O słońcu w cieniu nocy

Spałem w pokoju i pocie, na własnych marzeń gołocie.

Myśli płynęły o sierocie, o mojej miernocie.

Woda w dolinie jest dość młoda, ale nie sprzyja jej pogoda.

Teraz to taka moda, że do życia jest ważna wygoda.

Zazdrośnie patrzę się na konie przez okno.

Je porywa wiatr, żeby biegły nie musi być wilgotno.

Niebo gwieździste jest dla was kwieciste.

Ja więdne w cieniu nocy. myśli przejrzyste,

walczą z zakrzywionym w lustrze obrazie.

Nowa bitwa, nie widzą błędu w wykazie.

Znowu walka. Może dadzą ci spokój na razie.

Taniec masek, płyny i prądy, to fala powrotna.

Jakiś topielec zamienia sie w piasek.

Czy jego forma była istotna?

Na dworze nie ma już śniegu, lecz ja nadal szukam swojego domu w biegu.

W twoich oczach jednak też widze cień, u niego dopatruje się podobnego obiegu.

mój natomiast na mapie nadal ma daleką drogę do portu.

Cień to mój jedyny przyjaciel, bronie go plecami, gdy szukam komfortu.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania