obrót
tak naprawdę
nigdy nie ma się pewności
nawet walcząc do końca
nie odrzucając zasad ani innych takich
można
potknąć się
upaść
zasnąć
prawie zawsze jest tak albo inaczej
życie na ziemi to mała przyjemność
która potrafi dać mocnego kopa
tak naprawdę
nigdy nie ma się pewności
nawet walcząc do końca
nie odrzucając zasad ani innych takich
można
potknąć się
upaść
zasnąć
prawie zawsze jest tak albo inaczej
życie na ziemi to mała przyjemność
która potrafi dać mocnego kopa
Komentarze (14)
średnie, ale jako tako ujdzie
Pan Buczybór Dziękuję za szczerą opinię!
Masz pół dychy na zachętę ;-)
Dziękuję!
:)
Takie średniawe.
Dziękuję za szczery komentarz!
wicus ale nie załamuj się każdy nosi zadatek na wielkiego poetę.
Morus Dziękuję za słowa otuchy! Nie przestaję mieć nadziei, że jeszcze "urosnę"!
wicus ja też tak sądzę.
Autor pisze "tak naprawdę nigdy nie ma się pewności nawet walcząc do końca " - coś w tym jest. Mickiewicz też zdawał się mieć takie rozterki w Konradzie Wallenrodzie, kiedy stworzył wojownika nadzwyczajnego, który samotnie podjął się zniszczenia Zakonu Krzyżackiego. Niestety, nie był tak silny, jak początkowo myślał, dlatego zapłacił za to cennę najwyższą - samobójcza śmierć. Już pomijam, że pociągnęła ona za sobą śmierć ukochanej kobiety. Czy zatem można sądzić, że rację miał Słowacki, który zdecydowanie przeciwstawił się walce w pojedynkę, i dlatego jego bohater, Kordian, to postać chwiejna, z tzw. bólem istnienia? Wszak był blisko zabicia Mikołaja I, a jednak w ostatniej chwili wycofuje się, przez co zostaje schwytany i najpewniej srracony, jednak zanim to nastąpi, bohater przejdzie załamanie. Walka do końca, byla ponad jego siły, ponad psychiczną wytrzymałość.
A co z Wokulskim, który pomimo geniuszu, wydawał się brnąć w beznadzejne małżeństwo, z pustą, salonową lalą? Wywalczył tę miłość, ale dokąd chciała go ona zaprowadzić, wprost na tory?
Skoro jesteśmy przy literaturze, ileż ludzi walczy, żeby znakomicie pisać, zaistnieć, a potem załamanie i śmierć, najczęściej samobójcza. Tak jak Autor pisze "można potknąć się , upaść, zasnąć"
A jenak pomimo tych wszystkich przeciwności ludzie dążą do szczęścia. Fajnie szczęście zdefiniowal Henryk Heine, twierdził bowiem, na postawie porównania do kobiet, że szczęście to jest wtedy, kiedy spotyka się kobietę lekką, co poglaska, pocałuje i znika, a nieszczęście, kiedy mocno przyciska do serca, nie spieszy się i spokojnie siada przy łóżku. Tak więc widzimy na czym polegają przyjemności i co tak naprawdę daje kopa.
Nie walka do końca, która żadnej pewności zwycięstwa nie daje, mało tego, może doprowadzić do upadku. W tym miejscu przypomniał mi się Czarus Baryka z Przedwiośnia. Widzę go, jak przegrany idzie na czele, gotowy zginąć.
Autorze, napisałeś wiersz, ktory zmusił mnie do różnych przemyśleń i poplynelam za myślą. Jezeli Ci to niemiłe, nie czytaj!
Ależ to bardzo miłe, tyle interesujących, przepojonych literaturą myśli! Trudno sobie wyobrazić wspanialszy komentarz! Bardzo Ci za niego dziękuję!
A to proszę bardzo. Tak sobie właśnie pomyślałam, ze mogłam jeszcze przez Szekspira przelecieć, na Orzeszkowej kończąc, ale może następnym razem.
Pozdrawiam.
Ja też pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania