Oclenie koguta
Miły pan przyszedł do Urzędu Celnego z żywym kogutem pod pachą. Urzędnik aż otwarł usta i ściągnął okulary ze zdziwienia, gdyż zalało ono mu całą twarz. Na co dzień jego praca była wolna od podobnych ekscesów.
- Przyszedłem oclić mojego koguta – powiedział miły pan.
- Co proszę?
- No, innymi słowy chcę go wykastrować.
- To jest Urząd Celny.
- No właśnie.
- Nie wykonujemy tego typu… zabiegów.
- Już nie?
- W ogóle nic takiego nie robiliśmy.
- Kolega powiedział mi, że wczoraj oclił u pana koguta.
- Przepraszam, ale na pewno nie tutaj. Powtarzam, to Urząd Celny.
- To co tu się robi?
- Na ogół nic, a w szczególności dużo rzeczy.
- No to proszę oclić mojego koguta.
- Proszę iść do weterynarza, bo zaraz to pana oclę.
- Co pan zrobi?
- Nieważne. Weterynarz powie panu co robić.
- A może pan zrobić coś z jajami?
- Wypieprzaj pan stąd!
- Tak się traktuje miłych klientów? Mój kogut musi się oclić i to zaraz.
- Do cholery, dawaj go pan.
Urzędnik złapał gilotynę do papieru i odciął kogutowi głowę.
- Ale… Co pan zrobił?
- Ocliłem go w najszybszy możliwy sposób. U nas takie metody są najlepsze. Teraz może pan iść do weterynarza.
Komentarze (7)
Historyjka zapowiadała się ciekawie, a skończyła tak sobie.
Pozdrawiam.
a mnie rozbawiła i na dodatek doskonale oddane wyprowadzenie z równowagi urzędnika, heh
Cieszę się
O dziwo końcówka tak samo wywołała u mnie lekki uśmiech. :D
Oj, dawno cię nie było Tanaris. ;)
fanthomas wiem, ale ciężko połączyć obowiązki z aktywnością na opowi. Postaram się jednak być tu częściej. :)
heh, puenta pierwszorzędna, choć zaznaczona dość lekko. Coś dla koneserów fantomasowych. Pozdro.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania