Obojętność
Miłość i nienawiść rozdzierają moją duszę,
Nie wiem co jest lepsze, a którąś wybrać muszę.
Bo przecież uczucia nie mają żadnych ram,
Mogę smażyć się w piekle lub być u nieba bram.
A one rozdzierają mą duszę na pół,
Więc jestem w euforii albo wpadam w dół.
To się nazywa ambiwalencja uczuciowa
Dwa odmienne stany o których tutaj mowa
Które w zasadzie do siebie nie pasują
Potem człowiekowi całe życie psują.
Jeszcze jako trzecia między nimi obojętność się wkradła,
Więc nie trafię do nieba, nie pójdę też do diabła.
Z miłością i nienawiścią wojnę wygrała,
Bo żadnej skrajności nigdy się nie bała.
Nie ma już we mnie żadnej radości,
Nie ma też smutku, najgorszej złości
Nadzieja już pękła jak bańka mydlana,
Nie chcę o nic prosić wszechmogącego Pana
W końcu moja dusza do czyśćca trafiła,
Nic jej nie ruszało, może w tym jest siła.
Więc ta krótka historia dobiega już końca,
Nie ma żadnej burzy, ale nie ma też słońca...
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania