O to i on
Nie ma nocy bym nie zobaczył jej zguby, bezsilności, gdy zaróżowiony widnokrąg roztacza swe podwoje. Już nie ma bezkresnych czeluści, w których tylko pamięć formuje kształty zapamiętane za dnia, układa w formy, zapisane rekwizyty.
Uwielbiam ten moment, gdy ma strach w oczach, gdy ja śmiało odsłaniam firanę, by powitać świt, który z ociąganiem podnosi nas z wczorajszego odrętwienia. Jeszcze tylko raz zamajaczyła ciemność, tak przez chwilę, gdy rozkołysany orzech nachylił się w me okno.
Ukradkiem, by nie zmącić nam snów, dopieszcza pryzmami biblioteczkę, sofę i wreszcie przechodzi w jasność. Ogromna jego moc, choćby potoki mgły, szadzi, poskromi cierpliwością, uciszy stałością, każde drzewo najgęstsze, dopadnie jego przejrzystość.
Ale dziś był wodzirejem, nikt nie próbował z nim konkurować, bez zbędnych nakładów sił, wszedł w swój czas, panował od początku. Porozdawał promienie, naświetlił sytuację, nakłonił do przezwyciężenia ociężałości, noc struchlała aż do końca dnia.
Komentarze (6)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania