O porach roku i...

O pory roku – wciąż mnie pytają.

„Którą z nich lubisz?” – los obstawiają.

– No, powiedz wreszcie, nie milcz, się zwierzaj.

Duże pieniądze już w banku leżą.

 

– Czyście zdurnieli? Się zakładacie?

Mych preferencji jeszcze nie znacie?

– Przestań wstrzymywać. Mów lapidarnie.

Ktoś z naszej czwórki forsę dziś zgarnie.

 

– Zgoda. Warunek z mej strony padnie.

Będę bankierem. Kto wpisał trafnie,

to kasę z losów w całości zgarnie,

a jeśli nikt z was, ja ją przygarnę.

 

Piszę odpowiedź, w skrytkę ją wkładam.

Powoli wasze losy odsłaniam…

Wpierw lato… lato… i znowu lato.

Na losie czwartym jest… także lato.

 

Uwaga! Entree! Teraz… co lubię!

Mą preferencję ujawnię w tłumie:

„Ja zimę, wiosnę, lato i jesień

po równi kocham, lecz z zastrzeżeniem,

 

na termometrze wciąż plus trzydzieści

w każdej z pór roku musi się mieścić,

tak, jak w tropikach. Gorąc walorem.

…Kto z was więc trafił? Niestety, sorry,

 

w losach jest błędnie, wyłącznie lato.

Ja kasę zgarniam. Nauczka za to,

że nawet gdy ktoś raz trafi cudem…

wyjdą na swoje, (pozbawię złudzeń) –

 

inni. Sztuczkami rządzą na świecie.

O kim to mówię? Chyba już wiecie –

Polityk pozer, bankowiec w banku.

To jest, powtórzę, pewne jak w banku.

Średnia ocena: 2.5  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Sokrates 2 godz. temu
    Dobre spostrzeżenia ciekawie ujęte w słowa.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania