obłąkane gwiazdozbiory

wiruję

z pierwszymi w tym lecie

łzami śniegu

wiruję

choć światło jest tak nieznośnie

znoszone do szpiku kości

 

znów kwitnę na złość nadziei

rozkwitam wbrew

bólowi trawiącemu naszą bliskość

naszą prośbę

o ostatni urodzajny krzyk

 

pochylam się upuszczam dwie

zbyt ciężkie łzy

aby żywiły zeschniętą trawę

twoich płuc

jęku tłoczonego nowotworem

serca

 

jestem wbrew sobie

wbrew sobie konam na kolanach

wpatrzona w twoje nieuległe wargi

spojrzenie bez szansy

na zrozumienie

 

umieram wygasam

powolnie bojąc się że strop światła

ukoi wreszcie

naznaczone gwiazdy

trawione obłędem gwiazdozbiory

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    KatarzynaKoziorowska↔Jakby nieboskłon był zbyt nisko i przytłaczał ciężarem obłąkanych gwiazd, w nieustannym wirowaniu,
    wszystkich tajemnic, chcianych i niechcianych, które nie zawsze, warte zgłebienia:)↔Takie skojarzenie me.
    Pozdrawiam:)↔%

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania