...o Marsjanach, o Chrostowskim i Terlikowskim...
Weźmy głęboki oddech i zanurzmy się w kosmiczną operetkę, gdzie ci dwaj piewcy ziemskiej wiary ruszają na podbój Marsjan – z efektem równie żałosnym, co próba sprzedania lodówki Eskimosom.
!!!
Marsjanie lądują, a Chrostowski z Terlikowskim ruszają na krucjatę
!!!
Wyobraźmy sobie scenę: jest cicha, mazowiecka noc, gwiazdy migoczą leniwie nad polami kapusty, gdy nagle niebo rozświetla blask obcego statku kosmicznego. Marsjanie, istoty o czułkach drgających z wyrafinowanym wdziękiem i oczach mieniących się jak kalejdoskop na sterydach, postanawiają wylądować nie w Nowym Jorku, nie w Tokio, ale – uwaga – pod plebanią księdza Waldemara Chrostowskiego. Czemu akurat tam? Może GPS im się zepsuł, a może uznali, że polska gościnność to idealny grunt pod badania antropologiczne nad Homo sapiens religiosus. Tak czy inaczej, los rzucił ich w ramiona dwóch samozwańczych apostołów XXI wieku.
Ksiądz Chrostowski, człowiek o spojrzeniu tak płomiennym, że mógłby rozpalić stos pod heretykiem bez użycia zapałek, od razu wyczuł w tym boski palec. „To znak! – wykrzyknął, unosząc ręce ku niebu. – Pan zesłał mi Marsjan, abym rozniósł Ewangelię aż po krańce wszechświata!” Naiwność? Fanatyzm? A może po prostu brak zajęcia na emeryturze? Kto wie. W każdym razie, uzbrojony w brewiarz, krzyż i święconą wodę, ruszył na spotkanie z przybyszami, jakby szedł nie na pogawędkę z kosmitami, a na średniowieczną dysputę z albigensami.
Obok niego kroczył Tomasz Terlikowski – publicystyczny bulterier katolicyzmu, którego pióro tnie jak brzytwa, a usta miotają słowa z prędkością karabinu maszynowego. Z miną człowieka, który wie wszystko lepiej niż reszta ludzkości (i pewnie sam Bóg), Terlikowski dołączył do misji, bo przecież jak można zmarnować taką okazję do nawrócenia istot, które – jego zdaniem – bez Chrystusa są tylko „pustymi skorupami dryfującymi w kosmicznej pustce”. Ach, ta poetycka egzaltacja! Szkoda, że Marsjanie nie mieli pojęcia, jak bardzo ich „puste skorupy” są obrażane.
!!
Teologiczne starcie: wiara kontra rozum
!!!
Marsjanie, grzeczni jak uczniowie na lekcji fizyki kwantowej, wysłuchali pierwszych salw ewangelizacyjnej ofensywy. Chrostowski, z gestykulacją godną kaznodziei z ambony, zaczął od podstaw: „Widzicie, drodzy Marsjanie, Bóg stworzył wszechświat w sześć dni, a siódmego odpoczął. Potem przysłał swego Syna, Jezusa Chrystusa, by zbawił ludzkość!” Jeden z Marsjan, o skórze lśniącej jak zorza polarna na speedzie, uniósł czułek i zapytał z uprzejmą drwiną: „Sześć dni? To urocze. Nasze modele kosmologiczne wskazują, że wszechświat powstał 13,8 miliarda lat temu w Wielkim Wybuchu. A ten wasz Jezus… to był humanoid czy sztuczna inteligencja?”
Chrostowski zbladł, ale nie dał za wygraną. „To kwestia wiary, nie fizyki! – odparł, machając Biblią jak tarczą. – Trójca Święta: Ojciec, Syn i Duch – jeden Bóg w trzech osobach!” Marsjanie zamrugali, ich oczy zalśniły odcieniami, które mogły oznaczać zarówno zdumienie, jak i chęć wywołania pogotowia psychiatrycznego. „Czyli czcicie coś w rodzaju kwantowej superpozycji? – rzucił kolejny Marsjanin, najwyraźniej rozbawiony. – U nas to się nazywa mechanika kwantowa, ale nie budujemy na tym kultu. Może powinniśmy?”
Terlikowski, nie mogąc znieść tej bezczelności, wtrącił się z furią: „Wy, Marsjanie, jesteście jak dzieci we mgle! Bez wiary wasze życie to jałowa pustynia, technologiczne zabawki bez duszy!” Marsjański dowódca, istota o posturze przywodzącej na myśl posąg z chromowanego tytanu, spojrzał na niego z politowaniem. „Dusza? – prychnął. – Porzuciliśmy ten kartezjański zabobon wieki temu. Nasza świadomość to emergentny efekt procesów neuronalnych wspartych nanotechnologią. Ale proszę, mówcie dalej – wasze bajki są lepsze niż holoprojekcje komediowe.”
!!
Egzorcyzmy, czyli Chrostowski w akcji
!!!
W tym momencie ksiądz Chrostowski, czując, że grunt usuwa mu się spod nóg, sięgnął po broń ostateczną – egzorcyzmy. „Może wy jesteście opętani! – wrzasnął, wyciągając krzyż jak rewolwerowiec w samo południe. – W imię Ojca i Syna, nakazuję wam, demony, opuścić te marsjańskie ciała!” Marsjanie, zamiast paść na kolana w drgawkach, zaczęli wydawać dźwięki przypominające śmiech – ich czułki wibrowały, a kolory na skórze mieniły się jak dyskotekowa kula. „Opętanie? – rzucił jeden z nich. – U nas zaburzenia psychiczne leczy się edycją genów, a nie krzykiem i machaniem kijami. Ale próbujcie dalej, to uroczo prymitywne.”
Terlikowski, widząc klęskę kolegi, postanowił ratować sytuację swoim intelektualnym sznytem. „Nie rozumiecie – grzmiał – że bez moralności chrześcijańskiej wasza cywilizacja to tylko zimna maszyneria! Skąd bierzecie dobro i zło?” Marsjański naukowiec, z czułkiem uniesionym w geście lekkiej pogardy, odparł: „Dobro i zło? Opracowaliśmy etykę opartą na teorii gier i optymalizacji społecznej. Wasze ‘nie zabijaj’ to u nas równanie z rachunku prawdopodobieństwa. Ale ładny ten wasz krzyż – dekoracyjny?”
!!
Finał: Marsjanie odlatują, a misjonarze zostają z niczym
!!!
Po godzinie tej teologicznej szamotaniny Marsjanie mieli dość. Ich statek rozbłysnął światłem, a dowódca rzucił na odchodne: „Dziękujemy za przedstawienie, Ziemianie. Wasza religijność to fascynujący relikt – coś jak rytuały godowe u pierwotnych gatunków. Może kiedyś wrócimy z ekipą dokumentalną.” I odlecieli, zostawiając Chrostowskiego i Terlikowskiego w tumanach kurzu i zgrzytaniu zębów.
Chrostowski, wciąż ściskając krzyż, mamrotał coś o „próbie wiary”, jakby Bóg specjalnie zesłał Marsjan, by sprawdzić jego cierpliwość. Terlikowski zaś, z twarzą czerwoną jak pomidor w pełni sezonu, już planował felieton o „duchowej ślepocie kosmitów”. Ostatecznie obaj zostali sami – dwaj rycerze katolicyzmu, pokonani nie przez miecz, ale przez zdrowy rozsądek i kilka wzorów matematycznych. Ich ewangelizacyjna krucjata zakończyła się fiaskiem, a Marsjanie, cóż, pewnie do dziś śmieją się przy swoich kwantowych drinkach, wspominając ziemskich kaznodziejów, którzy myśleli, że krzyżem i Biblią podbiją gwiazdy.
!
!
!
I tak oto, drodzy czytelnicy, kończy się ta historia – nie z hukiem, ale z cichym rechotem Marsjan i żałosnym westchnieniem dwóch ziemskich misjonarzy, którzy dowiedli, że nawet w kosmosie wiara może być równie skuteczna co łyżka do kopania tunelu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania