Oda do pijaństwa - część 2
Zaczynam spokojnie, wlatuje brandy.
Owijam, swawole, tworzę nowe tredny.
Sięgam po śliwowice, zamieniam się w truposza.
Milknę - by zaraz krzykiem wybitnego smakosza, sięgnąć po jeszcze jedno winko z kosza.
W lewej ręce scottisch whiskey, w prawej cola.
Czarnoskóry muzułmanin przykłada mi do ust jabola.
Siedząc w fotelu otwieram samogon dziadka
Czuje płomień, dym, śmierć, w oczy spogląda mi zmarła przed dwu laty prababka.
Mówi: "Wnusiu, czyś ty oszalał?
Czy ty nie wiesz, że ten wywar to nie zabawka?
Czy nie słyszałeś czemu nie ma mnie na tym świecie?
Dziadek twój, harpagan, dolał mi trunku tego do zupy na fecie."
Patrzę i nie wierzę. Babka zmienia się w dziadka. Potem dziadek w smoka. Świat wokół mnie milknąc głośno woła.
A ja w pijanym obłędzie padam na pysk strzepując z piersi popioła od Czarnoskórego muzułmanina tytonia.
Smomponowali: Koniu i Marek Plebanek
Komentarze (1)
dno, literackie, intelektualne, grafomania i slowny onanizm. kosz
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania