O kanapce, która zobaczyła świat

W ciemnościach plecaka, między książką a tenisówkami, leżała zapomniana kanapka.

 

Od trzech dni nic się nie wydarzyło — myśli sobie — nuda, monotonia. Ech... — westchnęła.

 

W tym momencie coś spadło na nią z impetem. Zrobiło dwa fikołki w przód, a potem wślizgnęło się w pobliską szczelinę; robiąc przy tym małą dziurkę, w szarym papierze śniadaniowym z napisem: Oliwia.

 

— Co to było?! — pomyślała przerażona.

 

Znowu zrobiło się cicho. Tylko tenisówki ocierały się o siebie w pozbawionym wdzięku tańcu. Zasnęła.

 

Ze snu wyrwało ją przeszywające ukłucie. Coś cienkiego, jakby drucik z małą kotwiczką, wsunęło się przez rozdarcie w papierze i zacumowało w środku kanapki.

 

— O litości! Co się... — w pół myśli pojawiła się wizja. Kanapce ukazał się tytuł sąsiadującej książki. — Jak to?! Ja widzę? Ja widzę! — prawie wykrzyczała.

 

Obraz zaczął się powoli obracać, mimo że ona nie ruszała się z miejsca. Po chwili zauważyła cienki kabelek wystający z jej boku; rozciągający się w górę, ku wylotowi plecaka. Następnie napis na papierze, w który była owinięta.

 

— O-li-w... Oliwia! — przeliterowała. To chyba moje imię... — pomyślała rozczulona.

 

Transmitujący obraz stwór wystrzelił w górę. Pospiesznie wyminął tenisówki, dwa zeszyty, wypisany długopis... I w mgnieniu oka przecisnął się przez otwór na górze torby.

Kanapce mignęła tapeta w krasnoludki, a później lustro, oklejone zdjęciami z polaroidu. Mknąc, wychwyciła rozmyte odbicie pędzącego dziwadła.

 

— Czy to mi się śni? To coś przypominało klatkę na kółkach. Z… — zawahała się — …z okiem w środku — dokończyła.

 

Niezwykła postać, płączona z kanapką długim przewodem, ominęła malinowe zasłony i skierowała się do lekko uchylonego okna. Wiosenne słońce zaślepiło ją na chwilę, a potem ujrzała taflę błękitnego nieba. Przed Oliwią otworzył się horyzont.

 

— Dokąd chcesz pójść? — zwrócił się do jej myśli Projektor.

 

— A jak daleko sięga ten kabelek? — wyszeptała kanapka.

 

Od tamtej pory emitował dla niej świat. Dniami przedzierał się przez źdźbła trawy, a ona, na dnie plecaka, udawała, że unika pająków. Wieczorową porą upajali się zachodami słońca, a potem do późna liczyli gwiazdy. W czasie postoju wyobrażali sobie, jak brzmi strumyk, który widzieli w oddali. Kabelek okazał się zbyt krótki, żeby tam pójść razem.

 

W siódmym dniu plecak wywrócił się do góry nogami. Gdy Oliwia ciężko leciała w kierunku podłogi, przewód z kotwicą wyrwał się z jej wnętrza. Projektor wystrzelił jak sprężyna i zniknął w zielonych krzewach za oknem. Połączenie zostało utracone. Znów zrobiło się ciemno.

 

W następnej minucie poczuła ścisk, ruch, a potem znowu upadek.

 

Wilgotno tu — zauważyła kanapka, rozbijając się o dno kosza pod zlewem kuchennym.

 

Leżała tam kilka dni, wsłuchując się w szumiący kran. Być może właśnie tak brzmi strumyk — rozmyślała.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania