Astro-kajdany, czyli kiedy E.T. wystawia fakturę
W dawnych czasach, gdy gwiazdy wydawały się zaledwie iskrami marzeń, poznałem grupę entuzjastów – astronomów-amatorów, filozofów z kawiarnianych stolików i marzycieli o międzygalaktycznych mostach. Wierzyli święcie, że gdzieś tam, w bezkresnej tkaninie kosmosu, czają się bracia w rozumie: pokojowi mędrcy, gotowi podzielić się mądrością wszechświata. Wyobrażali sobie pierwsze spotkanie jako symfonię harmonii – wymianę idei, technologii, może nawet receptur na eliksir nieśmiertelności. "E.T. wróci do domu z podarkami", mawiali, śmiejąc się przy piwie, podczas gdy ich radioteleskopy skanowały niebo w poszukiwaniu szeptów z daleka.
I stało się. Pewnej bezchmurnej nocy, gdy Księżyc wisiał nisko jak lampa w opuszczonym teatrze, sygnał wreszcie nadszedł. Nie był to melodyjny świergot, lecz gromki ryk – flota statków, lśniących jak diamenty w słońcu, zstąpiła na Ziemię. Kosmici, o skórze jak rtęć i oczach, w których odbijały się tysiące gwiazd, obiecali postęp: lekarstwa na wszystkie choroby, energię z niczego, wiedzę o początkach wszechrzeczy. Ludzkość, zachwycona, otworzyła ramiona. Ale pod maską dobrodziejstwa kryła się żelazna pięść. W ciągu miesięcy kontynenty skolonizowali, oceany przemierzyli i przemianowali, a z ludzi uczynili cienie w swoim imperium – robotników w fabrykach marzeń, które produkowały tylko kajdany. "To dla waszego dobra", szeptali, podczas gdy ich algorytmy przejmowały umysły, a drony patrolowały sny.
Nim jednak zdążyliśmy się zbuntować, nadeszła druga fala. Jeszcze potężniejsza rasa, z planety oświetlonej tysiącem słońc, zaatakowała z furią burzy. Ich statki, wielkie jak góry, miażdżyły poprzedników w pył. Obiecywali sprawiedliwość: równość pod ich panowaniem, koniec wyzysku, nową erę braterstwa. Ale ich "sprawiedliwość" okazała się łańcuchem hierarchii – podzielili ludzkość na kasty, gdzie jedni żerowali na drugich, a oni sami siedzieli na szczycie piramidy, żądając hołdów w formie myśli i krwi. "Walka o pokój wymaga ofiar", głosili, budując świątynie swej chwały na ruinach naszych miast. Czyż nie przypominało to dawnych ziemskich imperiów, tych z koronami i sztandarami, co niosły "cywilizację" na ostrzach mieczy?
Wtedy przylecieli oni – istoty ostateczne, szczyt ewolucji wszechświata, Aszkenazyjczycy kosmosu. "Wybrańcy", jak się nazwali, o inteligencji tak ostrej, że kroiła rzeczywistość na plasterki. Nie potrzebowali armii; ich broń to słowa, obrazy, narracje splatane w sieć, która oplata umysły. W imię postępu krzewili kulturę: przejęli media, strumienie informacji, ekrany w każdym domu. Cenzurowali historie, które nie pasowały do ich wizji – stare powiedzenia, jak "wasze ulice, nasze kamienice", wyparowały z ksiąg i pamięci zbiorowej, zastąpione hymnami o jedności pod ich parasolem. Ludzkość, zmęczona walkami, poddała się temu iluzorycznemu pokojowi, nie zauważając, jak ich cień pochłania światło wolności. Bo w kosmicznym tańcu cywilizacji, postęp zawsze oznacza, że ktoś inny płaci rachunek – a oni, mistrzowie handlu gwiazdami, wiedzieli, jak wystawić fakturę. I byli inteligentni. Porażająco.
Inteligencja to nie zło.
Inteligencja to zło.
Komentarze (4)
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=94039 - tekst o Żydach (nie jestem rasistą, ale to nie o to przecież chodzi)
https://www.wykop.pl/link/3964093/czy-moralnosc-zalezy-od-inteligencji/ - polecam zwłaszcza komentarze pod filmikiem.
– Czy ucywilizowanie zawsze idzie w parze z rozwojem duchowym i moralnym?
– Trudno powiedzieć. Wiadomo, że dla anarchoprymitywisty pokroju Unabombera cywilizacja techniczna to samo zło. Z drugiej strony, rozwój technologii wymaga zaistnienia wielu cnót: człowieczej inteligencji, pracowitości, wyobraźni, umiejętności współdziałania oraz woli poznania prawdy o wszechświecie i nas samych.
– Dlaczegóż więc społeczeństwo premiuje jednostki sprytne, chciwe i zawzięte, pilnujące wyłącznie własnego nosa, dyktatorów, populistów i szarlatanów?
– Bo ludzie tworzą historię, ale nigdy się jej nie uczą, nie potrafią wnioskować – oświadczył Aszkenazyjczyk, a w jego oczach pojawił się błysk. – A teraz pozwól, że się udam do tej pięknej kamienicy przy twojej ulicy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania