O tym, jak poznawałem Góry Wałbrzyskie

27 maja — Pierwsze zgubienie

Do Gór Wałbrzyskich przyjechałem właściwie po to, żeby się z nimi zaprzyjaźnić. Nie znałem ich. Wiedziałem tylko, że są blisko, a jednak przez lata pozostawały dla mnie białą plamą na mapie.

Już pierwszego dnia góry postanowiły sprawdzić, czy naprawdę chcę je poznać.

Za Kopiskiem zgubiłem szlak. Pokręciłem się chwilę między drzewami, aż natrafiłem na niewielki grób z napisem: „Tu zginął S. Baran. 1996–2006”. W środku lasu taki kamień robi większe wrażenie niż niejeden pomnik w mieście. Człowiek od razu cichnie.

Później wyszedłem na piękny żółty szlak schodzący z Chełmca w stronę Wałbrzycha. Góry chyba uznały, że egzamin wstępny zdałem.

 

28 maja — Buczyna

Drugiego dnia ruszyłem od Sobięcina.

Minąłem nieczynną linię kolejową i wszedłem na czarny szlak prowadzący ku Szczawnu. W pewnym miejscu wyrastała piękna buczyna. Las zrobił się nagle wysoki, spokojny i niemal uroczysty.

Jeszcze przed Szczawnem po lewej stronie otworzyła się panorama niewysokich wzgórz. Nie imponowały wysokością. Miały za to coś, czego nie da się zmierzyć — spokój.

Szczawno okazało się bogate, zadbane i całkiem eleganckie. Jedynie pijalnia wód przypomniała, że nawet zdrowie ma swój cennik.

 

29 maja — Dwa Stawy

Po drodze minąłem sztuczne oczko wodne noszące nazwę „Dwa Stawy”.

Patrzyłem długo.

Staw był jeden.

Może drugi wysechł.

Może się obraził.

A może urzędnik, który wymyślał nazwę, po prostu liczył z nadzieją.

 

30 maja — Zapachy, basy i lalka

Dzień prowadził przez Kuźnice, Unisław Śląski i Stożek Wielki.

Na jednej z polan rosła roślina, która pachniała okropnie, choć wyglądała pięknie. Na zboczu Stożka znalazłem drugą — pachniała jak mydło. Jak moja babcia.

Zapytałem schodzących ze szczytu:

— Jak nazywa się ta góreczka?

— Stożek Wielki.

— Martwi mnie, że Wielki.

Roześmialiśmy się wszyscy.

W drodze powrotnej z Dzikowca dochodziła muzyka. Słychać było właściwie tylko basy. Zacząłem się zastanawiać, jak brzmiałby utwór złożony wyłącznie z niskich częstotliwości. Pewnie niezbyt melodyjnie, ale za to bardzo solidnie.

Od muzyki przeszedłem myślami do piwa. Od piwa do drożdży piwowarskich. Od drożdży do peerelowskiego sklepiku. Od sklepiku do dawnych etykiet. Od etykiet do czeskiej telewizji, którą jako dziecko oglądałem godzinami.

Ludzki umysł naprawdę chodzi własnymi ścieżkami.

Jeszcze później zobaczyłem lalkę siedzącą w oknie na stercie poduszek.

Nie wiem, kto ją tam posadził.

Nie wiem, dlaczego.

Mam tylko nadzieję, że po zmroku nie zmienia miejsca.

 

31 maja — Historia krajobrazu

Ostatni dzień maja zawsze budzi we mnie czułość.

Kocham maj.

Czarny szlak prowadził obok kopcącej koksowni Victoria. Dym przypomniał mi dzieciństwo i Kędzierzyn. Nawet popękany asfalt wyglądał tak, jakby opowiadał swoją starczą historię.

Za tunelem kolejowym zaczynał się jeden z najładniejszych fragmentów lasu, jakie dotąd widziałem.

W Kuźnicach spotkałem parę z pieskiem. Rozmawialiśmy o tym, kto po wojnie wymyślał polskie nazwy dawnych niemieckich miejscowości i na jakim szczeblu administracji zapadały takie decyzje.

Nie spodziewałem się, że rozmowa o nazwach miejscowości może być aż tak ciekawa.

 

1 czerwca — Lisy

Las pachniał igliwiem i borówkami.

Spotkałem dwa lisy.

Pan lis natychmiast uciekł.

Pani lis została.

Patrzyliśmy na siebie przez chwilę.

Zejście do Glinnika skojarzyło mi się z zejściem do Węgierskiej Górki. Człowiek kolekcjonuje takie skojarzenia. Dzięki nim miejsca rozmawiają ze sobą, choć dzielą je setki kilometrów.

Później, trochę głupio, trochę z ciekawości, zrobiłem eksperyment i nasikałem do mrowiska. Mrówki latały jak poparzone. Poczułem satysfakcję tylko dlatego, że mogłem. Bo byłem większy. Silniejszy.

Nie jest to wspomnienie, z którego jestem szczególnie dumny.

W Glinniku długo rozmawiałem z emerytem o Bogu i Niebie. Po cóż nam Niebo, skoro możemy w nim nie spotkać naszych bliskich?

Rozstaliśmy się z tymi samymi poglądami, ale chyba z większą sympatią niż wcześniej.

 

2 czerwca — Wieża

Najpierw las.

Potem strumień.

Potem wąwóz.

Wieczorem wyszedłem na Górę Małgorzaty.

Dzikowiec wyglądał stamtąd osobliwie. Wieża przypominała odwrócony stożek.

Nie mam lęku wysokości.

Ale tej wieży nie ufam.

Wygląda tak, jakby za chwilę miała się przewrócić i sturlać ze szczytu. I wtedy uświadomiłem sobie, że nie ufam projektom komputerowym ani architektom studiującym zdalnie.

 

3 czerwca — Hałas

Mijałem stare osiedla, cmentarz żołnierzy radzieckich i osadnik mułu węglowego. Do dziś nie wiem, co dokładnie znaczy „osadnik mułu węglowego”, ale brzmi bardzo poważnie.

Zapytałem dwie dziewczynki:

— Co tu tak śmierdzi? Tu zawsze tak śmierdzi?

— Zawsze.

Pracownika składowiska pytałem o szlak.

— Gdzie on?

— Może kiedyś był. Myśmy wszystko ogrodzili i bęc.

Kilku kolejarzy rozmawiało o promocji w Żabce. Mokro, zimno, człowiek marznie, a oni z pełnym zaangażowaniem debatowali nad cenami parówek. Widocznie tylko to trzymało ich przy życiu.

Przed Sobięcinem kilku rosłych mężczyzn siedziało w maleńkiej drezynie. Wyglądali, jakby za chwilę mieli ją zjeść.

Pomyślałem wtedy, że cywilizacja jest przede wszystkim cywilizacją hałasu. Nawet tam, gdzie kończą się miasta, słychać pociągi, maszyny, rozmowy albo muzykę. Muzyka potrafi być piękna, ale też bywa zwyczajnym hałasem.

Przyszło mi też do głowy, że Sobięcin i Sobieszów brzzmią zupełnie inaczej. Działkę mam w Sobieszowie, mieszkam w Sobięcinie. Sobieszów kojarzy mi się z górami — trochę jak Soszów albo Szczyrk. Sobięcin brzmi bardziej roboczo, bardziej miejsko, bardziej skromnie. Dziwne, ile potrafi dopowiedzieć sama nazwa.

 

5 czerwca — Architekci

Przy strumyku Lesk mokra trawa przemoczyła mi buty.

Na stromym podejściu pomyliłem szlak rowerowy z pieszym. Na szczęście akurat nikt nie zjeżdżał.

Na Dzikowcu wieża wyglądała jeszcze bardziej niepokojąco niż poprzednio.

Jakby miała się przewrócić.

Ach, ci nowocześni architekci!

Przy starcie paralotniowym ktoś zapytał:

— Na górze można kupić wodę?

— Nie można. Ale mogę się podzielić swoją.

 

6 czerwca — Dawna kolej

Spacerowałem dawnym śladem kolei.

Sztuczny wąwóz porośnięty drzewami robił ogromne wrażenie.

Podobno kiedyś był tutaj tunel.

Krajobraz pamięta więcej niż ludzie.

 

7 czerwca — Burza

Szlaki zrobiły się śliskie.

Na Chełmcu rozmawiałem z pracownikiem wieży.

— Panie, ja tu siedzę jak pustelnik. Cztery dni. O osiemnastej wsiadam do auta i już mnie nie ma.

— A w nocy?

— Ogrzewanie jest. Wody nie ma. Herbaty panu nie zrobię.

Po chwili dodał:

— Na Dzikowcu wieża może i nowa. Ale ta nasza ma sto trzydzieści osiem lat. Kawał historii.

Nie sposób było się z nim nie zgodzić.

 

9 czerwca — Urlop

Spotkałem turystę z Wrocławia.

Szedł przez Boreczną i Trójgarb do Szczawna.

Martwił się, żeby nie złapał go deszcz.

Trochę było mi go żal. Człowiek bierze urlop przez cały rok, a potem przez cały urlop patrzy w niebo.

Po chwili obok przebiegły dwa shih-tzu.

Jeden miał kokardkę.

Od razu zrobiło się weselej.

 

10 czerwca — Optymizm

Padało cały dzień.

Nie poszedłem w góry.

Sąsiadka plewiła ogródek.

— Po deszczu lepiej wychodzą.

Pomyślałem, że jest większą optymistką ode mnie.

 

12 czerwca — Czekanie

Między Boreczną a Mniszkiem pełno było kleszczy.

Ulica Łączna tonęła w zieleni.

Pomyślałem, że koniecznie muszę tu wrócić, kiedy wreszcie przestanie padać.

 

14 czerwca — Filozofia

Starszy pan z otwieraczem w ręku zapytał:

— Zmęczony? Chce piwa?

— Nie, dziękuję. Do domu już blisko. Ale zmęczony pogodą jestem.

— A potem zaś pada.

Trudno o trafniejszy opis tamtego czerwca.

 

15 czerwca — Henryku

Na skraju polany ktoś wyciął w korze:

„Henryku pamiętamy”.

Nie wiedziałem, kim był Henryk.

Ale przez chwilę pamiętałem go razem z kimś, kto zostawił ten napis.

 

20 czerwca — Powrót

Ostatni spacer prowadził lasem wzdłuż torów do Wałbrzycha Głównego.

Po miesiącu Góry Wałbrzyskie przestały być dla mnie obce.

Nie zdobyłem ich.

To raczej one, dzień po dniu, pozwoliły się trochę poznać.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • Starszy Woźny 3 godz. temu

    I co? Znalazłeś ten złoty pociąg!
    NO!

  • Tjeri 2 godz. temu

    Ciekawy zbieg okoliczności — Wałbrzyskie stały się ostatnio moimi ulubionymi górami. Tyle że ja tak bardziej wyrywkowo, z doskoku. Gdy wchodziłam na Borową, spotkałam tylko jedną osobę, i to już gdy odpoczywałam na szczycie. Cisza, spokój i góry, które potrafią zaskoczyć. Fajny tekst. Taki trochę Kapuściński.

  • maciekzolnowski 2 godz. temu

    No właśnie: gdzie Złoty Pociąg? Wciąż go szukają? ;)

  • maciekzolnowski 2 godz. temu

    Cześć Tjeri! Cieszę się, że jesteś. Dzięki za przeczytanie.
    Góry Wałbrzyskie, o dziwo nie najstarsze w Polsce, choć bardzo stare, są intrygujące i po prostu piękne. Na Borowej - spokój, to nie Chełmiec, gdzie pieczątki i stara wieża. Sporo tajemniczych miejsc - wyrobisk, pozostałości po kopalniach, nieczynnych trakcji. Jest co zwiedzać. Czytałem ostatnio, jak wyglądało to miejsce w momencie powstawania gór 300 milionów lat temu. Co tu rosło? Jakie żyły zwierzęta?
    Serdecznie pozdrawiam z Wałbrzycha właśnie! :)

  • Grisza 2 godz. temu

    Nasikanie na mrowisko zepsuło cały tekst, który śledziłem z wielkim zainteresowaniem.
    Od tego momentu przestałem czytać.
    Jesteś żałosny.
    Jesteś szkodnikiem.
    Podlegasz pod paragraf.
    Ale że nie da Ci się tego udowodnić, że nie zarejestrował Cię żaden monitoring,
    że nie ciągnąłeś uwiązanego psa na haku auta, tylko zabiłeś ileś tam mrówek - jesteś (ch.u) bezpieczny.
    Śpij spokojnie.
    Życzę Ci - z całego mojego chrześcijańskiego serca - żeby któregoś dnia Twój kot przegryzł Ci krtań, albo zagryzł Cię czyjś niedopilnowany bulterier na ulicy! Tak mi dopomóż...

  • maciekzolnowski 2 godz. temu

    Grisza. To było wymyślone. Poważnie. Chciałem to zrobić i zrobiłem, ale tylko na papierze. Kocham przyrodę. Kocham zwierzęta. Kocham ludzi.

  • Grisza 2 godz. temu

    Po Twojej publikacji na opowi - NIE WIERZĘ CI !

  • Grisza 2 godz. temu

    Koniec. Kropka.

  • Grisza 2 godz. temu

    Pisz, co chcesz...

  • maciekzolnowski godzinę temu

    Moje ulubione owady to właśnie mrówki.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania