O tym, jak poznałem Montserrat Caballé, żywą historię, i o tym, jak także teraz ocieram się o... historię
Pracuję w Amazonie. Układam towar na półkach. Naprzód go skanuję, a potem rozkładam. To ciężka dziesięciogodzinna praca na nocki, niekiedy w systemie zmianowym. Tylko to mi pozostało: nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Ale kiedyś było inaczej, kiedyś mieszkałem w Barcelonie, żyłem i pracowałem w wyuczonym zawodzie. I nagle nachodzi mnie wspomnienie jaśniejszych dni i przypomina się taka oto rozmowa:
***
– No chodź tutaj! – zachęca kolega. – Zapoznam cię z Montserrat Caballé… Madame, to jest ten aranżer z Polski, o którym tyle pani opowiadałem. Wielki talent!
– O, jak miło pana poznać, sir – odpowiada sławna sopranistka.
– Znasz na pewno Montserrat. Tylko mi nie mów, że nie.
– No niestety! – zwracam się tym razem już bezpośrednio do wielkiej diwy. – Nie znam pani, madame. Przepraszam, lo siento mucho, muchísimo.
– Och, nic nie szkodzi. Teraz już się znamy, i to jest najważniejsze, prawda?
– Montserrat śpiewała z takimi sławami, jak Freddie Mercury czy Bruce Dickinson…
– …
– Naprawdę jej nie znałeś? – po krótkiej pauzie odzywa się kompan.
– Naprawdę.
***
Jestem korpoludkiem. Haruję na nocki w firmie Amazon: układam, stowuję, pickuję, magazynuję. Tylko to mi pozostało: nuda, nuda, nuda. Ale kiedyś było inaczej. No właśnie: KIEDYŚ!
Komentarze (5)
Niby to żart, niby anegdotka, a mimo wszystko nic wesołego. Ot, życie samo! Zachęcam do lektury.
Mistrzu aranżacji, trzeba wierzyć, że jutro będzie lepiej, a przede wszystkim inaczej. Sporo ironii w tym tekście, ale takie życie.
Powodzenia!
No widzisz, Drogo Bożenko Joanno, trzeba wierzyć i niczego w życiu nie żałować. Co ma być, to będzie. I tak jest więcej pytań w zw. z niepewną przyszłością, aniżeli odpowiedzi. Do roku 2030 pewne ZAWODY znikną bezpowrotnie, byleby człowiek nie doznał ZAWODU. :)
Kiedyś to było... Fajna miniaturka, nawet jeśli wydaje się być nieco wyrwana z kontekstu.
:) Thx, PB!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania