Obłuda miasta

Stąpając z uśmiechem, egzystując radośnie,

odczuwasz płomień, jakbyś miał w sercu ogień.

Obok kos podśpiewuje, obok pachnie lawenda,

słońce ciepłem obdarza każdą duszę, usuwa lęk.

 

Polną ścieżką, chodnikiem, ulicą, na trawie,

dziękujesz, przepraszasz, poprawiasz się.

Swoje błędy dostrzegasz jak plamę z daleka,

jednak twoje miasto przynosi trwogę i czerń.

 

W społeczeństwie fałszu mściwość przeważa,

zamykasz duszę na klucz, zostajesz sam.

Nikogo przy boku nie ma, a wokół kłamstwa,

każdy wkoło niszczy twój plan.

 

Krąg się zatacza, aż słońce znika,

zostaje chmura, szarość otula dzień.

Marzysz tylko o jednym — by wróciło słońce,

by społeczeństwo akceptowało cię.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania