Obłuda miasta
Stąpając z uśmiechem, egzystując radośnie,
odczuwasz płomień, jakbyś miał w sercu ogień.
Obok kos podśpiewuje, obok pachnie lawenda,
słońce ciepłem obdarza każdą duszę, usuwa lęk.
Polną ścieżką, chodnikiem, ulicą, na trawie,
dziękujesz, przepraszasz, poprawiasz się.
Swoje błędy dostrzegasz jak plamę z daleka,
jednak twoje miasto przynosi trwogę i czerń.
W społeczeństwie fałszu mściwość przeważa,
zamykasz duszę na klucz, zostajesz sam.
Nikogo przy boku nie ma, a wokół kłamstwa,
każdy wkoło niszczy twój plan.
Krąg się zatacza, aż słońce znika,
zostaje chmura, szarość otula dzień.
Marzysz tylko o jednym — by wróciło słońce,
by społeczeństwo akceptowało cię.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania