O czym to ja chciałam...?
Przestałam lubić wizyty u kosmetyczek i fryzjerek, bo coraz gorzej znoszę ich paplaninę, która przypomina swoiste ptasie radio. Udaję, że słucham, ale tak naprawdę wyłączam się i zatapiam we własnych myślach. A mimo to w uszy wpadają dźwięki "tibi ti, pi ri pi pipi, a tu tu tu, o mimi mi tralalu..."
Najgorzej jest, gdy spomiędzy dźwiękotoku wyrwie się pytanie skierowane pod moim adresem i atakuje mnie nachalnie: "A pani co myśli o takich wąziutkich brwiach...?"
Noż, ku...! Ja wcale o nich nie myślę i myśleć nie zamierzam! Ale, no dobra, coś tam wyburczę, że "co kto lubi...". I wreszcie koniec zabiegu, sru na ulicę, pooddychać.
Od tych upiększaczek stanowczo wolę dentystów. Nie atakują pytaniami. Bo jak, gdy pacjentka z rozdziawioną buzią toczy ślinę. A jeśli już pytanie pada, to można bez żadnych oporów wymruczeć "mmmymmmyyślurp" i po sprawie.
Szczęśliwie mogę odhaczyć dzisiejszą kosmetyczkę, stomatolożkę...
A wy, dziewczyny, jak się dogadujecie z dentystą, fryzjerem, kosmetyczką, ginekologiem...? Ha?!
Komentarze (4)
- dużo tej trawy do koszenia
- prawie osiem arów
- u nas też trzeba kosić
- nie mam kurwa czasu
Dlatego chodzę od wielkiego dzwonu i jak na ścięcie :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania