak lekko,

a mój powalił twarzą w brudny piach.

Teraz moje dłonie pachną Jego życiem,

nie zmyje tego żadna rzeka, żaden deszcz,

choćbym skórę zdzierał do białych kości.

Abel miał Twoje spojrzenie, Ojcze,

kiedy gasły mu oczy, pytał mnie o drogę domową,

jakby zapomniał, że to ja trzymam kamień.

Jestem przeklęty przez ziemię, która otworzyła usta,

by pić ciepły strumień z rozciętego gardła.

Będę szedł, ale nigdzie nie znajdę domu,

każde drzewo będzie miało jego kształt,

każdy wiatr będzie szeptem: „Kainie, gdzie on jest?”.

Najbardziej boli to, że nie czuję nienawiści.

Zabiłem go z miłości do Twojego milczenia,

a teraz to milczenie rozrywa mi piersi.

Zostawiłeś mi znamię, żeby nikt mnie nie zabił,

żebym musiał żyć i pamiętać,

 

jak bardzo był miękki pod moim ciężarem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Aeliora godzinę temu

    Cain zapraszam do komentarzy pod moim wierszem!🥹☀️🫶🍀Mam nadzieję,ze chociaż raz dotkniesz obraz męstwa ,….

  • Cain godzinę temu

    Ciekawa interpretacja. Fajnie że przekształcilaś emocje w tekst

  • Lumi

    Smutne🥹 ,,gdybym miała spojrzeć przez pryzmat to ,nie dobrze chyba szukać przed Ojcem wiatru w polu,,że pod jego spojrzeniem tak się tułam bezkresem siebie 😭

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania