Oddalenie
Wyciągam ku tobie mą rękę chudą,
Acz ty byłaś otoczona murami.
Ma osoba dla ciebie jest mglistą obłudą,
Ty zaś dla mnie jesteś górami.
Czemu łza na poliku się mieni?
Przecież nie zniknę — lecz będę jak gres.
Trwać będę aż do słodkich czerwcowych promieni
Bądź stanę się twym cieniem aż po kres.
Pragnę złota w twych oczach,
Więc nie czuj żalu ani winy.
Ja zaś, siedząc na zielonych zboczach,
Będę z chmurami obserwował doliny.
Chciałbym miodu w twej duszy,
Lecz czy i ty tego łakniesz?
Niechże fatum ze swej kuszy
Trafi we wszystko, czego zapragniesz.
A gdy promienie rozświetlą twe serce,
Gdy czarne chmary z umysłu przepędzę,
Wtedy zostawię ci lustro w podzięce,
A lepki mrok w nędzę wypędzę.
Wówczas odejdę ku drogom posłanych snami,
A tam, w świetlistej przystani,
Wraz z czasem i wspomnieniami
Oddalimy się razem ku gwieździstej otchłani.
Komentarze (5)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania