Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Obsesja (początek)

Jadę starym, zdezelowanym, pokrytym rdzą Fordem Focusem na pierwsze przesłuchanie w Teatrze Katharsis. Kierownica niepokojąco drży w moich i tak trzęsących się dłoniach (skutek uboczny antydepresantów), a z przodu przy prawym kole nieustannie coś puka. A może raczej zgrzyta? Sama już nie wiem. Chyba nie mam do tego ucha.

Hmm, czyżby kolejna wizyta u mechanika? Tego złamasa, który za każdym razem bierze więcej za robociznę, niż za same części?

Kurwa, nie stać mnie.

Wpakowałam już w to auto tyle kasy, że mogłabym za nią bez łaski kupić nowe. To znaczy używane, ale jednak w dużo lepszym stanie.

Wśród kierowców starych samochodów krąży dowcip, że kiedy słyszą jakieś nietypowe dźwięki, pogłaśniają radio i jadą dalej. Ja postanowiłam potraktować tę groteskową radę całkiem serio. Z tym, że zamiast stacji radiowych wolę muzykę z własnych płyt. Mam ich pod dostatkiem, więc co sobie będę żałować? Zawsze lepsze to, niż pieprzenie pseudo-komicznego prezentera o pogodzie i dupie Maryni. Pierdu, pierdu będzie wiosna. Później reklama jakiegoś lokalnego kebaba i co kwadrans tandetna, popowa nuta.

Nie, dziękuję. Jebać to.

Trzy akordy, darcie mordy? O tak, to właśnie mój żywioł! Zdecydowanie skuteczniej zagłusza rzężenie auta, które w każdej chwili może wydać swe ostatnie tchnienie.

Pewnie będę w podobnie opłakanym stanie po tym gównianym przesłuchaniu w teatrze, o którym nigdy dotąd nie słyszałam. Chyba jakaś niszówka, ciesząca się zaszczytnym mianem "tylko dla koneserów".

Taaa, dobre sobie.

Ale w gruncie rzeczy jaki mam wybór? Niemal wszystkie moje podania o pracę zostały odrzucone, a podczas dwóch rozmów usłyszałam, że jeszcze się do mnie odezwą.

Czytaj: wypierdalaj stąd, nie ma tu dla ciebie miejsca!

Jakby napluli mi w twarz z uśmiechem na ustach, nie dając nawet szansy zaprezentowania swoich umiejętności na scenie. Czy ja, kurwa, tak wiele od nich wszystkich wymagam?

Ale spoko, to nic. Jeszcze pożałują, że tak pochopnie ze mnie zrezygnowali. Wkrótce o mnie usłyszą. Ba! cały ten brudny, zatęchły świat o mnie usłyszy. Już ja tego dopilnuję, choćby nie wiem co. Stanę na rzęsach (może nawet na tych sztucznych), by w końcu udowodnić, że drzemie we mnie nieprzeciętny talent, który prędzej czy później trafi na salony.

Wówczas nie będę już musiała prosić się o uwagę. Sami do mnie przybiegną, niczym wygłodniałe psy, skamlące o soczysty kawałek świeżego mięsa. Zamiast tego pokażę im środkowy palec, a ochłapy wrzucę do śmietnika. Przegapili wcześniejszą ucztę? Ich strata, koniec przedstawienia! Nie w smak mi litość i sentymenty. Niech zdychają z głodu, a ja z chęcią ponapawam się ich agonią w ramach odskoczni od oszałamiających występów, dzięki którym stopniowo zyskam status legendy.

O tak, już niedługo.

Na co dzień pracuję w jednej z popularnych sieci restauracji typu fast food. Nie będę zdradzać nazwy. Nie chcę robić im reklamy. Ostatnio zetknęłam się z wyjątkowo absurdalną reklamacją.

„Słonko, spójrz tylko. W mojej coli unosi się tyle lodu, co kot napłakał”.

Chętnie wepchnęłabym mu całą garść tego lodu wprost do gardła.

Taaak, wiem. Zbyt niskie progi na te zgrabne nogi. Ale przecież muszę z czegoś żyć. Opłacić czynsz, rachunki, kupić jedzenie, czasem wlać trochę paliwa do tego gruchota… ach, jeszcze ciuchy i kosmetyki! Na nie akurat nigdy nie szczędziłam grosza. W mojej branży wygląd to podstawa.

Dziś też wystroiłam się na bóstwo. Starannie wystylizowane włosy, mocna kredka, intensywny róż, wściekle czerwona szminka i suknia wieczorowa w tym samym odcieniu… Cały przekrój biżuterii, którą przez lata kolekcjonowałam głównie dzięki podarunkom od moich byłych (zazwyczaj wybierali srebro, sugerując się zapewne niższą ceną). No i oczywiście szpilki wyższe od wzwodu średniej krajowej. Nie żebym była jakimś liliputem. Po prostu lubię spoglądać na innych z góry. Robić piorunujące wrażenie.

Tak, jestem atrakcyjną kobietą. Zdaję sobie z tego sprawę. Te stare, zgrzybiałe próchna podczas przesłuchań też ślinią się na mój widok. Niczym stado wilków, żywcem wyjętych z kreskówek osadzonych w uniwersum Looney Tunes. Tylko co z tego, skoro i tak nie dostaję od nich angażu? Ewidentnie coś musi być z nimi nie tak.

I to bardzo.

 

c. d. n.

 

L. A. T./Raven Bunny

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Dalia godzinę temu

    Ford Focus Mk1 to mój pierwszy samochód 🥹 Z sentymentu czytałam dalej.
    Jedyne, co mogę na razie powiedzieć, to że podoba mi się ten arogancki i obcesowy styl narracji.

  • Jordan Tomczyk

    O proszę. Miło mi zatem, że niezamierzenie przywołałam przyjemne wspomnienia ;) ten styl jest dla mnie zupełnie nowy i weszłam w te klimaty pod wpływem Mony Awad. Pociągnę tę historię dalej, bo mam na nią konkretny plan, natomiast jestem teraz w procesie wydawniczym odnośnie mojej drugiej książki i głównie na tym planuję się skupić w najbliższych tygodniach. Bardzo dziękuję za komentarz i serdecznie pozdrawiam <3

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania