Obiad z kanibalami
Siedziałem w dużym pokoju przy suto zastawionym stole. Był bardzo długi. Razem ze mną siedziała cała rzesza ludu. Wszyscy niecierpliwie czekali na podanie pierwszych dań. Zastawa swym blaskiem aż raziła w oczy. Żywą dyskusję pomiędzy gośćmi przerwał dźwięk dzwonka. Nadszedł czas na obiad. Do środka wchodzili kelnerzy każdy z tacą pełną jedzenia. Były jeszcze nakryte i nikt nie wiedział co to za smakołyki. Ukrytkiem podsłuchałem, że tutejszym zwyczajem jeść można, dopiero gdy szef kuchni osobiście pojawi się przy stole i podniesie dowolną pokrywę. Ten zjawił się chwilę po zakończeniu rozkładania tac.
- Wczoraj mieliśmy świeżą dostawę produktów najwyższej jakości. Mam nadzieję, że potrawy zasmakują każdemu z tu zgromadzonych gości. Polecam jednak aby dania na ciepło spożyć w czasie nie dłuższym niż trzydzieści minut, gdyż pełnia smaku zazwyczaj po tym czasie mija — po tych słowach wyciągnął rękę nad stołem i uniósł tacę.
Goście uczcili ten moment gromkimi brawami. Byłem bardzo głodny. Jednak gdy odkryłem tacę, która akurat stała najbliżej mnie mój apetyt prysł razem z dobrym smakiem. Zobaczyłem galaretę w kolorze zielonego gluta z ludzkimi palcami. Kucharz miał rację, były świeże. Zniesmaczony pomyślałem, że to fatalna pomyłka albo żart.
- Przepraszam, ale te ludzkie palce są prawdziwe? - spytał siedzącego obok mnie mężczyznę.
- Palce w galarecie. Właśnie na nie czekałem.
- To jakiś żart prawda? Taki niewinny dowcip w tutejszym stylu.
- Ależ skądże. Palce w galarecie są przepyszne. Osobiście wole, gdy są zmielone i w takiej formie są zalewane galareta, ale nie będziemy przecież wybrzydzać.
Zrobiło mi się niedobrze. Ledwo wstrzymywałem wymioty, próbując nie patrzeć na żadne z potraw.
- Przepraszam, może napije się pan czegoś? -spytał kelner.
- Tak z chęcią a jest jakiś wybór/
- Oczywiście. Mamy krew z lodem, gotowaną i z czekoladą mleczną. To, co pan zamawia.
Wtedy mój żołądek nie wytrzymał. Uświniłem lśniącą zastawę i przy okazji smoking kelnera. Wszyscy osłupieli i zamilkli.
Tę potworną ciszę przerwał głos szefa kuchni.
- Co za bezczelność. Zero kultury. Już te ścierwa co ich w klatce trzymam zachowują się lepiej.
Po nim dołączyli inni. Niektórzy po prostu wyszli, ale większość przekrzykiwała się o to, jak mnie ukarać. Ponownie głos zabrał Szef kuchni.
- Już wiem, taki świeży okaz jest najsmaczniejszy. Można spokojnie zjeść na surowo. Mamy ostre noże więc do dzieła.
Wszyscy oblizując się wściekle, ruszyli w moim kierunku. Nie miałem szans z hordą kanibali. Po chwili zdarli moje ubranie i przepychając się zaczęli powoli mnie zjadać. Na szczęście już na początku przegryźli mi tętnicę.
Komentarze (8)
"- Przepraszam, może napije się pan czegoś? -spytał kelner.
- Tak z chęcią a jest jakiś wybór/" - spacja przed "spytał" i tą kreskę z końca zlikwiduj.
Na samym początku masz jeszcze powtórzenie sliwa: "siedziałem".
Od strony treści, całkiem, całkiem. Można po tytule ogarnąć, dalszą część, ale napisane strawnie.
Końcówka dobra, bo nieprzeciągnięta.
Mam pytanie, bo umieszczasz swoje teksty w kategorii Sny.
To, co publikujesz, to opisy twoich snów?
Dodam jeszcze, że z tekstu na tekst jesteś coraz lepszy.
Kto? Jak? Gdzie?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania