O malarstwie i działaniu

Trochę mnie wkurwia malowanie. Może dlatego, że mam w sobie jeszcze jakieś takie, nieco szkolne, romantyczne wyobrażenie na temat samego procesu. Istotą tego wyobrażenia jest natchnienie, że nagle człowiek staje przed sztalugą, a obraz dzieje się sam. Z pisaniem mam podobnie, tylko w pisaniu to nie jest ani kwestia romantycznego wyobrażenia, ani natchnienia. W pisaniu jest ten wygodny element, że można sobie pozwolić na większą swobodę, również dlatego, że tekstu nie da się, ot, tak, po prostu zepsuć, a cały proces pracy nad tekstem posiada łatwą odwracalność przy poprawce, a nawet, jak coś nie wyjdzie, to nie wyjdzie. I teraz to się o tym mówi strumień świadomości i faktycznie, jeśli chodzi o pisanie, to jest to ciekawe dla mnie, bo czasem jest czymś, co mnie trochę oczyszcza z myśli, czasem tekst zaczyna własne życie, a ja za nim podążam, a czasem po prostu jestem bardzo skupiony, bo mam albo konkretną myśl do przedstawienia lub konkretne przeżycie do wyrażenia i wtedy potrzeba: mocnego skupienia na przeżyciu i uważności, by wiedzieć, kiedy słowo koresponduje z przeżyciem, kiedy słowo zaczyna od przeżycia uciekać w imaginację celem złagodzenia lub odcięcia psychicznego doświadczenia. W przypadku myśli ważne jest przede wszystkim skupienie, ponieważ to w tym stanie można posługiwać się myśleniem analitycznym, obserwacją samej myśli i wyobraźnią, w której nie chodzi o ucieczkę, ale o stworzenie obrazowej przestrzeni, gdzie można myśl uchwycić, czy to poprzez konkretną sytuację, osobę, rzecz, czy scenerię. Z malarstwem to tak u mnie jednak nie jest. Bo każda próba takiego swobodnego malowania zamienia się w bezmyślność, efektem której obraz cofa się o kilka kroków. A w obrazie, nawet przy akrylu, pomyłka kosztuje czas, energię, powoduje frustrację, a jednocześnie często mam tak, że obraz jest na etapie zadowalającym i to jest moment, w którym szczególnie muszę się skupić na tym, co zrobić jako następne, ponieważ, jakbym na spontanie usiadł i zaczął maziać, to będzie to tylko mazianie, które zniweluje cały, dotychczasowy efekt.

 

Dlatego myślę o tym, że w przypadku malarstwa, istotne są dwa elementy: wyobrażenie psychicznego stanu malarskiego, który próbuję, bezskutecznie osiągnąć. Może nie do końca bezskutecznie - mogę ten stan osiągnąć, problemem jest jednak to, iż moje wewnętrzne przeżycie stanu malarskiego, chociaż przyjemne, nie przekłada się na realny efekt malarski. Chociaż mam przyjemność z malowania w sensie mieszania farby, nakładania jej na obraz i jest mi miło, jak to robię, to głównym celem wtedy staje się przyjemność z, jak się okazuje, niezobowiązującego procesu. Bo każde zobowiązanie względem procesu, którym jest określony efekt, niweluje stan malarski, a wymusza we mnie skupienie, analizę i intensywniejszą pracę intelektu nad tym, co robię, niż dążenie wyłącznie do subiektywnych, prywatnych doznań.

 

I znowu mogę uznać: potrzebuję więcej malarstwa na spontanie, celem tego, by się jeszcze bardziej, osobowo, rozmalować, ale mogę to robić wyłącznie na obrazach, które nie są nastawione na efekt i nie są próbą pracy nad zagadnieniem malarskim, ani badaniem tej materii lub (albo jednocześnie, przy innym obrazie) mogę rozwijać częściowo pewne kompetencje psychiczne, jak skupienie, analiza, cierpliwość, czy opanowanie i pewna powściągliwość, badając przy tym materię malarską, od barwy, relacji kolorów, ich natężenia, sposobu budowania bryły, bo integrację elementów na obrazie w jedność, ale pomijając moją chęć wejścia w stan malarski.

 

I dlatego, w pewnym sensie, myślę, że również malarstwo, jako rzemiosło i sztuka, to nie jest tylko i wyłącznie warsztat, i nie jest tylko i wyłącznie kwestia talentu i tak dalej. Myślę, że w ogóle każde działanie, nawet, jeśli potrzebna w nim jest pewna baza kompetencji, musi uwzględniać dwa typy kompetencji: te rzemieślnicze, czysto techniczne, ale też kompetencje bardziej miękkie, psychologiczne, jak chociażby umiejętność skupienia, nakierowania myśli na odpowiednie tory, czy obserwacji. Bo umiejętność obserwacji, na przykład kształtu, czy koloru, to kwestia skupienia, ale też częściowo jakaś tam predyspozycja biologiczna, jednak umiejętność odtworzenia tego koloru to również umiejętność techniczna, która wynika ze znajomości sposobu mieszania kolorów i tego, jaki efekt, przy użyciu jakich kolorów, z dodatkiem jakiej barwy dla przełamania sztuczności samego koloru to wszystko mieszać, by mieć taką zieleń, błękit, żółć i tak dalej, która by mnie interesowała. Dlatego rzemiosło nie rozwija się samo, ale rozwija też człowieka.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania