O nadętym...
W pewnej krainie tak zaistniało,
że na pisdęta głosów niemało
padło z tej strony, co w głowach siano
zamiast rozumu w niej posiadało.
I odtąd pisdęt – słoń w porcelanie,
tłucze, co może, myśląc: „Bezkarnie
mogę to robić. Dobre – wetować.
Mam immunitet, on mnie uchowa.
Z kary uwolnię, bez żadnej racji,
zwłaszcza kiboli; są z mojej nacji.
Mogli sędziowie, nim ich skazali,
pomyśleć, żem też lubił się walić”.
Tak były kibol, szczerząc zębiska,
nadęty w muskuł, rechotem pryska:
„Mam kancelistów. Choć łamię prawo,
moje wyczyny dobrem objawią”.
Długo to potrwa? Są ludzie zgodni:
„Wszystko do czasu. Jemu podobni
też byli pewni, w kilku krainach,
że sprawiedliwość ich się nie ima”.
Lecz, gdy historii tryby powoli
zmieliły kłamstwa… (choć zwłoka boli),
nadchodził czas i głos prawdy śpiewał:
„Sprawiedliwości owoc dojrzewa”.
Dziś w którym kraju? Jak zwą pisdęta?
Małe zagadki. Pewnik – dzień święta
i czas rozliczeń przyjdzie sądownie.
Znów nie od razu, lecz nieuchronnie.
Komentarze (3)
Tam gdzie obiecano ci otworzyć trzosa
Zobaczysz tylko czubek własnego nosa
Prawda nie ma tu żadnego znaczenia
Gdzie się okrągłą sumkę wymienia
Cóż to jest prawda, zapytał Piłat
I obecnie, pytać nad Wisłę przylazł.
No cóż, od jakiegoś czasu zapanowała moda na pewien rodzaj polityków. Ciekawe czy jak Trump znowu odwiedzi nasz kraj, to może ten nasz, pokaże mu szlachetną sztukę walki na sztachety, zapewne ten sport spodoba się Trumpowi, a ten zorganizuje galę w Białym Domu?
Ja tam pisałem bez personalizacji... ale jeśli kogoś , Lotosie, z satyriadą kojarzysz, to znaczy że opisane cechy są pasowne ;)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania