Obraz sztuki nowoczesnej

Istnieją ludzie, którzy osiągnęli materialnie bardzo wiele i zrobienie im miłego i chcianego prezentu zaliczyć można do pobicia rekordu. Największy problem powstaje wtedy, gdy to nam zależy, żeby nasz podarunek przypadł im do gustu, ponieważ wtedy mamy szansę oczekiwać przychylności z ich strony.

Prezent dla biednego niemającego nic albo posiadającego niewiele jest łatwy do przewidzenia. Takiemu kupujemy zawsze coś pożyczane od nas najczęściej, a jeżeli są to pieniądze to ładujemy sumkę do koperty i problem z głowy.

Zgoła inaczej jest z człowiekiem mającym trochę grosza na koncie bankowym, z mieszkaniem zawalonym durno stójkami, przywożonymi z licznych podróży. Ktoś, kto poznał uroki życia, dużo widział, doświadcza wszystkiego, o czym tylko marzy i nie jest pazerny oraz zachłanny, takiemu zrobić prezent, a zwłaszcza sobie, stanowi wyzwanie.

Kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu wszystkie liczące się miejscowości turystyczne posiadały w ofercie pamiątki charakterystyczne tylko w tym miejscu i niewystępujące nigdzie indziej. Obecnie pozostały z tego tylko kartki pocztowe, okolicznościowe monety, magnesy, kubki i filiżanki ze względu na obrazki, a reszta jest taka sama jak gdzie indziej tylko różni się napisami. Nawet nie można się dziwić, skoro gadżet nie jest wytworem rąk rzemieślnika tylko produktem masowym w odległym kraju. Globalizacja w konsekwencji powoduje, że przemierzając cały świat, przywozimy prezenty różniące się nie wiele od siebie.

Trochę indywidualności znajdziemy na deptaku w miejscowości turystycznej, tam oprócz automatów do gier, kebabu, pizzy, lodów, gofrów, spotkamy artystów. Oferują oni swoje usługi wszystkim przechodniom. Zobaczymy tam mimów, usłyszymy muzyków, spotkamy malujących portrety ludzi, czy wizerunki ich zwierząt oraz innych jeszcze malarzy prezentujących swoje dzieła. Jednak wszystko, co robią jest skierowane do jak największej widowni i przez to brakuje tam dzieł niepowtarzalnych. Ostatecznie nie można się dziwić, ponieważ wśród przemieszczających się w strojach prawie plażowych, ciężko jest znaleźć bogatego konesera sztuki.

Gust i upodobanie sztuki wyrobiły u mnie deptaki w przeciwieństwie do moich dziadków, którzy obcowali ze sztuką na jarmarkach. Dlatego w ich domu był jeleń na rykowisku, obrazki święte i makatki. Natomiast moja chłodziarka ciężka jest od przyczepionych magnesów, a na meblach i półkach naustawiałem dupereli.

Pewnego dnia w modnej i drogiej miejscowości trafiłem na stragan artysty malarza, który ten swój kram nazywał mini galerią w plenerze. Już przy prezentacji jego nazwy powstał miedzy nami konflikt.

- Panie, jaka to galeria skoro po prawej stronie jest stoisko z mydłem i powidłem, czyli ulubionymi klamotami facetów. Natomiast z lewej strony w pana obrazki wpychają się pomadki i kremy do depilacji. Z przodu pozostało metr chodnika i paka zaparkowanego busa – powiedziałem kąśliwie.

Artysta musiał być amatorem, ponieważ się nie obraził, tylko grzecznie odpowiedział.

- Przepraszam za dyskomfort przy podziwianiu moich dzieł, lecz w naszym mieście nie ma żadnej galerii, w której moglibyśmy bezpłatnie wystawiać.

Akurat z tym wystawianiem to nie był głupi pomysł, ponieważ przy brzydkiej pogodzie, kiedy stale leje, można by było iść pooglądać i do tego za darmo. Zamiast włóczyć się po barach i restauracjach wydając przy okazji masę pieniędzy. Widocznie jest to zaplanowane działanie lokalnych władz, skoro wszystkim wiadomo, że nad naszym morzem ciężko jest o ładną pogodę.

Mini wystawa musiała być jakoś podzielona, ponieważ po prawej stronie znajdowały się obrazy przedstawiające coś zamazanego, zapaćkanego, zachlapanego i rozjechanego. Środek był przeznaczony dla martwej natury i kwiatów. Lewa mi się najbardziej podobała, przez prezentowane pejzaże.

- Te obrazki po lewej są bardzo podobne do tych z mojego kalendarza, a ten w środku to jak się nie mylę był w maju – powiedziałem ugodowo.

- Cieszę się, że pod strzechę trafiły, choć reprodukcje moich dzieł – z sarkastycznym uśmieszkiem odrzekł pacykarz.

Dosłownie zagotowało się we mnie, za przyrównanie mojego apartamentu do wiejskiej chaty. Czekaj gnoju pomyślałem, ja ciebie załatwię i głośno zaproponowałem.

- Będę w tutaj wypoczywał jeszcze tydzień. Czy przez ten czas namalowałby pan obraz łączący sztukę nowoczesną z tradycyjną, o wymiarach sto na sto centymetrów. Musi być na nim namalowany wodospad, a reszta należy do pana inicjatywy. Ile kosztowałaby mnie ta przyjemność? – słowo, to specjalnie powiedziałem głośniej, mając na myśli wątpliwa.

Cena była przystępna i zgodziłem się zapłacić pod warunkiem, że mi się spodoba. Korzystając z pięknej pogody cztery dni spędziłem opalając się na plaży. Piątego dnia nie wytrzymało, lało dość intensywnie od samego rana, dzieci w ośrodku już przed południem szalały z braku możliwości wejścia na zewnątrz. Podczas słonecznych dni darły się z innego powodu, po co mają iść nad morze skoro tam nie ma zasięgu i w Internecie grać nie można. Chcąc mieć, choć chwilę spokoju wybrałem się z parasolką w rękach odwiedzić miłośnika pędzla.

Mini galeria była otwarta, lecz dla ochrony przed wodą większa część obrazów była zabezpieczona streczem. Artysta na stelażu postawionym na środku postawił mój olejny obraz. Już samo spojrzenie na wodospad dało mi pewność, że tak malować wodę potrafią tylko wielcy artyści. Wzrok był doskonale oszukiwany przez mrugniecie i najmniejsze poruszenie głowy, widziałem płynącą wodę. Koryto rzeki zanim nie zakończyło się uskokiem znajdowało się w wąwozie miedzy ośnieżonymi górami. Karłowate drzewa rosły w szczelinach skał, a wczesnowiosenna trawa zajmowała miejsca zagłębień gdzie wiatr nawiał trochę ziemi. Jednak najbardziej niepasującym po prawej stronie do wspaniałego krajobrazu było umieszczenie kobiety ze smartfonem w ręce, mającą otwartą aplikacje społecznościową. Pani nie poświęcała najmniejszej uwagi widokowi krajobrazu tylko zapamiętale obsługiwała najnowocześniejszy aparat znanego producenta. Obok niej stał górski rower z ramą pomalowaną w graffiti. Ubranie i obuwie jej pochodziło z najnowocześniejszej kolekcji modnej marki sportowej i kosztowało fortunę.

Niedaleko dolnego lewego rogu siedział na quadzie mężczyzna w stroju mocno ubłoconym. Granatowy kask z namalowanymi błyskawicami powiesił za pasek na kierownicy. Obie dłonie miał zajęte trzymaniem tabletu i grą w czołgi.

Właściwie pomimo pewnych oporów nie miałem powodów do zarzucenia mistrzowi, że nie wywiązał się ze swojego zadania. Doskonale zaprezentował magię gór, a nowoczesną sztukę umieścił na ubiorach i sprzęcie. Nawet daty powstania na obrazie nie musiał zapisywać, ponieważ same zabaweczki elektroniczne i systemy operacyjne doskonale wyręczyły go w tym.

Obraz na ścianie wisi trzy lata i z każdą reklamą sklepu ze sprzętem elektronicznym czy sportowym, widzę jak bardzo i szybko się postarzał.

Artysta, gdyby żył i tworzył z takim talentem przynajmniej sto lat temu, stałby się sławnym, bogatym człowiekiem, a tak chałturzy dalej za grosze na deptaku.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Marian 06.08.2017
    Bardzo dobry tekst. Jakbym to widział. "Magia gór" w całej krasie.

    Drobne uwagi:
    "Koryto rzeki zanim nie zakończyło się uskokiem znajdowało się w wąwozie miedzy ośnieżonymi górami."
    Powinno być:
    "Koryto rzeki, zanim nie zakończyło się uskokiem, znajdowało się w wąwozie miedzy ośnieżonymi górami."
    "Jednak najbardziej niepasującym po prawej stronie do wspaniałego krajobrazu było umieszczenie kobiety ze smartfonem w ręce, mającą otwartą aplikacje społecznościową."
    Powinno być:
    "Jednak najbardziej niepasującym do wspaniałego krajobrazu było umieszczenie po prawej stronie kobiety ze smartfonem w ręce, mającej otwartą aplikacje społecznościową."

    Pozdrawiam.
  • Zaciekawiony 16.11.2017
    Bardzo dobry pomysł. I na obraz też. Gdyby taki obraz istniał, to pięknie pokazywałby każdemu widzowi, różnicę między tym co trwałe i tym co nietrwałe (oraz sugerował, co właściwie powinno być dla nas interesujące).

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania