obok
z rynny kapał deszcz
podlewał resztki trawy
zagubionej
na skrawku zachłannej
ziemi
staliśmy obok
a jakby pomiędzy
cieniem
przewyższał nas
o głowę
miasto szeptało cicho
zamiast śpiewać
w rytmie nadjeżdżających
tramwai
w kieszeni kurtki znalazłam
spłoszoną dłoń
jak ja
nie lubi pożegnań
Komentarze (2)
Ładny wiersz, podoba się, szczególnie końcówka.
Dziękuję 😉
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania