"Francuski dziennik „Le Monde” oraz brytyjski „The Sun” opublikowały artykuły, w których nazwały Karola Nawrockiego „chuliganem” w kontekście jego przeszłości jako kibica i uczestnika ustawek piłkarskich"
Rozsławił ciemnego luda nad Sekwaną i Tamizą. Prawactwo nie tylko wyło ale i lało sukcesem osiłka niskich lotów. Gościu natomiast olał dekalog i na kocią łapę wybzykał dzieciaka nabożnej dzieciatej z kimś jeno nie osiłkiem bękarta drugiego
Małe sprostowanie, pani Agatko - jeśli chodzi o wyborców, to nie połowa uwierzyła, że byle popychadło może być prezydentem kraju, tylko PRAWIE połowa. I przez dwie godziny nawet świętowali triumf, ale potem przyszło gwałtowne zderzenie z rzeczywistością.
Agata Passent jest ateistką. Święta Bożego Narodzenia widzi tak: ,,Mam straszne wizje recyklingowo-śmieciowe związane z tymi świętami. Co się stanie z milionami pudeł po zabawkach, z truchłami choinek, z potłuczonymi bombkami, niezjedzonymi opłatkami – gdzie to wszystko wyląduje?"
Jednocześnie ateistka Aguśka jest oficjalnie, uwaga... członkinią Ży...skiej Gminy Wyznaniowej.
,,Ubój rytualny w Polsce jest w pełni legalny i prowadzony na skalę przemysłową. Zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 10 grudnia 2014 roku, zakaz uboju bez ogłuszenia na potrzeby religijne (rytuał koszerny i halal) uznano za niekonstytucyjny ze względu na naruszenie wolności religijnej." Kolejny cytat: ,,Choć polska ustawa o ochronie zwierząt nakazuje ogłuszanie przed ubojem, przepisy unijne i rozporządzenia wykonawcze pozwalają na wyjątki dla ubojów związanych z kultem religijnym (judaizm i islam). Zwierzęta są pozbawiane przytomności dopiero po poderżnięciu gardła." A tu wyciąg z ustawy: ,,W celu realizacji prawa do sprawowania obrzędów i czynności rytualnych związanych z kultem religijnym, gminy ży...skie dbają o zaopatrzenie w koszerną żywność, o stołówki i łaźnie rytualne oraz o ubój rytualny."
Ja może się nie znam na biologii, może ja jakiś głupi jestem, ale gdybyście mnie zapytali o zdanie, to zgadywałbym, że torturowanie zwierząt w celach rytualnych, jest ciut, odrobinkę, ociupinkę bardziej niepokojącym problemem, niż kwestia utylizacji ,,truchła choinki", albo ,,niezjedzonych opłatków" (Agata, jak wiadomo, zjada zawsze i wszystko, nawet okruszka nie zostawi, ba, prawdopodobnie nawet opakowania i butelki zżera żeby się nic nie marnowało, i żeby nie zaśmiecać planety - a przynajmniej powinna, skoro tak się troszczy o niezjedzone opłatki wigilijne...).
W każdym razie dla mnie widok krowy tryskającej krwią, zarżniętej bez ogłuszenia jej, byłby ociupinkę bardziej wstrząsający i przygnębiający niż widok zwiędłej choinki. No ale to tylko ja, ja to zawsze pod prąd płynę, wy to pewnie widzicie inaczej... prawda? Agata Passent najwyraźniej tak, skoro biadoli na święta katolickie, a nie śmierdzi jej członkostwo w grupie wyznaniowej, dla której ubój rytualny to normalka.
Jej tata to słynny Daniel Passent - a właściwie Passenstein. Na mnie nie patrzcie - to nie ja, to oficjalna wiedza encyklopedyczna. Oboje jego rodzice byli Ż. Passent przyznaje, że gdy był dzieckiem, w czasie wojny życie ratowali mu Polacy - zawsze warto w tej sytuacji przypomnieć, że w razie wpadki kara była za to jedna: niemiecka kula w łeb. Opisywane jest to zaś w taki sposób, jakby to był jakiś obowiązek albo czysta formalność.
Passent dodaje: ,,Niestety, moi rodzice nie ocaleli. Przeżyli do roku 1944, ostatnio ukrywając się pod Warszawą. Pewnego dnia zostali rozpoznani i zdradzeni w czasie jazdy kolejką na linii otwockiej, wyprowadzeni z wagonu. Nazwisk tych, którzy wyprowadzili moich rodziców (według Płońskiego było ich dwóch), nie usiłowałem ustalić, nigdy ich nie poznałem. W takich okolicznościach ludzie się nie przedstawiali ani nie wręczali swoim ofiarom wizytówek. Dowodów brak, jedyny i ostatni świadek – Tadeusz Płoński – nie żyje. Nie mogę powiedzieć nic więcej, poza tym, że mnie ocalili Polacy i Żydzi, a moich rodziców zdradzili Polacy. Jedni i drudzy byli obywatelami państwa polskiego."
Mam z takim postawieniem sprawy duży dylemat. Po pierwsze: nie mam obowiązku wierzyć, że ta historia wydarzyła się naprawdę - może tak było, a może nie. Może ktoś konfabuluje. Może po prostu niemiecki patrol ich zgarnął, a ktoś dorobił do tego antypolską legendę, żeby mieć czym szczuć na Polaków i zmuszać ich do wstydu. Jest to ustny przekaz, wersja wydarzeń, więc uważam, że na oficjalnym biogramie Passenta w wikipedii tak to powinno być sformułowane: jako opinia na podstawie felietonu Passenta, a nie jako jakiś oficjalnie potwierdzony fakt. Inna sprawa, że nie wiemy nawet, czy ci, którzy rzekomo zdradzili jego rodziców, w ogóle byli Polakami. Sam przecież przyznaje, że NIC o tych ludziach nie wiemy, że cała sytuacja jest owiana jedną wielką mgłą, z której pewne jest tylko to, że nigdy więcej nie zobaczył rodziców - ale o sprawcach nie wiemy kompletnie NIC, nie wiemy nawet kim byli. Nie przeszkodziło mu to jednak w grzaniu narracji, że: ,,moich rodziców zdradzili Polacy".
Zawsze też w takich sytuacjach przemilcza się inny bardzo ważny wątek - nawet jeśli założymy, że ta historia nie jest wyssana z palca albo grubo zmitologizowana na potrzeby propagandowe, nawet jeśli uznamy że faktycznie jacyś Polacy wydali jego rodziców, to: nie znamy motywu. Czysta nienawiść rasowa i klasyczny antysemityzm? Jeśli tak, to są zwykłymi konfidentami, szmatami i szmalcownikami, i wieczna hańba dla takich kreatur. Ale co jeśli motywy były zupełnie inne?
Oczywiście, że to z mojej strony gdybanie, ale wiecie w czym sęk? Że moje gdybanie nie jest ani lepsze, ani gorsze, niż gdybanie Passenta, Grossa albo Michnika. W kultowym serialu ,,Breaking Bad" padają słowa: ,,Ja już cię nie poznaję, ja już nawet nie wiem kim ty w ogóle jesteś..." ,,Jeśli to prawda... jeśli nie wiesz, kim jestem... to może najlepiej byłoby, gdybyś stąpał ostrożnie". I taka sama zasada powinna być stosowana w dywagacjach historycznych. Jeśli nie wiemy kto, dlaczego i w jakich okolicznościach wydał ludzi w ramiona oprawców (przy założeniu, że w ogóle tak było...), powinno się zachować przynajmniej pozory ostrożności. Tymczasem w kwestii polskich win i grzechów, znane w świetle prawa pojęcie domniemania niewinności, magicznie zmienia się w: domniemanie winy, propagandowy wyrok i wieczną hańbę.
Co usprawiedliwia wydanie Niemcom ludzi, którzy w wyniku tego zginęli? Nic. Natomiast nasza rzeczywistość nie ma nic wspólnego z tamtą wojenną, gdzie ludzie co chwilę tracili swoich najbliższych, gdzie były zbrodnie, podłość i zdrady. I wbrew dominującej propagandzie - to nie tylko Polacy zdradzali Ż. W drugą stronę to również działało bardzo silnie, o czym świadczą relacje dotyczące choćby działań NKWD. Polacy poczuli się najbardziej zdradzeni widząc, jak tłumy ży....skie wiwatują na cześć Sowietów dokonujących inwazji na Polskę. To była matka wszystkich zdrad. Czy to usprawiedliwia wydawanie ich Niemcom? Absolutnie nie. Ale to pokazuje, że historia wcale nie była taka zerojedynkowa, jak przedstawiają to dziś lewackie media ze świata michnikowszczyzny.
Nie wiemy czy rodzice Passenta witali kwiatami sowieckie czołgi miażdżące polską niepodległość - może wcale nie. Może ktoś na nich doniósł, w wyniku pomyłki? A może ktoś doznał jakiejś prywatnej podłości z ich strony, i dlatego dokonał zemsty? Dalej nie stanowi to usprawiedliwienia, ale skłania do zastanowienia się nad złożonością tamtych czasów. Ludzie działali w emocjach, w gniewie, w wiecznej wojennej traumie. Zwyczajnie nie wiemy jak to wtedy było, więc irytująca i niebezpieczna jest maniera narzucająca od razu narrację o polskiej winie - nawet tam, gdzie nie ma na to pół dowodu. Dziś wolno relatywizować wszystko: zbrodnie komunistów, banderowskie ludobójstwo na Wołyniu, zbrodnie Izraela na Palestyńczykach - i tylko oskarżenia wobec Polaków nie podlegają apelacji, są ostateczne i nieodwołalne. Nigdy się na taką faryzejską obłudę nie zgodzę, i was również do takiej niezgody namawiam.
A czy Polacy widzący w czasie wojny w Ży...ach komunistów i zdrajców, mieli chorą obsesję, wynikającą z antysemickiego zaślepienia? Cóż... jest pewien człowiek, który swoim życiem poddaje taką teorię w wątpliwość. Nazywał się...
Daniel Passenstein.
Człowiek, który pisał o tym jak to źli Polacy skrzywdzili jego rodziców - sam krzywdził Polskę, wyjątkowo aktywnie i obleśnie. Najpierw w komuszej młodzieżówce ,,Sztandar Młodych", potem od 1958 w organie prasowym komunistycznej partii PZPR: ,,Polityce". Działał tam aż do śmierci, przez całe dekady. To właśnie tam ten żałosny komunistyczny propagandysta ,,wielokrotnie bronił na łamach tygodnika decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego i polityki ówczesnych władz (na wniosek Jerzego Urbana nie został w tym okresie poddany weryfikacji)".
Wirtualna Polska: ,,Dziennikarz Daniel Passent współpracował z SB, przekazywał funkcjonariuszom wywiadu i kontrwywiadu PRL informacje na temat cudzoziemców - wynika z dokumentów, jakie IPN udostępnił dziennikarzom programu "Misja Specjalna" w TVP1. W aktach jest także zapis, że Passent wziął pieniądze na wydatki operacyjne. Początkowo został zarejestrowany przez SB jako kontakt poufny o pseudonimie "Daniel". Później używał również pseudonim "John". Z dokumentów wynika, że został pozyskany w 1961 roku na podstawie dobrowolności. W aktach zachowały się dokumenty własnoręcznie podpisane przez Passenta, a także spisane przez niego informacje. Przekazywał on funkcjonariuszom SB, między innymi, informacje dotyczące dyplomatów USA. Zachowały się opinie, że "informuje chętnie, wartość jego informacji jest duża". Z dokumentów IPN wynika, że kontakt poufny o pseudonimie "John" został przekwalifikowany na TW w 1964 roku. Po tym, jak "John" poinformował, że nie utrzymuje już kontaktów z ambasadą USA, SB "zadaniowała" go do nawiązania kontaktów z dyplomatami francuskimi lub brytyjskimi. Daniel Passent nie przyjął zaproszenia do udziału w programie, gdyż jak napisał w przesłanym oświadczeniu, "nie zamierza przykładać ręki do dzikiej lustracji medialnej".
Teraz rozumiecie, dlaczego nie wierzę na słowo w jego historię o losie jego rodziców...? Takim kreaturom NIGDY nie wolno wierzyć na słowo.
Zachował się też jego włazidupczy list do Kiszczaka, czerwonego dyktatora trzymającego polską wolność pod butem z Moskwy. 10 dni po zamordowaniu księdza Popiełuszki przez ludzi Kiszczaka, Passenstein pisał do niego list zapewniający o lojalności.
Zdaje się, Agato Passent (chyba że wolisz formę: Passenstein?), że coś wspominałaś o...
popychadle?
Twój ojciec był najgorszym, obrzydliwym popychadłem komuny.
Komentarze (7)
No tak, po Pisie będzie główną siłą wspieraną przez kryminalistów i kiboli. Niestety wielu młodym wyborcom pasuje taki ktoś.
"Poodobni wybierają podobnych sobiie" - jak ktoś skomentował. To często prawda "to nasz człowiek"...
Niech zgadnę, dopala się snusami, choć Jezu w dekalogu zakazał i jeszcze za cudzołustwo pogroził rogami?
Ojojoj... słychać wycie? Znakomicie... xD
https://www.facebook.com/reel/3594312547393298
"Francuski dziennik „Le Monde” oraz brytyjski „The Sun” opublikowały artykuły, w których nazwały Karola Nawrockiego „chuliganem” w kontekście jego przeszłości jako kibica i uczestnika ustawek piłkarskich"
Rozsławił ciemnego luda nad Sekwaną i Tamizą. Prawactwo nie tylko wyło ale i lało sukcesem osiłka niskich lotów. Gościu natomiast olał dekalog i na kocią łapę wybzykał dzieciaka nabożnej dzieciatej z kimś jeno nie osiłkiem bękarta drugiego
Małe sprostowanie, pani Agatko - jeśli chodzi o wyborców, to nie połowa uwierzyła, że byle popychadło może być prezydentem kraju, tylko PRAWIE połowa. I przez dwie godziny nawet świętowali triumf, ale potem przyszło gwałtowne zderzenie z rzeczywistością.
Agata Passent jest ateistką. Święta Bożego Narodzenia widzi tak: ,,Mam straszne wizje recyklingowo-śmieciowe związane z tymi świętami. Co się stanie z milionami pudeł po zabawkach, z truchłami choinek, z potłuczonymi bombkami, niezjedzonymi opłatkami – gdzie to wszystko wyląduje?"
Jednocześnie ateistka Aguśka jest oficjalnie, uwaga... członkinią Ży...skiej Gminy Wyznaniowej.
,,Ubój rytualny w Polsce jest w pełni legalny i prowadzony na skalę przemysłową. Zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 10 grudnia 2014 roku, zakaz uboju bez ogłuszenia na potrzeby religijne (rytuał koszerny i halal) uznano za niekonstytucyjny ze względu na naruszenie wolności religijnej." Kolejny cytat: ,,Choć polska ustawa o ochronie zwierząt nakazuje ogłuszanie przed ubojem, przepisy unijne i rozporządzenia wykonawcze pozwalają na wyjątki dla ubojów związanych z kultem religijnym (judaizm i islam). Zwierzęta są pozbawiane przytomności dopiero po poderżnięciu gardła." A tu wyciąg z ustawy: ,,W celu realizacji prawa do sprawowania obrzędów i czynności rytualnych związanych z kultem religijnym, gminy ży...skie dbają o zaopatrzenie w koszerną żywność, o stołówki i łaźnie rytualne oraz o ubój rytualny."
Ja może się nie znam na biologii, może ja jakiś głupi jestem, ale gdybyście mnie zapytali o zdanie, to zgadywałbym, że torturowanie zwierząt w celach rytualnych, jest ciut, odrobinkę, ociupinkę bardziej niepokojącym problemem, niż kwestia utylizacji ,,truchła choinki", albo ,,niezjedzonych opłatków" (Agata, jak wiadomo, zjada zawsze i wszystko, nawet okruszka nie zostawi, ba, prawdopodobnie nawet opakowania i butelki zżera żeby się nic nie marnowało, i żeby nie zaśmiecać planety - a przynajmniej powinna, skoro tak się troszczy o niezjedzone opłatki wigilijne...).
W każdym razie dla mnie widok krowy tryskającej krwią, zarżniętej bez ogłuszenia jej, byłby ociupinkę bardziej wstrząsający i przygnębiający niż widok zwiędłej choinki. No ale to tylko ja, ja to zawsze pod prąd płynę, wy to pewnie widzicie inaczej... prawda? Agata Passent najwyraźniej tak, skoro biadoli na święta katolickie, a nie śmierdzi jej członkostwo w grupie wyznaniowej, dla której ubój rytualny to normalka.
Jej tata to słynny Daniel Passent - a właściwie Passenstein. Na mnie nie patrzcie - to nie ja, to oficjalna wiedza encyklopedyczna. Oboje jego rodzice byli Ż. Passent przyznaje, że gdy był dzieckiem, w czasie wojny życie ratowali mu Polacy - zawsze warto w tej sytuacji przypomnieć, że w razie wpadki kara była za to jedna: niemiecka kula w łeb. Opisywane jest to zaś w taki sposób, jakby to był jakiś obowiązek albo czysta formalność.
Passent dodaje: ,,Niestety, moi rodzice nie ocaleli. Przeżyli do roku 1944, ostatnio ukrywając się pod Warszawą. Pewnego dnia zostali rozpoznani i zdradzeni w czasie jazdy kolejką na linii otwockiej, wyprowadzeni z wagonu. Nazwisk tych, którzy wyprowadzili moich rodziców (według Płońskiego było ich dwóch), nie usiłowałem ustalić, nigdy ich nie poznałem. W takich okolicznościach ludzie się nie przedstawiali ani nie wręczali swoim ofiarom wizytówek. Dowodów brak, jedyny i ostatni świadek – Tadeusz Płoński – nie żyje. Nie mogę powiedzieć nic więcej, poza tym, że mnie ocalili Polacy i Żydzi, a moich rodziców zdradzili Polacy. Jedni i drudzy byli obywatelami państwa polskiego."
Mam z takim postawieniem sprawy duży dylemat. Po pierwsze: nie mam obowiązku wierzyć, że ta historia wydarzyła się naprawdę - może tak było, a może nie. Może ktoś konfabuluje. Może po prostu niemiecki patrol ich zgarnął, a ktoś dorobił do tego antypolską legendę, żeby mieć czym szczuć na Polaków i zmuszać ich do wstydu. Jest to ustny przekaz, wersja wydarzeń, więc uważam, że na oficjalnym biogramie Passenta w wikipedii tak to powinno być sformułowane: jako opinia na podstawie felietonu Passenta, a nie jako jakiś oficjalnie potwierdzony fakt. Inna sprawa, że nie wiemy nawet, czy ci, którzy rzekomo zdradzili jego rodziców, w ogóle byli Polakami. Sam przecież przyznaje, że NIC o tych ludziach nie wiemy, że cała sytuacja jest owiana jedną wielką mgłą, z której pewne jest tylko to, że nigdy więcej nie zobaczył rodziców - ale o sprawcach nie wiemy kompletnie NIC, nie wiemy nawet kim byli. Nie przeszkodziło mu to jednak w grzaniu narracji, że: ,,moich rodziców zdradzili Polacy".
Zawsze też w takich sytuacjach przemilcza się inny bardzo ważny wątek - nawet jeśli założymy, że ta historia nie jest wyssana z palca albo grubo zmitologizowana na potrzeby propagandowe, nawet jeśli uznamy że faktycznie jacyś Polacy wydali jego rodziców, to: nie znamy motywu. Czysta nienawiść rasowa i klasyczny antysemityzm? Jeśli tak, to są zwykłymi konfidentami, szmatami i szmalcownikami, i wieczna hańba dla takich kreatur. Ale co jeśli motywy były zupełnie inne?
Oczywiście, że to z mojej strony gdybanie, ale wiecie w czym sęk? Że moje gdybanie nie jest ani lepsze, ani gorsze, niż gdybanie Passenta, Grossa albo Michnika. W kultowym serialu ,,Breaking Bad" padają słowa: ,,Ja już cię nie poznaję, ja już nawet nie wiem kim ty w ogóle jesteś..." ,,Jeśli to prawda... jeśli nie wiesz, kim jestem... to może najlepiej byłoby, gdybyś stąpał ostrożnie". I taka sama zasada powinna być stosowana w dywagacjach historycznych. Jeśli nie wiemy kto, dlaczego i w jakich okolicznościach wydał ludzi w ramiona oprawców (przy założeniu, że w ogóle tak było...), powinno się zachować przynajmniej pozory ostrożności. Tymczasem w kwestii polskich win i grzechów, znane w świetle prawa pojęcie domniemania niewinności, magicznie zmienia się w: domniemanie winy, propagandowy wyrok i wieczną hańbę.
Co usprawiedliwia wydanie Niemcom ludzi, którzy w wyniku tego zginęli? Nic. Natomiast nasza rzeczywistość nie ma nic wspólnego z tamtą wojenną, gdzie ludzie co chwilę tracili swoich najbliższych, gdzie były zbrodnie, podłość i zdrady. I wbrew dominującej propagandzie - to nie tylko Polacy zdradzali Ż. W drugą stronę to również działało bardzo silnie, o czym świadczą relacje dotyczące choćby działań NKWD. Polacy poczuli się najbardziej zdradzeni widząc, jak tłumy ży....skie wiwatują na cześć Sowietów dokonujących inwazji na Polskę. To była matka wszystkich zdrad. Czy to usprawiedliwia wydawanie ich Niemcom? Absolutnie nie. Ale to pokazuje, że historia wcale nie była taka zerojedynkowa, jak przedstawiają to dziś lewackie media ze świata michnikowszczyzny.
Nie wiemy czy rodzice Passenta witali kwiatami sowieckie czołgi miażdżące polską niepodległość - może wcale nie. Może ktoś na nich doniósł, w wyniku pomyłki? A może ktoś doznał jakiejś prywatnej podłości z ich strony, i dlatego dokonał zemsty? Dalej nie stanowi to usprawiedliwienia, ale skłania do zastanowienia się nad złożonością tamtych czasów. Ludzie działali w emocjach, w gniewie, w wiecznej wojennej traumie. Zwyczajnie nie wiemy jak to wtedy było, więc irytująca i niebezpieczna jest maniera narzucająca od razu narrację o polskiej winie - nawet tam, gdzie nie ma na to pół dowodu. Dziś wolno relatywizować wszystko: zbrodnie komunistów, banderowskie ludobójstwo na Wołyniu, zbrodnie Izraela na Palestyńczykach - i tylko oskarżenia wobec Polaków nie podlegają apelacji, są ostateczne i nieodwołalne. Nigdy się na taką faryzejską obłudę nie zgodzę, i was również do takiej niezgody namawiam.
A czy Polacy widzący w czasie wojny w Ży...ach komunistów i zdrajców, mieli chorą obsesję, wynikającą z antysemickiego zaślepienia? Cóż... jest pewien człowiek, który swoim życiem poddaje taką teorię w wątpliwość. Nazywał się...
Daniel Passenstein.
Człowiek, który pisał o tym jak to źli Polacy skrzywdzili jego rodziców - sam krzywdził Polskę, wyjątkowo aktywnie i obleśnie. Najpierw w komuszej młodzieżówce ,,Sztandar Młodych", potem od 1958 w organie prasowym komunistycznej partii PZPR: ,,Polityce". Działał tam aż do śmierci, przez całe dekady. To właśnie tam ten żałosny komunistyczny propagandysta ,,wielokrotnie bronił na łamach tygodnika decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego i polityki ówczesnych władz (na wniosek Jerzego Urbana nie został w tym okresie poddany weryfikacji)".
Wirtualna Polska: ,,Dziennikarz Daniel Passent współpracował z SB, przekazywał funkcjonariuszom wywiadu i kontrwywiadu PRL informacje na temat cudzoziemców - wynika z dokumentów, jakie IPN udostępnił dziennikarzom programu "Misja Specjalna" w TVP1. W aktach jest także zapis, że Passent wziął pieniądze na wydatki operacyjne. Początkowo został zarejestrowany przez SB jako kontakt poufny o pseudonimie "Daniel". Później używał również pseudonim "John". Z dokumentów wynika, że został pozyskany w 1961 roku na podstawie dobrowolności. W aktach zachowały się dokumenty własnoręcznie podpisane przez Passenta, a także spisane przez niego informacje. Przekazywał on funkcjonariuszom SB, między innymi, informacje dotyczące dyplomatów USA. Zachowały się opinie, że "informuje chętnie, wartość jego informacji jest duża". Z dokumentów IPN wynika, że kontakt poufny o pseudonimie "John" został przekwalifikowany na TW w 1964 roku. Po tym, jak "John" poinformował, że nie utrzymuje już kontaktów z ambasadą USA, SB "zadaniowała" go do nawiązania kontaktów z dyplomatami francuskimi lub brytyjskimi. Daniel Passent nie przyjął zaproszenia do udziału w programie, gdyż jak napisał w przesłanym oświadczeniu, "nie zamierza przykładać ręki do dzikiej lustracji medialnej".
Teraz rozumiecie, dlaczego nie wierzę na słowo w jego historię o losie jego rodziców...? Takim kreaturom NIGDY nie wolno wierzyć na słowo.
Zachował się też jego włazidupczy list do Kiszczaka, czerwonego dyktatora trzymającego polską wolność pod butem z Moskwy. 10 dni po zamordowaniu księdza Popiełuszki przez ludzi Kiszczaka, Passenstein pisał do niego list zapewniający o lojalności.
Zdaje się, Agato Passent (chyba że wolisz formę: Passenstein?), że coś wspominałaś o...
popychadle?
Twój ojciec był najgorszym, obrzydliwym popychadłem komuny.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania