o jeden dzień bliżej
stopom spuszczonym bezwiednie z łóżka
mylą się kierunki
czy jest sens czy nie trzeba wstać
tak mówią
nawet jeśli te trzy kroki do czajnika wydają się być maratonem
w oknie bielutkie firanki
szarzeją od spojrzeń wypranych matowych
co dzień wzrok wypala w nich dziurę żarliwie obserwując tą
samą chwiejną gałąź
patrzysz na palce dziwnie pogięte
plastelinowe ścięgna naznaczył czas
przygarbiony dzień jak zwykle podeprze się laską
ciężko dysząc oczekuje wieczora
cicho
ktoś pukał?
to sąsiad położył talerz zbyt głośno
szkoda
Komentarze (2)
Tytuł nasunął mi skojarzenia z pewną panią, która z wyboru, sama kilka, może kilkanaście lat przeprowadzała swoją matkę na drugą stronę. Ma dzieci, ale chce, pragnie odchodzić sama dzień po dniu, domyślam się, że a pełnią żalu do nikogo konkretnego, tylko do życia.
Końcówka odstaje od bardzo dobrego wiersza.
zbyt mocno i głośno położony talerz sąsiadów
nie puka do drzwi
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania