od początku
wchodzę jak do siebie, jak ktoś, kto wreszcie
odnalazł miejsce, jeszcze z drobinek, ale one rosną,
wypełniają dom.
pokój za pokojem, korytarz i ciszę.
nawet jeśli nie wiem, nie do końca rozumiem,
czuję jak zmniejsza się garb.
prostuję plecy, jest w tym ulga. mogę podnieść głowę,
pozwolić, żeby zatańczyły miraże.
nieśmiałe, przerażone zapomnianym rytmem.
więc raczkowanie i pierwszy krok. do początku,
który kiedyś się zagubił.
Komentarze (69)
Pozdrawiam - wciąż jeszcze - świątecznie!
najsłabszy odcinek tekstu /jak dla mnie/
prostuję plecy, lżej podnieść głowę
mniej przerażonia
dalej nie ingeruję
To nie wiersz, to proza zapisana w wersach. Na dodatek bardzo słaba. Widać niewyrobione, nieznające szlifu piórko...kacze.
Za dużo tu trunku przez co deficyt pomyślunku, przymule kalwaryjski.
A jak u Ciebie? Śpiewałaś kolędy?
Dla mnie taka „miłość do siebie” właśnie pomaga wracać do harmonii i jedności.
Rozumiem Twoje podejście, ale inaczej to widzę.
Dla mnie kochać siebie to nie „zatrzymywać energię”, tylko mieć do siebie czułość i szacunek — taką podstawę, z której dopiero rodzi się zdrowa miłość do innych.
Mam wrażenie, że bez tej podstawy człowiek nie kocha, tylko się rozpaczliwie przywiązuje.
Dlatego wierzę, że nie da się naprawdę kochać kogoś, nie mając też miłości do siebie.
Tak to rozumiem.
Tylko ja wolę język, który przekłada się na codzienne życie: czułość dla siebie, jasne granice, troskę — i dopiero z tego miejsce rodzi się miłość do innych.
Jeśli „bycie miłością” tego nie obejmuje, to dla mnie zostaje tylko hasłem.
To coś bardzo konkretnego: umieć się sobą zaopiekować, stawiać granice i nie ranić siebie w imię „poświęcenia”.
Kiedy człowiek całkiem siebie ignoruje, zwykle nie staje się bardziej kochający — tylko bardziej zgorzkniały i zraniony.
Dlatego wierzę, że troska o siebie nie niszczy miłości, tylko ją porządkuje.
A jeśli nie będę miała nic — zostanie mi właśnie to: łagodność dla siebie i zdolność, żeby nie krzywdzić ani siebie, ani innych.
Na tym chcę budować swoją wersję miłości.
Dajmy już temu spokój. Zwyczajnie nie lubię określenia " kochać siebie". Inaczej je rozumiemy.
Dobra, ja też nie widzę, niech tam bieda śpi... xD
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania