Obserwatorzy z cienia

Obserwatorzy z cienia

 

Tomek wrócił. Po trzech latach cyfrowego niebytu, jego profil nagle ożył pewnego wtorkowego popołudnia. Pierwsze zdjęcie: kubek kawy na tle laptopa, podpis: „Nowy rozdział, nowa energia. #powrót #autentyczność".

 

Karolina przewróciła oczami tak mocno, że prawie zobaczyła własny mózg.

 

– Nie wierzę, że ten narcyz znowu zaczął – mruknęła do telefonu, mimo że była sama w mieszkaniu. – „Autentyczność"? Daj spokój.

 

Zamknęła aplikację. Otworzyła ją ponownie pięć minut później.

 

Tomek i Karolina kiedyś byli nierozłączni. Wspólne studia, wspólne wyjazdy, wspólni znajomi. Aż do tej feralnej imprezy urodzinowej Magdy, gdzie Tomek publicznie skrytykował startup Karoliny, nazywając go „kolejną apką do robienia zdjęć jedzenia dla znudzonych milenialsów". Karolina odpowiedziała, że przynajmniej ona próbuje coś stworzyć, a nie tylko „udaje artystę w agencji reklamowej". Alkohol, urażone ego i publiczność zrobiły swoje. To, co zaczęło się jako żartobliwa przekomarzanka, skończyło się ostrą wymianą zdań o tym, kto bardziej marnuje swój potencjał.

 

W ciągu kolejnych dni profil Tomka eksplodował aktywnością. Zdjęcia porannych jogurtów z granolą. Relacje z biegania. Cytaty motywacyjne na tle zachodzącego słońca.

 

– Widziałaś, że Tomek wrócił? – zapytała Magda podczas cotygodniowego spotkania przy winie.

 

– Coś tam mi się przewinęło – odpowiedziała Karolina, udając obojętność, choć dokładnie pamiętała każdy jego post z ostatnich siedmiu dni.

 

– Podobno dostał świetną pracę w tej nowej agencji kreatywnej.

 

Karolina zmarszczyła brwi. Nie wiedziała o żadnej nowej pracy. Sprawdziła jego profil jeszcze tego wieczoru. Rzeczywiście, post o „nowych wyzwaniach zawodowych" z hashtagiem #nowapracanoweżycie. Jak mogła to przegapić?

 

Następnego dnia Tomek opublikował zdjęcie z restauracji. „Kolacja biznesowa z potencjalnym klientem z Japonii. Trzymajcie kciuki!"

 

Karolina prychnęła. Tomek ledwo radził sobie z angielskim, a co dopiero z japońskim. Typowe przechwalanie się.

 

Tydzień później, podczas kolejnego spotkania z przyjaciółmi, Karolina nie wytrzymała.

 

– A wiecie, że nasz Tomek teraz prowadzi jakieś międzynarodowe projekty? Z Japończykami współpracuje. Ciekawe, czy w ogóle umie używać pałeczek.

 

Zapadła niezręczna cisza.

 

– Karolina, skąd ty to wiesz? – zapytał Michał. – Przecież nie obserwujesz go, prawda?

 

– Eee... ktoś mi wspomniał – wymamrotała, czując rumieniec na policzkach.

 

Tymczasem Tomek, siedząc w swoim mieszkaniu, uśmiechnął się do ekranu telefonu. Zauważył, że Karolina zawsze była pierwszą osobą oglądającą jego relacje. Zawsze. Bez wyjątku. Nawet o trzeciej nad ranem.

 

„Ciekawe" – pomyślał, publikując kolejne zdjęcie. Tym razem z tajemniczą blondynką, której twarz była niewidoczna. Podpis: „Czasem najlepsze rzeczy przychodzą niespodziewanie #nowaznajomosc".

 

Następnego dnia dodał relację: „Pakowanie walizek! Weekend w Paryżu! #spontaniczność".

 

Karolina nie mogła uwierzyć. Tomek? Spontaniczny wyjazd? Człowiek, który planował nawet wyjścia do kina z dwutygodniowym wyprzedzeniem?

 

Gdy wrócił z „Paryża", jego profil zalały zdjęcia wieży Eiffla, croissantów i romantycznych uliczek. Karolina analizowała każde z nich, szukając dowodów, że to wszystko zmyślone. Może to stare zdjęcia? Może korzysta z generatora AI?

 

Dwa tygodnie później Tomek opublikował zdjęcie z kluczykami do samochodu. „Nowy nabytek! Zawsze marzyłem o czerwonym kabriolecie!"

 

Karolina prawie zakrztusiła się kawą. Tomek, który zawsze twierdził, że samochody to „niepotrzebny wydatek w mieście z dobrą komunikacją miejską"?

 

Podczas kolejnego spotkania ze znajomymi nie mogła się powstrzymać.

 

– A widzieliście, że Tomek kupił sobie kabriolet? Czerwony! Jak w kryzysie wieku średniego. Śmieszne, prawda?

 

Znowu ta niezręczna cisza.

 

– Skąd ty to wszystko wiesz? – zapytała Magda podejrzliwie.

 

– No... wiecie... ludzie gadają – wymamrotała Karolina.

 

Kulminacja nastąpiła miesiąc później. Tomek opublikował długi post o tym, jak „życie czasem prowadzi nas w nieoczekiwanych kierunkach". Ogłosił, że przyjął propozycję pracy na Bali i przeprowadza się tam na stałe.

 

Karolina gapiła się na ekran telefonu przez dobre pięć minut. Bali? Na stałe? To niemożliwe. Tomek, który bał się pająków i narzekał na upały powyżej 25 stopni?

 

Nie wytrzymała. Po trzech latach ciszy, napisała:

 

„Hej, słyszałam o twoim wyjeździe. Naprawdę Bali? Kiedy wylatujesz?"

 

Odpowiedź przyszła niemal natychmiast:

 

„Minuta ciszy dla tych, którzy nas nie lubią, ale nie mogą usunąć z listy znajomych, bo boją się nie wiedzieć, co dzieje się w naszym życiu."

 

A pod spodem drugie zdanie:

 

„Swoją drogą, nie przeprowadzam się na Bali. Ani nie mam czerwonego kabrioletu. Ani nie byłem w Paryżu. Ale miło wiedzieć, że tak dokładnie śledzisz moje zmyślone życie, Karolino."

 

Karolina poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Przez cały ten czas... on wiedział. I celowo publikował te wszystkie bzdury.

 

Następnego dnia Tomek opublikował ostatni post w tej serii: zdjęcie ekranu telefonu z ich krótką wymianą wiadomości. Podpis: „Eksperyment społeczny zakończony. Wnioski: czasem ci, którzy twierdzą, że najmniej się nami interesują, śledzą nas najuważniej. #ironiaLosu".

 

Karolina w końcu zrobiła to, co powinna zrobić trzy lata temu – usunęła Tomka z listy znajomych.

 

Ale zanim to zrobiła, i tak sprawdziła jego najnowszy post.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania